Książka Pawła Smoleńskiego Trędowate kobiety czyszczą ryż niezaprzeczalnie jest wyjątkowa. Została wydana dwa lata po śmierci reportera, ale, co ważne, stanowi w całości jego dzieło. W zamyśle – jak czytamy we wstępie autorstwa Marii Fredro-Smoleńskiej – opublikowany reportaż miał być częścią większego projektu, którego jednak nie udało się zrealizować, najpierw z powodu pandemii, potem choroby i śmierci Pawła Smoleńskiego. Jednak po lekturze książki nie mam poczucia jakiegokolwiek braku, niedokończonego dzieła. Przeciwnie. Odnoszę wrażenie, że „niewielkość” książki, jak określiła to autorka przedmowy, pozwala czytelnikowi bardziej skupić się na tym jednym wycinku świata, jakim jest mała osada w Indiach, powstała z myślą o leczeniu trędowatych. „Bardziej” niż gdyby to był kalejdoskop różnych miejsc na ziemi, w których trąd stanowi lub stanowił znaczący problem społeczny (a to zakładał pierwotny plan projektu). Opis tego jednego ośrodka, jak w soczewce pokazuje wszystkie problemy, z którymi zmagają się chorzy na trąd w państwach mniej rozwiniętych.
Wielowiekowa tradycja wykluczenia
„W 1969 roku polski pallotyn Adam Wiśniewski kupił za uciułane pieniądze kilkanaście akrów nieurodzajnej, czerwonej ziemi, zamieniającej się podczas monsunowych ulew w błotniste, grząskie klepisko. Miejsce, w którym jeszcze nie było nic, nazwał Jeevodaya – Świt Życia. Do najbliższego miasteczka Abhanpur, które wówczas było ciut większą wsią, miał kilka kilometrów ubitym traktem wśród pólek i jałowego stepu. Do Rajpuru – kilkadziesiąt, czyli na dobrą sprawę dzień uciążliwej podróży. Lecz nie przyjechał tu po wygody, ale z misją, którą poprzysiągł wypełnić przed Bogiem, a potem przed ludźmi”.
Takie były początki ośrodka, do którego pojechał Paweł Smoleński na kilka tygodni. W swoim reportażu próbuje zrekonstruować historię osady, cytuje fragmenty dziennika jej założyciela, ale równie mocno interesuje go współczesny jej charakter i bieżące bolączki (bo tych nigdy nie brakuje w miejscu tak naznaczonym ludzkim cierpieniem). Szczególnie interesuje go aspekt wykluczenia społecznego ludzi chorych na trąd. Wykluczenie to ma swoją wielowiekową tradycję, również w judeochrześcijaństwie. Mówiąc najkrócej, chorzy byli uważani przez resztę społeczności, w których żyli, za nieczystych, a samą chorobę identyfikowano z karą za grzechy. To, co może porażać polskiego czytelnika, to fakt, że część społeczeństw – łącznie z tym w Indiach – nadal tak ją utożsamia, a co za tym idzie – wyklucza z niego osoby chore. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że już od dawna chorobę można leczyć, w dodatku lekami dostępnymi za darmo również w Indiach.
Skupiony na drugim człowieku
W praktyce owo wykluczenie oznacza utratę pracy, dostępu do nauki czy wyrzucenie z domu. W miastach takich jak Rajpur powstają oddzielne dzielnice dla trędowatych. Tam też dotarł nasz autor i bardzo sugestywnie opisał całą ich nędzę. To, co mnie uderzyło w jego wizytach, to ich zwyczajność. On nie traktuje chorych jak „dziwolągów”, „taniej sensacji” do pokazania czytelnikom na Zachodzie. Wchodzi między nich, jak ktoś, kto poza ich chorobą szpecącą ciała widzi ich małe radości, świętości i akceptację swojej karmy (której nie ocenia). Czasem dostrzega też ich gniew i bunt, gdy ktoś przekracza ich daleko posunięte granice pokory. Solidaryzuje się z ich postulatami, ale wydaje się, że pozostaje w roli obserwatora. Mimo jego pozornego braku aktywności właśnie najbardziej ujęła mnie w tym reportażu jego obecność. Pięknie scharakteryzowała ją we wstępie Maria Fredro-Smoleńska, przywołując słowa Simone Weil: „«Uwaga jest najrzadszą i najczystszą formą hojności». Paweł umiejętność skupienia uwagi na drugim człowieku, słuchania i bycia świadkiem albo wyrobił w sobie wraz z doświadczeniem, albo się z tym talentem urodził. Hojnie obdarowywał swoich rozmówców i rozmówczynie uwagą”.
