Kilka lat temu, w czasach gdy nie było działających w Polsce legalnych streamingów, obejrzałam piracko (czego się wstydzę) serial Projekt Manhattan. Przypomniałam sobie o nim niedawno, zupełnie przypadkiem natykając się na ten tytuł na jednej z platform. Serial ma dwa sezony, powstał w latach 2014–2015, więc wieki temu, ale tak mi się wtedy podobał, że bez wahania włączyłam telewizor. Jak to u mnie bywa, gdy zainteresuje mnie jakiś temat, to uwielbiam drążyć dalej. Żeby było jasne: chodzi o program „Manhattan”, czyli powołany przez rząd USA w 1942 r. tajny projekt badawczy, którego celem było uzyskanie energii jądrowej i produkcja nowej broni – bomby atomowej. Miała ona zakończyć trwającą wojnę i zapobiec wszystkim następnym. Serial był świetny, z Ashleyem Zukermanem, Rachel Brosnahan i Danielem Londonem w roli pojawiającego się chwilami na horyzoncie Oppenheimera. Bohaterami nie byli bowiem ci najważniejsi, ale naukowcy odizolowani od świata w Los Alamos, pracujący zespołowo i uzależnieni od decyzji „góry”. W każdym razie, gdy obejrzałam w kinie film Oppenheimer, przypomniał mi się ten niedoceniony serial, ale nigdzie wtedy nie mogłam go już odnaleźć.
Teraz, natychmiast, kupiłam książkę Jak powstała bomba atomowa Richarda Rhodesa, który otrzymał za nią Nagrodę Pulitzera, a kiedy rozpakowałam przesyłkę, zaskoczyła mnie jej objętość. Jestem skrajnie tępa z matematyki i fizyki, więc wiele stron było dla mnie kompletnie niezrozumiałych. Omijając te najtrudniejsze, dobrnęłam do rozdziału „Fizyka i pustynia”, kiedy to rozpoczyna się historia projektu „Manhattan” i akcja przenosi się do Los Alamos. Dzisiaj, po powrocie znad jeziora, gdzie w słońcu i upalnym wietrze trochę sobie popływałam i popatrzyłam na bawiące się na brzegu dzieci, zaczęłam czytać o przebiegu testu Trinity. Było to przejście od teorii do praktyki. Zadziała czy nie? Tak jak chcemy czy zakończy świat? Czytając wspomnienia naukowców obecnych podczas pierwszej eksplozji jądrowej na pustyni Nowego Meksyku, czułam dreszcz przerażenia.
„Najbardziej uderzającym wrażeniem było to przejmujące jaskrawe światło. (…) Choć wiedziałem, że to niemożliwe, przez chwilę chyba myślałem, że może podpalić całą atmosferę i spowodować koniec świata” – wspominał jeden z nich. „Jaśniejsze niż tysiąc słońc” – cytował Oppenheimer Bhagawadgitę, którą czytywał w sanskrycie. I jeszcze w innym fragmencie z przerażeniem: „Teraz stałem się śmiercią, niszczycielem światów”.
Działo się to 80 lat temu, 16 lipca 1945 r. Chwilę potem wszystko się zmieniło: po zastosowaniu tego wynalazku najgenialniejszych umysłów świata fizyki i matematyki w Hiroszimie i Nagasaki, kolejne państwa chciały mieć „swoją” bombę. Kolejne głowy państw chciały dzierżyć władzę nad życiem i śmiercią reszty ludzkości. Jakie to smutne, że na tym bazuje równowaga świata.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













