Dziś erotyka w życiu miłosnym seniorów przestała dziwić, choć jeszcze do niedawna odmawiano jej prawa bytu. Na wsi tradycyjnej miłość między seniorami była tematem tabu, zaś ich współżycie czymś absurdalnym. Czy to w materiale Kolbergowskim, czy w innych tekstach dotyczących folkloru bardzo rzadko mówiono cokolwiek o relacji miłosnej dziadka z babcią. Może wyróżniają się tutaj kąśliwe i nieprzyzwoite żarty, może narzucają się pewne karnawałowe wyobrażenia, przesycone ironią i humorem. Jest jednak grupa tekstów, które specyficzną formę erotyzmu dokumentują. To pieśni i przyśpiewki ludowe o weselu „starego” z „młodą”. Dokumenty te są wyjątkowe i, co ciekawe, bardzo licznie reprezentowane na terenie etnicznej Polski. Maskowały one szereg paradoksów kulturowych.
„Cóż ja będę robiła?”
Teksty te w większości przypadków to niestety paszkwile, w których opisywano miłość starego mężczyzny do młodej kobiety. Utrzymane one były często prócz konwencji humorystycznej i ironicznej, także i w formie lamentu.
Na Kujawach Oskar Kolberg w drugiej połowie XIX w. zanotował taki lament, którego pierwsza zwrotka brzmiała:
„Oj biada my biada
Żem poszła za dziada –
Cóż ja będę robiła?
Ni ja dziada sprzedać,
ni jego wymienić,
cóż ja będę robiła?
Oj biada my biada
a ja biedna dziewczyna!”.
Już samo nazwanie małżonka określeniem „dziad” pokazuje pogardę względem takiego partnera, jego zrównanie z kategorią wędrownych, nieatrakcyjnych żebraków, ludzi łamiących kanony piękna, raczej wycofujących się z życia niż myślących o jego uciechach. „Dziad” to też przodek, który co najwyżej powinien niańczyć wnuki, a nie myśleć o uciechach życia.
Na Mazowszu śpiewano długą piosenkę o tym, jakich to mężczyzn dziewczyna nie chciała. W tekście, jak odnotował Kolberg, znalazły się też takie słowa:
„Starego tez nie chcę, Boże, z twego sądu,
bo stary ni do rady, ani tez do rządu,
tylko stary trzęsa brodą
i widziwia nad urodą,
chociaz i bogaty,
jednak stare gnaty”.
Widać od razu klimat tych utworów, dysonans, który one poświadczają. Na wsi tradycyjnej związki starego gospodarza z młodą dziewczyną rzadko się zdarzały. Gospodarstwo bowiem trzeba było utrzymać, stąd pomiędzy małżonkami (którzy zawierali swe pierwsze małżeństwo) różnica wieku przekraczająca pięć lat była nieczęsta (stary mąż stworzyłby dysfunkcjonalne gospodarstwo: sam nie mógłby już ciężko pracować na roli, młoda żona musiałaby się nim opiekować, a ojcowizna szłaby w odstawkę). Niemniej jednak takie małżeństwa napotykano. Demografowie historyczni rejestrują w kościelnych księgach ślubów nawet 40-letnie różnice wieku, pojawiają się wzmianki o dziadku, który poślubił równolatkę swoich wnuczek. Podobnie tego typu związki dokumentuje pamiętnikarstwo chłopskie.
„Za starego nie dajcie mnie”
Zasadniczo sędziwy gospodarz po śmierci małżonki wycofywał się z porządku normalnego życia. Z pozycji owej marginalizacji już niedaleko do przyzwolenia na prześmiewcze i ironiczne formy opisywania związku „słabego i żałosnego” dawnego gospodarza z młodą dziewczyną. Tu kłóciły się również młodość i płodność dziewczyny ze starością i jałowością seniora. Powszechnie był tutaj zawarty smutek, krzywda i poranienie młodej.
