Naprawienie zerwanych przed laty więzi jest możliwe, choć wymaga zaangażowania oraz spojrzenia jednocześnie w przeszłość i w przyszłość. Proces scalania rodziny lub grupy przyjaciół może być bardzo ważnym doświadczeniem w rozwoju emocjonalnym człowieka.
Jak dochodzi do eksplozji
Zerwanie relacji nie jest tym samym, co ich stopniowe wygasanie – choć zewnętrznie efekt obu procesów jest dokładnie taki sam, czyli zaprzestanie podejmowania kontaktów. Stopniowe gaśnięcie więzi jest rodzajem straty, który dotyka każdego z nas – w ciągu swojego życia zwykle tracimy w naturalny sposób kontakt ze znajomymi z podstawówki, dalszym kuzynostwem, byłymi współpracownikami. Procesowi temu nie towarzyszą gwałtowne emocje ani nawet decyzja, aby dane osoby „usunąć” ze swojego życia – działa tutaj czas, zmiana okoliczności oraz „wyparcie” starych relacji przez nowe. Zerwanie kontaktów – zwłaszcza w przypadku osób, które były ze sobą naprawdę blisko – jest natomiast swoistą eksplozją emocjonalną. W takim przypadku targają nami bardzo silne uczucia – gniew, poczucie krzywdy, wstręt – których nie chcemy już dłużej „pomieszczać” w sobie. W większości przypadków do zerwania relacji doprowadza jednak nie tylko impuls, ale trwające od lat, nawarstwiające się konflikty, których bliscy nie potrafią (lub nie chcą) rozwiązać. O samym momencie rozejścia dróg z psychologicznej perspektywy można często myśleć jak o acting-oucie – czyli silnym odreagowaniu emocji przez działanie. W psychoterapii mówi się też, że odcięcie nie jest obojętne emocjonalnie. Tak długo, jak pozostajemy odcięci od kogoś naprawdę bliskiego, buzuje w nas afekt i wpływa na nasze życie wewnętrzne. Zdarza się, że przez wiele, wiele lat w umyśle osoby, która dokonała radykalnego odcięcia, pojawiają się fantazje na temat odwetu na krewnym lub że osoba taka przez długi czas opowiada innym o doznanej krzywdzie, pragnąc namalować jak najbardziej mroczny obraz swojego byłego bliskiego. Takie podejście jednak potrafi zatruwać człowieka od środka i stanowić blokadę przed pójściem „dalej” z własnym życiem.
Powroty ważne i bolesne
Próba powrotu do zerwanych kiedyś relacji może być podjęta pod wpływem spontanicznego impulsu – na przykład w sytuacji otrzymania informacji o chorobie lub śmierci innego członka rodziny. Istnieją także przypadki, w których to „przeciwna strona” życia skłania nas do powrotu do zażyłości: chodzi tutaj o narodziny dziecka. Jedna z moich pacjentek podjęła próbę odbudowania relacji z własnym ojcem, gdy urodziła córkę – zależało jej, aby dziecko znało swoich przodków, ponadto – jak odkryła w trakcie pracy nad sobą – sama również miała potrzebę powiedzieć ojcu pewne rzeczy prosto w twarz. Jednak zazwyczaj powrót do relacji (lub podjęcie takiej próby) poprzedza długotrwały proces intrapsychiczny i rozważanie, czy w ogóle warto to robić. Zdarza się, że ktoś przez wiele lat zastanawia się, czy na przykład jeśli dojdzie do jego własnej poważnej choroby, to będzie chciał poinformować o tym rodzeństwo, z którym jest skłócony, albo czy udzieliłby finansowego wsparcia starzejącym się rodzicom, którzy wyrządzili mu krzywdę. Proces pojednania zwykle poprzedza doświadczenie lęku, a czasem także wstydu – obawiamy się, czy zostaniemy „przyjęci” i jak druga osoba spojrzy na nasze obecne życie. Czasami do pojednania popycha nas również zwykła tęsknota – z bratem czy siostrą, z którym wychowywaliśmy się w jednym domu i z którymi mamy mnóstwo wspólnych wspomnień, jesteśmy w pewnym sensie związani na zawsze, nawet jeśli w pewnym momencie podzielił nas ostry konflikt. Należy jednak przy tym pamiętać, że jeśli dochodzi do próby pojednania po latach, to spotkana osoba nie będzie już tą samą, którą pamiętamy z przeszłości – nawet jeśli jest to nasz rodzony brat czy siostra, to zapewne życiowe doświadczenia i proces dorastania (który nie kończy się w dniu osiemnastych urodzin) sprawiły, że na życie, relacje i samych siebie patrzymy już inaczej. Niezwykle ujmująca i realistyczna psychologicznie pod tym względem jest opisana w Księdze Rodzaju scena pojednania Jakuba z Ezawem: niegdyś rywalizujący ze sobą na śmierć i życie bracia są przez spotkaniem pełni napięcia i niepewności, a każdy z nich coś już w życiu „zbudował”. Siła braterskich uczuć bierze jednak górę i bliźniacy wybaczają sobie winy.
