Na początku moje zainteresowanie książką Guido Catalano Za każdym razem, kiedy mnie całujesz, umiera jeden nazista ograniczało się do osoby tłumacza – Krzysztofa Gryki, którego znałam dotąd jako autora książek poetyckich i nie mniej oryginalnych melodii, piosenek. Nie czuję się upoważniona do oceniania tłumaczenia wierszy Catalano, ale jestem wrażliwa na punkcie nieomawiania książek, które na to zasługują. A nikt dotąd nie napisał recenzji tego tomu, chociaż minęło już sporo czasu od jego premiery w sierpniu 2024 roku.
Tom wierszy Guido Catalano, wydany w oryginale w 2017 roku, zasługuje na to, żeby chociażby jeden polski krytyk literacki pochylił się nad nim z przynajmniej dwóch powodów. Jest to pierwszy polskojęzyczny przekład tekstów Catalano (powód pierwszy), który we Włoszech jest poetą rozpoznawalnym i uznanym (powód drugi). „Uznanym” jeżeli za kryterium uznania przyjmiemy ilość sprzedanych egzemplarzy książek. A jak powszechnie wiadomo, niska sprzedaż książek jest bolączką większości autorów i wydawców tomów poetyckich.
I tu wracamy do tłumacza, który jest kluczową postacią w tej całej polsko-Catalońskiej historii. To on wydobył Guido z „nicości” dla polskich czytelników. Pytanie zasadnicze więc brzmi: czy teksty Catalano były warte jego wysiłku? Tym bardziej, że książka – w przeciwieństwie do zdecydowanej większości tomików poezji polskich autorów – liczy 280 stron. I tu pojawia się pierwszy zgrzyt między Gryką-tłumaczem a Gryką-poetą, którego poetyka jest bardziej skondensowana niż Catalano, a tomiki objętością nie wychodzą „przed szereg” wśród innych. Catalano zdecydowanie lubi wychodzić „przed szereg” poetów. Ta nonszalancja jest znakiem firmowym jego tekstów. Daje jej wyraz już w podtytule tomu: 144 przepiękne wiersze. W zakończeniu wstępu w sposób sobie tylko charakterystyczny wyjaśnia: „W rzeczywistości w tej książce jest więcej niż 144 wiersze. Po prostu podobała nam się ta liczba”. Ten przykład pokazuje jasno, dlaczego ta jego nonszalancja nie razi. Przeciwnie, ma w sobie coś z ożywczego ducha wolności, którego przynajmniej ja doceniam w literaturze. Sam poeta w pełni zdaje sobie z niej sprawę. Wynika ona wprost z przekonań autora, które według mnie sprowadzają się nie tyle do pacyfizmu (co sugerowałby tytuł tomu i kilka wierszy w nim zawartych), ile anarchizmu.
Nigdy się nie biłem
nie mam broni
nie potrafię strzelać
chociaż odbyłem dwumiesięczną służbę wojskową
[…]
Nie biorę jeńców
nie biorę rannych
(Curriculum vitae)
wiadomości
od dłuższego czasu nie są dobre
ludzie
wydają się ostatecznie obłąkani
może było tak zawsze
[…]
muszę coś zrobić
ale mi się nie chce
(Biuletyn #1)
Catalano nie jest poetą „społecznym” czy „wojującym” z systemem, przynajmniej nie wprost. On w swojej poezji zajmuje się sobą. I w tym sensie jego teksty muszą wywoływać skrajne odczucia czytelników – od odrzucenia w całości do zachwytu (co, jak już wspomniałam na wstępie, jest udziałem wielu włoskich czytelników). Pytanie, czy polscy czytelnicy mogą znaleźć się w tej drugiej grupie? Zapewne tak. Mimo przegadania, męczącego powracania do podobnych sformułowań, zabiegów (jak anaforyczne „wyliczanki”), jest w tym tomie optymistyczna koncepcja życia „pomimo” (wojen, przemocy i wszelkich innych niedoskonałości istnienia) oparta na przeświadczeniu, że jedynie miłość, bliskość drugiego człowieka ratuje nas przed samotnością (w jej złym znaczeniu), nicością, upadkiem, wyborem śmierci. W tym koncepcie Catalano jest bliski Gryce-poecie, co dla mnie zamyka wszelkie dywagacje na temat sensowności podjętego przez tłumacza wysiłku przekładu tych wierszy.
Sam Catalano przyrównuje pisanie wierszy do robienia zdjęć.