W okolicach Miechowa śpiewano, co również utrwalił Kolberg:
„A w Wislicy bydło rycy
gęsi gęgają, gęgają.
Powiadają Kalinianki
ze mnie nie znają, nie znają.
A bijcie mnie, zabijcie mnie,
za starego nie dajcie mnie,
u starego siwa broda,
a ja młoda jak jagoda”.
Starość to okres sędziwości, ale także słabości. O człowieku starym mawiano w Małopolsce austriackiej „chuchro”, w Małopolsce rosyjskiej natomiast porównywano go do małpy i eksponowano obrzydliwość starczej kondycji. Dola starego włościanina to wycofanie się ze spraw wiejskich, z porządku publicznego i podporządkowanie młodszym. To przejście co najwyżej na wycug, czyli dożywocie, pokorne pomaganie w prowadzeniu gospodarstwa, imanie się drobnych prac, niekiedy żebractwa, rzemiosł czy pogardzanej aktywności artystycznej.
Przeznaczeniem starca nie była bowiem „żeniaczka”, a potulność, powściągliwość, pokora, rozmyślanie o doli już wiecznej, a nie doczesnej. Starzec miał dożyć do końca swoich dni, leżąc na piecu, i nie przeszkadzać tym, którzy chcieli żyć. Bliskość jego śmierci była tutaj oczywista, Tomasz Kalniuk powie w takim kontekście o seniorach jako „przygranicznikach”. Co innego młody człowiek – ten powinien się realizować erotycznie. Kontrast młodzieniec versus starzec był oczywisty i nachalny, ale z lubością podkreślany. Górale z Poronina chociażby śpiewali:
„Staremu, staremu,
za piecem zagrodzić,
a młodemu kozać,
za dziewcynom chodzić”.
„Oj, wstańże stary z grobu”
Rzadko, ale jednak, człowiek stary posiada pozytywne przymioty. Pieśni niekiedy ukazywały jego wyższość nad młodym: stateczność, wiedzę, przezorność, zapobiegliwość. Podkreślały, że stary małżonek stawał się bliskim kobiecie. W pewnym sensie i jednego, i drugą lokowano w kategoriach słabych społecznie, co budziło poczucie solidarności i podobieństwa losu.
Na Kujawach w jednej z pieśni z materiału Kolbergowskiego w sposób nieoczywisty przedstawiano właśnie taką relację ze starym małżonkiem. Pieśń zaczyna się stereotypowo, by rozwinąć się, poniekąd negując początkowy krzywdzący sąd, ba, zanegować pożądaną na pierwszy rzut oka relację z młodym mężczyzną:
„Oj, bodajże ta Wisła,
da, murawą zarosła,
niżelim ja, młodziusieńka,
da i za starego poszła.
Oj, jak mi stary umrze,
da, dostanę młodego,
oj, jak mnie młody zbije,
da, wspomnę ja starego.
Oj, wstańże stary z grobu,
da, odwilżysz mi rany,
oj, coć mi je porobił,
da, młody chłop kochany”.
W karnawale i na weselu
W dorocznym cyklu świętowania pieśni o związku starego z młodą zazwyczaj wykonywane były w okresie poprzedzającym Wielki Post, czyli w zapusty. W cyklu zaś rodzinnym pojawiały się one zasadniczo w obrzędowości weselnej. Ten czas ich wykonywania przywołuje konwencję karnawałową, pełną niedorzeczności, mieszania porządków, degradowania tego, co wysoko na piramidzie wartości, a hołdowania przyziemności, cielesności, rubaszności.
Obecna też bardzo często jest przemoc: z jednej strony zniewolenie młodej, niejako jej sprzedaż, z drugiej – odwet silnej młodej i sprzedaż starego małżonka na targu, wyśmiewanie go, bicie, czy nawet pozbawienie życia, nie mówiąc już o niewierności małżeńskiej (flirtów dziewczyny i ucieleśniania swych pragnień z młodzieńcem).