Chciałem być przy śmierci brata
Powroty do relacji po długim czasie dotyczą zwykle nie tylko dwóch niegdyś poróżnionych osób, ale także ich otoczenia. Ogromne zmiany w życiu, jakie może wprowadzić pojednanie, mogą przybrać wręcz charakter „nowego rozdania” w rodzinie. Nieprzypadkowo scenarzyści serialu Złotopolscy postanowili uczynić zawiązaniem akcji właśnie motyw pojednania pary bliźniąt po czterech dekadach braku kontaktu – decyzja ta wpłynęła na życie obu „gałęzi” rodu ze Złotopolic. W życiu prawdziwym także powrót do relacji wiąże się z różnymi emocjami ze strony otoczenia – nie zawsze są to ciepłe i przyjemne uczucia. Żona pana Leona, mężczyzny, który po latach postanowił odnowić więź z bratem, który niegdyś go skrzywdził, była sceptyczna wobec tego pomysłu – przede wszystkim nie spodziewała się szczerości ze strony swojego pogubionego życiowo szwagra. – Jako dziecko uwielbiałem mojego młodszego brata – opowiada pan Leon. – Miałem też drugiego o dwanaście lat starszego, ale z nim raczej nie byliśmy blisko. Z tym o dwa lata młodszym mogłem konie kraść: razem chodziliśmy do szkoły i na zabawy, a przez pewien czas nawet razem pracowaliśmy. Niestety brat zaczął mocno pić, wdawał się w kłopoty. Ja się ożeniłem, pojawiły się dzieci, moja żona nie chciała, żeby brat często u nas bywał. Kilka razy pożyczył pieniądze i nie oddał, znikał gdzieś w Polsce. Czara goryczy przelała się, gdy nie przyszedł na pogrzeb ojca, bo zapił. Wtedy nasze drogi się rozeszły na prawie dziesięć lat. Po tym czasie dostałem od najstarszego brata informację, że młody (już wtedy chłop w konkretnym wieku) ma nowotwór. Nie miał się nim kto zająć, bo przez nałóg potracił kontakty z rodziną, konkubina go zostawiła. Wtedy wiedziałem, że muszę go dla siebie odzyskać. Udostępniłem mu pokój na górze, choć żona mocno protestowała. Uważała, że skoro teraz jest chory, to będzie pił jeszcze bardziej, bo przecież i tak nie ma do stracenia nic, nawet zdrowia. Ale tak nie było. Brat walczył z chorobą prawie dwa lata. Były lepsze i gorsze chwile, jak u większości osób chorujących na raka. W tym czasie przegadaliśmy wszystko – dzieciństwo, młodość, jego i moje późniejsze życie. Zrozumiałem, jak bardzo on czuł się samotny. Obiecałem sobie, że nigdy już nie będzie – chciałem być przy jego śmierci. I to się udało. Brat zmarł w szpitalu – wydaje mi się, że odszedł spokojny, nie czuł bólu, a obok siedziałem ja i mój syn. Nawet żona po nim płakała, choć na początku, po jego wprowadzeniu się do nas, uważała, że on po prostu chce nas wykorzystać. Bardzo za nim tęsknię. Staram się teraz mieć lepszy kontakt z najstarszym bratem, bo został mi już tylko on – rodzice również nie żyją. Nie ma między nami takiego połączenia, jak z młodym, ale to też moja krew. Dopóki on żyje, mam trochę dawnego domu – kończy wzruszony pan Leon.
