Dzikie dobrodziejki

Około pięciuset gatunków dzikich pszczół żyje w Polsce. Wyginięciem zagrożona jest nawet połowa.
Czyta się kilka minut
Skrócinka żółtonoga (Macropis fulvipes) | Fot. Justyna Kierat
Skrócinka żółtonoga (Macropis fulvipes) | Fot. Justyna Kierat

Mimo że małe i niepozorne, to wielkie i niedoceniane. Największe osiągają prawie 4 cm długości, najmniejsze nie przekraczają dwóch milimetrów, czyli tyle, co grubość kartki. Zamknięte w przypowiastkach dla dzieci o pracowitości i zredukowane do złocistych przysmaków produkowanych przez mniejszą część przedstawicieli ich gatunku, swoim działaniem realnie wpływają na życie roślin i zwierząt, nie pomijając człowieka. Pszczoły, wraz z innymi owadami zapylającymi, m.in. motylami, zarówno dziennymi, jak i nocnymi, chrząszczami, osami, muchówkami, odpowiedzialne są za 1/3 światowej produkcji żywności.

Nietrafiony pomysł
Gdy mowa jest o pszczołach, większości z nas jako pierwsza przychodzi na myśl pszczoła miodna, gatunek powszechnie hodowany w pasiekach, zapylający, dostarczający miodu i produktów pszczelich. – Wiele osób nie wie o tym, że są w ogóle jakieś inne pszczoły poza miodną. Chyba właśnie z tej nieświadomości narodził się pomysł, by pomagać pszczołom w miastach poprzez stawianie pasiek. Tymczasem działanie to nie jest wcale pomocą, a wręcz może szkodzić. W Polsce do tej pory odnotowano występowanie niemal pięciuset gatunków dzikich („niemiodnych”) pszczół. To one, a nie pszczoła miodna, najbardziej potrzebują naszej pomocy, i to wśród nich znajdziemy gatunki rzadkie i zagrożone wyginięciem – uważa dr Justyna Kierat, biolożka, edukatorka, ilustratorka. – Stawiając jeden ul, wprowadzamy do środowiska miejskiego kilkadziesiąt tysięcy pszczół miodnych, gdyż właśnie tyle robotnic liczy jedna rodzina w szczycie sezonu. Muszą one znaleźć pokarm, a korzystają z tych samych zasobów – kwitnących roślin – które są pokarmem już obecnych w środowisku zapylaczy. Miasta nie są przyrodniczą pustynią, co pokazują badania: w jednym dużym mieście może żyć nawet ponad 200 gatunków dzikich pszczół – dodaje biolożka.

Głodne
Zakładanie pasieki bardzo rzadko wiąże się ze zwiększeniem bazy pokarmowej w jej pobliżu. – W rezultacie kwiaty, które wcześniej wystarczały lokalnym dzikim populacjom, muszą być dzielone z nowo wprowadzonymi pszczołami miodnymi, a te mają przewagę, gdyż są bardzo sprawne w konkurencji o pożywienie. Jeśli nie wystarczy kwiatów dla wszystkich, to jako pierwsze ustąpią najbardziej wrażliwe dzikie gatunki, czyli te, o które powinniśmy się troszczyć przede wszystkim. To jednak niejedyny problem. Pszczoła miodna jest nosicielem wielu różnych pszczelich patogenów i pasożytów. Niektóre z nich to patogeny obcego pochodzenia, niewystępujące naturalnie w lokalnych populacjach dzikich pszczół. Pewne choroby mogą być też bardziej powszechne u pszczoły miodnej niż u tych dziko żyjących. Kiedy robotnice z uli spotykają się z innymi pszczołami na kwiatach, mogą je zarażać. Niektóre z tych chorób mogą być groźniejsze dla dzikich pszczół niż dla miodnej, poza tym trzeba pamiętać, że pszczoły miodne są pod opieką człowieka i mogą być leczone, a pozostałych pszczół nikt nie leczy i muszą sobie poradzić same – podsumowuje dr Justyna Kierat.