Ale też w przypadku wesela obecna jest swoista funkcja pedagogiczna, podkreśla się potrzebę podporządkowania się dziewczyny mężowi, jej pokorę, imperatyw kochania pomimo różnicy wieku, pogodzenie z losem, gotowość na przyjęcie dzieci na świat.
Znakomita badaczka erotyki ludowej, folklorystka Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, szerzej omawia zaistniałą w pieśniach konwencję małżeństwa starego z młodą, prezentuje jak wyszydzana była jego impotencja, niesprawności, inwalidztwo i przywary wiekowe poprzez dosadne sformułowania, aluzyjne metafory czy wieloznaczne symbole.
Nowa rzeczywistość
Dodać do tego należy obecność motywu dziada-starca, ale i włóczęgi, żebraka zarazem, w samej obrzędowości weselnej. Występowanie dziada-włóczęgi, zwłaszcza o atrybutach starczych, czy babki-staruszki było podkreśleniem przebywania w sytuacji granicznej, liminalnej, wyłączonej z normalnego toku życia, w żywiole święta.
Jak pisze Piotr Grochowski, postaci dziada i dziadówki wyróżniały się i nie były przypadkowe, niosły rzutujące znaczenia: „Mogli oni towarzyszyć pannie młodej podczas zapraszania gości na wesele albo wyprowadzić ją z komory i przekazać panu młodemu bądź też uczestniczyć w akcie błogosławieństwa. Zabiegano również o przychylność żebraków (a także innych «obcych») napotkanych na trasie przejazdu orszaku weselnego. W Lubelskiem panna młoda zsiadała nawet z wozu, kłaniała się im, podejmowała za nogi i prosiła o błogosławieństwo. Trzeba jednak zaznaczyć, że obecność dziada jako postaci mediacyjnej wiązała się w tym przypadku nie tyle z chęcią pobudzenia sfery płodności czy zabezpieczenia przyszłej pomyślności, co raczej z silnie eksponowaną symboliką «przejścia» i kolejnym, obok rozplecionych włosów czy milczenia, sygnałem czasowej przynależności młodych do innego świata”.
Czyli obecność motywu starości i samego człowieka starego była elementem ceremoniału weselnego. Towarzyszyła ona niewieściej przemianie: z dziewki w gospodynię, z igrającej i frywolnej panny w stateczną małżonkę, z osoby samotnej i wolnej w osobę, która teraz zakłada własną rodzinę i niebawem wyda na świat dzieci. Niedorzeczna starość, absurdalne wątki i historie wykrzykiwane przez starostów weselnych (też ludzi starszych, statecznych), pieśni ochoczo wykonywane przez biesiadników i grane przez ludowe kapele tak naprawdę były formą eksponowania niebezpiecznego stanu granicznego, przejścia i przemiany. Była to rzeczywistość in statu nascendi małżeństwa, które w tym świecie miało niesłychaną autonomię i wyrazistą rangę (jego powstanie, dopełnienie poprzez uroczysty ślub zwiastuje doniosłe i rewolucyjne zmiany w życiu państwa młodych).
---
Realne, codzienne więc życie sobie, podobnie jak życie w święcie – sobie. Oczywiście tak było w warstwie chłopskiej. Motyw starego z młodą za to zachwycił ludoznawców i stał się inspirującym dla literatów, wodzących prym w kulturze inteligenckiej, na czele z epopeją Władysława Stanisława Reymonta. Może dzięki Chłopom przetrwał ów motyw czas zapomnienia o włościańskich realiach? Ten dawny bezduszny, chłodny, okrutny, cyniczny i śmieszny temat dziś zderza się z pragnieniem miłości erotycznej ludzi starych, którą należy traktować poważnie, z uznaniem, jako jedną z największych zdobyczy współczesnej kultury.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