Decyzja, nie tylko wzruszenie
Raz dokonane pojednanie nie musi jednak oznaczać, że zgoda między niegdyś zwaśnionymi stronami będzie trwała już na zawsze. Wypracowanie stabilnej relacji zawsze wymaga czasu i zaangażowania – nie inaczej jest w przypadku więzi, które na jakimś etapie zostały zerwane. Do zbudowania bliskości na nowo potrzebna jest decyzja obu stron i omówienie tego, co wydarzyło się w przeszłości, co doprowadziło do zerwania kontaktów. Analiza przeszłości – prowadzona bez oskarżeń, za to z empatią i odpowiedzialnością – pomaga zrozumieć mechanizm niegdysiejszego rozpadu więzi i uniknąć podobnej sytuacji w przyszłości. Samo chwilowe wzruszenie i ukłucie tęsknoty za niegdysiejszą bliskością to o wiele za mało, by relacja przetrwała kolejne lata. Na samym sentymencie da się zbudować co najwyżej sympatię, ale nie przyjaźń czy miłość. Inną kwestią jest to, czy rzeczywiście z członkiem rodziny lub przyjacielem, z którym niegdyś się poróżniliśmy, tak naprawdę chcemy znów być blisko. Być może w zupełności wystarczy nam kontakt kurtuazyjny na zasadzie „nie chowam do ciebie urazy”, ale bez prób powrotu do rodzaju więzi, jaka niegdyś nas łączyła. Nasze relacyjne potrzeby zmieniają się w cyklu życia – ktoś kiedyś bliski wcale nie musi być naszą bratnią duszą przez całe życie.
Michael, brat i śmierć
Pojednanie po latach jednak nie zawsze jest możliwe. Czasami wynika to z niechęci wobec darowania krzywd – w jednej z pamiętnych scen drugiej części Ojca chrzestnego Michael pozornie przebacza bratu nielojalność w obliczu śmierci matki. Tak naprawdę jednak już wcześniej zdecydował się go zabić – po prostu nie chciał robić tego za życia kobiety, by rodzicielka nie musiała opłakiwać śmierci kolejnego dziecka (jest to rewelacyjna, pod kątem filmowym, scena, ukazująca ludzką konsekwencję w okrucieństwie). Kiedy indziej przeszkodę w pojednaniu stanowi głębokość doznanych krzywd i brak chęci zadośćuczynienia – motyw ten jest ukazany w niezwykle wymowny sposób w inspirowanym dramatami szekspirowskimi Królu lwie. Simba, wracając do swojego królestwa, nie jest w stanie naprawić relacji ze swoim wujem Skazą, gdyż ten nie dość, że zabił jego ojca, to jeszcze uzurpuje sobie prawo do sprawowania władzy. Czasami do pojednania nie może dojść również w sytuacji, gdy kontakt z drugą osobą byłby zwyczajnie niebezpieczny dla osoby skrzywdzonej lub jej bliskich. Przykładem może być dramatyczna historia, w której dorosły syn człowieka, który wykorzystywał go seksualnie, sam ma już swoje dzieci i – z uwagi na własne doświadczenia – nie chce narażać ich na kontakt z przemocowym seksualnie dziadkiem. W takiej sytuacji należy kierować się przede wszystkim troską o samego siebie i młode pokolenie – wystarczającym emocjonalnym wysiłkiem jest dojście do siebie po doznanej krzywdzie. Oczywiście, nawet własnemu oprawcy można przebaczyć – jest to zgodne nie tylko z chrześcijańską moralnością, ale i korzystne dla zdrowia psychicznego człowieka. Przebaczenie nie oznacza jednak – przynajmniej nie w sytuacji tego typu – szukania z kimś kontaktu, lecz zaniechanie żądzy zemsty i skupienie się na sobie, a nie na osobie, która jest odpowiedzialna za zło. Wreszcie: przebaczyć nie oznacza chronić przed słuszną karą. Ktoś, kto wyrządził tego rodzaju krzywdę, zasługuje na spotkanie z wymiarem sprawiedliwości.
Powroty do relacji to wyzwanie, któremu czasami warto stawić czoła. Nie każda taka próba zakończy się sukcesem – jednak nawet jeśli tak się nie wydarzy, zyskujemy szansę na zamknięcie w życiu etapu gniewu i noszenia w sobie palącego żalu.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