Potrzeby
Pszczolinka małogłowa, rożyca błękitnawa, miesierka wielka czy pseudosmuklik farbownikowiec to tylko niektóre z gatunków naszych lokalnych dzikich pszczół. Na całym świecie jest ich aż około 20 tys. gatunków, z których nadal wiele nie zostało zbadanych i opisanych. Różnią się między sobą m.in. miejscem zakładania gniazd: są wśród nich takie, które mieszkają w ziemi, w różnych otworach – jak chociażby nieużywane dziurki od kluczy, w drewnie, łodygach, a nawet muszlach. O ile wygląd pszczoły miodnej jest charakterystyczny dzięki tzw. koszyczkowi znajdującemu się na tylnych odnóżach owada i żółto-czarnym włoskom na ciele, o tyle dzikie pszczoły są fizjonomicznie dość mocno zróżnicowane. Dzikie pszczoły nie zbierają miodu, a niektóre gatunki mogą przypominać osy, trzmiele, a nawet pszczoły miodne. Styl życia pszczoły miodnej z jej wysoko wykwalifikowanymi zachowaniami społecznymi zupełnie odbiega od zwyczajów dzikich pszczół.
– Dzikie pszczoły są w zapylaniu często dużo bardziej efektywne od pszczoły miodnej: zapylają szybciej, a powstałe owoce mogą być liczniejsze lub lepszej jakości. Większość gatunków dzikich pszczół to gatunki samotne, co oznacza, że nie tworzą one społecznych struktur z królową i robotnicami. Każda samica samodzielnie zakłada gniazdo i sama się nim opiekuje. Choć takie pszczoły mogą gniazdować blisko siebie, tworząc skupiska gniazd na jednej powierzchni, nie współpracują ze sobą, każda z nich działa niezależnie. Co istotne pod względem praktycznym, pszczoły samotne nie żądlą w obronie gniazda. Kolonia gniazd samotnic na trawniku czy w ogrodzie nie stanowi dla nas zagrożenia. Przechodzenie koło niej, obserwacja z bliska czy nawet przejście po gniazdach nie sprowokuje pszczół do ataku. Deptanie po gniazdach oczywiście odradzam, ze względu na bezpieczeństwo i spokój samych pszczół – przekonuje dr Justyna Kierat. – Ochrona pszczół nie polega na ich hodowli, niezależnie od tego, czy mówimy o hodowli pszczoły miodnej, murarki ogrodowej czy jakimkolwiek innym gatunku. Chodzi o umożliwienie im życia i rozmnażania się w sposób naturalny. Kluczowe jest zapewnienie bezpiecznego miejsca do życia dla wielu różnych gatunków, a nie kontrolowane rozmnażanie kilku przez nas wybranych. Pszczoły potrzebują trzech podstawowych rzeczy. Pierwsza to pożywienie, czyli kwiaty – nie jakiekolwiek, muszą dawać pyłek i nektar i być atrakcyjne dla pszczół. Wybór jest bardzo szeroki, a najcenniejsze są gatunki rodzime, lokalne, występujące również dziko. Pszczoły potrzebują też miejsca do gniazdowania. Większość naszych gatunków gniazduje w ziemi, kopiąc sobie samodzielnie norki; niektóre wybierają na gniazdo puste łodygi roślin, szczeliny w drewnie lub zaprawie starych budynków, kępy suchych traw czy mchu; są też gatunki gniazdujące w pustych muszlach ślimaków. Im więcej różnego rodzaju siedlisk zapewnimy w ogrodzie, tym więcej gatunków ma szansę znaleźć coś dla siebie. Wreszcie, pszczoły potrzebują bezpiecznego siedliska, wolnego od pestycydów i innych zanieczyszczeń – podsumowuje biolożka.

Konsekwencje zmian
Dr Justyna Kierat jako pierwsza badaczka w Polsce w 2023 roku zaobserwowała w Górzycy pod Kostrzynem nad Odrą w woj. lubuskim, na cmentarzu komunalnym, lepiarkę bluszczówkę, gatunek dzikiej pszczoły, który dotąd nie występował w naszym kraju. Wśród komentarzy na temat obecności nowego przedstawiciela pszczół pojawiły się zarówno te pozytywne, jak i negatywne. – Lepiarka bluszczówka przyszła do nas w sposób naturalny, pokonując Odrę oraz, prawdopodobnie, Bramę Morawską. Z jednej strony pojawienie się nowego gatunku pszczoły w Polsce oczywiście cieszy. Z drugiej, jest to jeden z przejawów zmian klimatycznych, które niestety mają 
zdecydowanie więcej negatywnych niż pozytywnych skutków dla przyrody, również dla pszczół. Obserwuje się ciepłolubne gatunki, pojawiające się na nowych obszarach, które wcześniej były dla nich zbyt chłodne. Jednak z tych samych miejsc inne gatunki ustępują, bo robi się dla nich za gorąco. O ile pojawienie się nowego gatunku jest dość łatwe do zauważenia, o tyle wycofanie się innego łatwiej przeoczyć. Jeśli nie prowadzimy dokładnego, regularnego monitoringu, a w przypadku dzikich pszczół takiego monitoringu w skali kraju brak, możemy dopiero po dłuższym czasie zorientować się, że dawniej występujący u nas gatunek zniknął – przekonuje dr Justyna Kierat. – Pojawienie się nowego gatunku w środowisku zawsze wiąże się z pewnym przegrupowaniem w obrębie obecnego ekosystemu. Pszczoły wchodzą ze sobą w interakcje w postaci konkurencji o pokarm czy miejsce na gniazdo, czy też interakcje z roślinami w formie zapylania. Najbardziej niepokojące są zawsze sytuacje, kiedy to człowiek sprowadza gatunki – celowo lub nieświadomie – z dalekich obszarów, np. z innego kontynentu. Jest to nagła zmiana i lokalna przyroda nie ma możliwości przystosować się do tej zmiany. Niektóre takie gatunki stają się wielkim problemem dla lokalnej bioróżnorodności – nazywamy je wtedy inwazyjnymi gatunkami obcymi. W przypadku naturalnego zwiększania zasięgu, gdzie gatunek przemieszcza się o własnych siłach, jest to zazwyczaj zjawisko wolniejsze, mniej gwałtowne. Pamiętajmy, że zmiany zasięgów powodowane ocieplaniem się klimatu są nowym zjawiskiem i do końca nie wiadomo, jakie będą ich konsekwencje. Pozostaje nam je obserwować i robić wszystko, aby łagodzić skutki – dodaje badaczka.