To co kocham
w wierszach miłosnych
to to że żyją dłużej
od historii miłosnych
trochę tak jak zdjęcia
nigdy nie robię zdjęć
piszę głównie
wiersze miłosne
które są trochę jak zdjęcia
(Podróże w czasie)
Wspomniana tymczasowość jest cechą wspólną opowiedzianych historii. I w tym sensie analogia do fotografowania jest uzasadniona. Jednak plastyczność nie jest silną stroną tych wierszy. Wiele z nich ma konstrukcję dialogu (kochanków), jeszcze więcej – monologu (często głoszonego do konkretnej osoby). Wszystkie teksty cechuje duża dawka prozaizmu, brak rymów, mała ilość metafor. Poetyce Catalano bliżej zatem do prozy poetyckiej, mimo użytej wersyfikacji. Wydawałoby się oczywiste, że ta oszczędność w zastosowaniu środków stylistycznych jest słabością tej poetyki, ale zapewne dzięki niej wiersze zyskują na czytelności i dostępności do szerszego kręgu odbiorców.
Ale wracając do nonszalanckiego sposobu „uprawiania poezji” przez Catalano, niech nie zwiedzie nas ta poza. Bo w gruncie rzeczy jest to poza. Trudności z oceną tej poetyki piętrzą się jeszcze bardziej, kiedy czytamy, że samego autora rażą poeci, którzy udają. Co by znaczyło, że raczej nie chce się do nich zaliczać. A więc nie zaliczajmy i spróbujmy zobaczyć coś więcej niż tylko egzaltowane wyznania miłości (bynajmniej nie do jednej „wybranki serca”, choć większość z nich brzmi tak, jakby było tym jedynie prawdziwym i ostatecznym).
Mnie najbardziej poruszyło dostrzeżenie w tej „łapczywości” na czyjąś bliskość ogromnej pustki, którą można zapełnić jedynie miłością. Problem w tym, że podmiot liryczny nie potrafi nawiązać relacji z kobietą na poziomie głębszym i po krótszej lub dłuższej chwili pozostaje tylko z wierszem-fotografią – wspomnieniem swojego pragnienia i czyjejś fizycznej bliskości.
I właśnie doszliśmy do mniej oczywistej (niż pistacjowe lody na okładce) odsłony tomu Catalano. Są w nim wiersze, w których poeta mówi tonem poważniejszym, jak na przykład Jeśli nie rozumiesz. Umieścił go jako przedostatni w tomie, co też nie jest bez znaczenia. Zacytuję fragment, chociaż cały jest dobry.
Widzisz, miła
[…]
szkoda że nie mogłem ci wyjaśnić
że poeci
rzeki
to ludzie delikatni.
Niebezpieczni i delikatni.
Potrzebujemy
kilku słów
odrobiny uwagi
potrzebujemy
my rzeki
i my poeci
trochę opieki
by nie przekroczyć granic
i nie zniszczyć wszystkiego.
(Jeśli nie rozumiesz)
Poeta zdaje sobie sprawę z rzeczonej wewnętrznej nicości, w którą może pociągnąć bliską osobę. Ale paradoksalnie, dla wszystkich innych jego wiersze mogą być jak bandaże na rany.
wiersz miłosny […]
pomoże zapomnieć o niedogodnościach życia
takich jak kradzież siodełka z roweru na podwórku
jak nieuprzejmi ludzie
jak samotność
(Ostatni wiersz miłosny przed końcem świata)
Czy to wystarczy, żeby zaradzić czyjejś samotności? Zapewne nie. Ale to zawsze coś pozytywnie brzmiącego.
Na koniec chciałabym przywołać fragment powieści Amosa Oza Judasz: „Prawie wszyscy ludzie przemierzają przestrzeń swojego życia, od narodzin do śmierci, z zamkniętymi oczami. Pan i ja również, drogi panie Szmuelu. Z zamkniętymi oczami. Przecież gdybyśmy tylko otworzyli je na jedną sekundę, zaraz wyrwałby się z nas potężny, straszliwy krzyk, krzyczelibyśmy i krzyczeli, nie przestając ani na chwilę. A jeśli nie krzyczymy dniem i nocą, to znak, że nasze oczy są zamknięte”.
Również dlatego potrzebujemy takich wierszy jak Guido Catalano z tomu Za każdym razem… By w świecie było mniej krzyku i mimo wszystko więcej miłości.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.