Jego bohaterowie, bohaterki mają bardzo wyraźne rysy, mają imiona, czasem nazwiska. Chwilami słyszymy, co mówią, mimo że bardzo trudno wydobyć z nich opowieści z przeszłości. Ba, trudno dowiedzieć się nawet, ile mają lat, kiedy zachorowali i kiedy przybyli do osady ks. Wiśniewskiego. Gdyż ich metodą na przetrwanie – złagodzenie bólu, traumy związanej z odrzuceniem przez zdrowych członków społeczności, w tym najbliższych – jest odcięcie się od przeszłości i życie chwilą teraźniejszą. Smoleński dobrze to wyczuwa i szanuje. Nienachalnie towarzyszy mieszkańcom osady w ich codziennych obowiązkach. Do nich należy m.in. czyszczenie ryżu, codziennie po kilkadziesiąt kilogramów, bo to on stanowi główne pożywienie dla mieszkańców osady. W przeciwieństwie do ks. Wiśniewskiego, nad którego lakonicznością relacji nie raz utyskuje, sam opisuje tych ludzi, jakby malował najpiękniejsze obrazy. W twarzach biednych, chorych kobiet, które sfotografował towarzyszący mu Adam Rostkowski, widać to piękno w całym blasku. „Ganga już jest gotowa do fotografii. Wychodzi przed dom w zielonej pendżabce, wyczekiwana jak gwiazda Bollywoodu, lekko, dostojnie, powoli. Przysiada na stołeczku. Woła dzieci; będą pozować wspólnie. Dotyka palcem błyszczącego paciorka wbitego w płatek nosa. Jest tak ładna, tak młodziutka, że trudno od niej oderwać oczy. Wyciąga przed siebie poranione chorobą stopy, zawinięte w bielutkie, świeże bandaże. W końcu sesja fotograficzna to wielka przygoda”.
Przyroda, która determinuje los
Na okładce książki, jak i w jej środku, znajdziemy piękne owoce tej niezwykłej sesji. Stanowią wspaniałe dopełnienie reportażu. Równie ważne są w nim obrazy krajobrazu, kreślone po mistrzowsku przez Smoleńskiego. Bo to przyroda wciąż determinuje los wielu ludzi w tej części świata. „Ulewa zaskoczyła wszystkich, mimo że czarne chmury i grzmoty wyraźnie ją zapowiadały. (…) Uderzył wiatr. Gałęzie moringi skłoniły się do samiutkiej ziemi, choć podmuch trwał tylko chwilę, jakby strumienie wody zdusiły wichurę. Zgasło światło, lecz nie było chętnego, który wyszedłby spod dachu i włączył generator. Deszcz tłukł o dachy z takim łoskotem, że trzeba było krzyczeć. Wyschnięta czerwona ziemia nie była w stanie przyjąć dziesiątek litrów wody, więc po chwili kałuże sięgały już wyżej kostek, a ścieżkami płynęły bystre, spienione potoki. (…) A kiedy po dwóch kwadransach ulewa ustała, chodziliśmy po Jeevodai, brodząc w kałużach jak beztroskie dzieci. (…) Ścieżki wnet wyschną i zaraz wylezą na nie skorpiony, ale kto by się tym dzisiaj przejmował. W Jeevodai ziemia znów była mokra. Jutro zazieleni się trawa, a usychające hibiskusy niebawem odzyskają czerwone kwiaty. Urośnie ryż i fasola, więc będzie dobrze. A przynajmniej nie będzie tak źle, jak mogłoby być”.
Rachunek sumienia
Problem suszy to obok choroby jeden z poważniejszych problemów mieszkańców indyjskiej osady. Niestety lista problemów mieszkańców osady jest dłuższa. Jednym z poważniejszych staje się problem nadużywania władzy przez pallotynów pracujących w ośrodku. I tutaj wyjątkowo Smoleński wychodzi z roli reportera-obserwatora, próbuje interweniować. Na szczęście w zarządzie ośrodka wciąż decydujący głos mają ludzie, którzy rozumieją pierwotną misję tego miejsca i duchowni zostają odwołani. Ikoną zarządu i największą podporą trędowatych od wielu lat jest doktor Helena Pyz. Jej sylwetce autor poświęca wiele miejsca.
Ostatni reportaż Pawła Smoleńskiego, jak i poprzednie, jest daleki od moralizatorstwa. A jednak pozostawia mnie z nieodpartym przekonaniem, że stanowi swoisty rachunek sumienia dla nas, ludzi żyjących w zachodnim świecie, w jako takim dobrobycie. Nie wprost, ale stawia pytanie: czy los ludzi trędowatych w Indiach jest naszą – Polaków, Europejczyków – sprawą? Ks. Adam Wiśniewski, doktor Helena Pyz, reporter Paweł Smoleński – poprzez swoją obecność wśród tych ludzi – odpowiedzieli na to pytanie twierdząco.
---
Trędowate kobiety czyszczą ryż
Paweł Smoleński
Wydawnictwo Czarne 2025
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