Dobra wola
Ogródki działkowe i ogrody przydomowe mogą być świetnym miejscem dla różnych gatunków pszczół, jeśli odpowiednio je zaaranżujemy. – Wystarczy zadbać o różnorodność kwiatów, wybierając te, które są atrakcyjne dla pszczół – najlepiej dzikich, rodzimych gatunków. 
Należy unikać ozdobnych odmian pochodzących z innych kontynentów lub nawet naszych rodzimych gatunków, które zostały zmodyfikowane tak, aby miały pełne kwiaty. Takie rośliny, choć estetyczne, nie stanowią wartościowego źródła pożywienia dla pszczół, gdyż zazwyczaj nie wytwarzają pyłku i nektaru. Pozostawienie w ogrodzie odrobiny „nieporządku” – kawałka odsłoniętej, nieporośniętej roślinnością ziemi, trochę martwego drewna, suchej trawy czy nieprzyciętych krzewów – da różnym gatunkom miejsce do gniazdowania. W miejscu, gdzie chcemy mieć pszczoły, najlepiej jest też całkowicie zrezygnować z pestycydów. W ten sposób można wspierać lokalną bioróżnorodność i stworzyć owadom naprawdę dobre warunki do życia – wyjaśnia dr Justyna Kierat.

Estetyczne, nie praktyczne
W miastach, nie tylko w ogródkach pod blokami, ale też w przestrzeni publicznej, od jakiegoś czasu widoczny jest trend przekształcania często koszonych trawników na łąki kwietne.
– Dostępne są różne mieszanki nasion, od takich z gatunkami mającymi raczej walory estetyczne, a nie przyrodnicze, po takie składające się wyłącznie z rodzimych gatunków. Pod względem przyrodniczym najlepsze łąki kwietne to te, które powstały z dzikich, lokalnych roślin, po zmniejszeniu częstotliwości koszenia trawnika do 1–2  razy w sezonie, i ewentualnym usunięciu z niego obcych gatunków inwazyjnych. Bardzo korzystne dla zapylaczy jest tzw. koszenie mozaikowe, czyli np. skoszenie połowy powierzchni, a dopiero gdy na niej odrosną kwiaty, skoszenie reszty. Dzięki temu zawsze jakaś część jest dostępna dla owadów – wyjaśnia dr Justyna Kierat. 

---

8 sierpnia obchodzony jest w Polsce Wielki Dzień Pszczół, zainicjowany w 2013 roku przez Akademię Przyjaciół Pszczół. Większość inicjatyw tego dnia odbywa się w ogrodach botanicznych i parkach narodowych, do których w ramach Wielkiego Dnia Pszczół wstęp jest darmowy. Mimo że populacja pszczół z powodu zmian klimatycznych i antyekologicznych działań człowieka się zmniejsza, wciąż pozostaje margines nadziei, który pozwala patrzeć optymistycznie w przyszłość. – Jeśli rzeczywiście poważnie podejmiemy działania na rzecz ochrony pszczół i owadów w ogóle, istnieje duża szansa, że ich populacje się odbudują. Do powstrzymania obecnego wymierania gatunków konieczne są globalne, szeroko zakrojone działania, ale również działania lokalne, na poziomie miasta, wsi, osiedla, ogrodu czy nawet balkonu. Najmniejsze ruchy mają znaczenie i warto je podejmować – podsumowuje dr Justyna Kierat.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Weronika Frąckiewicz
frackiewicz@swietywojciech.pl

Artykuł pochodzi z numeru 31/2025