Wydawnictwo Czarne ponownie obdarowało swoich czytelników książką nawiązującą nie tylko do Zagłady, ale i kwestii poniesienia za nią odpowiedzialności przez nazistowskich zbrodniarzy wojennych. Dopiero co wydało Norymbergę Jacka El-Haia, a 28 stycznia ogłosiło premierę reportażu, wydawałoby się, o podobnej tematyce: Ostatni proces. Niemieckie rozliczenia z nazistowską przeszłością Tobiasa Bucka. Jednak wkładanie tych dwóch pokrewnych tematycznie i gatunkowo książek do jednego worka i „odpuszczenie sobie” tej później wydanej byłoby sporym błędem. Poza tym, że dotyczą różnych procesów, to ich autorzy pisali je z bardzo odmiennych perspektyw. W przeciwieństwie do El-Haia, Buck był naocznym świadkiem procesu sądowego, któremu poświęcił swoją książkę. Ponadto ten drugi miał osobisty stosunek do opowiedzianej historii. Jako rodowity Niemiec, wnuk członka NSDAP i SS, zainteresował się historią oskarżonego Bruno Deya, 17-letniego strażnika obozu Stutthof, nie tylko po to, żeby wykonać dziennikarskie zlecenie, ale również po to, żeby odpowiedzieć sobie na bardzo osobiste pytania, na czele z tym: „Jak ja bym postąpił?”.
Dwie perspektywy
W połączeniu tej prywatnej perspektywy z perspektywą szerszą (historyków, prawników, ocalałych z Zagłady), dotykającą kwestii odpowiedzialności większości narodu niemieckiego za zbrodnie III Rzeszy, widzę największą wartość tego reportażu. To prawdziwe kompendium wiedzy na temat niemieckiego wymiaru sprawiedliwości po II wojnie światowej aż po czasy współczesne. Autor, który (co nie jest bez znaczenia) skończył studia prawnicze w Berlinie, niezwykle klarownie wyłuszcza powody, dla których tak stosunkowo niewielka liczba nazistów, tworzących zbrodniczy aparat, który pochłonął miliony istnień ludzkich, poniosła jakąkolwiek odpowiedzialność karną. Każdego, kto zaczyna poznawać bliżej historię powojennych rozliczeń zbrodniarzy, ta pobłażliwość w ściganiu i ich osądzaniu przez niemieckie sądy – mówiąc najdelikatniej – bulwersuje.
„Historycy oceniają, że swój udział w Zagładzie miało nawet ćwierć miliona Niemców. Część największych zbrodniarzy osądziły alianckie sądy w latach 1945–1949, szczególnie w procesach norymberskich. Innych przekazano państwom Europy Wschodniej, wśród nich Rudolfa Hössa, komendanta Auschwitz, który został skazany i powieszony w Polsce w 1947 roku. Większość przypadków i winnych pozostawiono jednak do osądzenia sądom zachodnioniemieckim, lecz te zawiodły na całej linii: zachodnioniemieccy prokuratorzy po 1945 roku podjęli śledztwa wobec stu siedemdziesięciu tysięcy podejrzanych, ale jedynie sześć tysięcy siedmiuset uznano za winnych i skazano. Większość skazanych – ponad pięć tysięcy stu – otrzymała wyroki więzienia poniżej dwóch lat albo po prostu kary grzywny. Z sześciu tysięcy esesmanów, którzy służyli w Auschwitz i przeżyli wojnę, tylko ośmiuset stanęło kiedykolwiek przed sądem, w większości w Polsce. W ciągu ponad siedemdziesięciu lat niemieccy sędziowie skazali zaledwie pięćdziesięciu esesmanów odbywających służbę w Auschwitz. Dane te były nieco inne dla Stutthofu, gdzie służbę pełniło około trzech tysięcy esesmanów. Przed sądem stanęło zaledwie siedemdziesięciu ośmiu – w większości w Polsce”.
Tobias Buck opisuje słabości prawa niemieckiego w podejściu do rozumienia Zagłady, które nagminnie wykorzystywano, żeby uniknąć odpowiedzialności za udział w niej. Ale wskazuje także na inne czynniki, które odegrały niebagatelną rolę: „Niechęć do ukarania winnych za największą zbrodnię w historii ludzkości można częściowo wytłumaczyć względami praktycznymi. […] Ściganie każdego Niemca zaangażowanego w Zagładę sparaliżowałoby państwowy aparat sprawiedliwości. Gigantyczne zadanie wprowadzenia i umocowania demokracji w powojennych Niemczech niemal na pewno okazałoby się jeszcze trudniejsze”.
Co uderza od początku lektury, to bezkompromisowość autora w ocenie społeczeństwa niemieckiego w kwestiach rozliczeń powojennych. „[…] zdecydowana większość Niemców, straumatyzowanych wojną, chciała jak najszybciej zostawić przeszłość za sobą. Jeżeli należało komuś przypisać winę, to ich zdaniem Hitlerowi i najwyższemu kierownictwu NSDAP, a nie milionom zwykłych Niemców, którzy przez lata wspierali władze i im służyli. Dalecy od zaakceptowania własnej winy i współudziału w dojściu NSDAP do władzy, w większości postrzegali siebie jako ofiary nazistowskiego reżymu”.
Czy Niemcy pamiętają?
Jak widać z przytoczonych cytatów, książka Bucka wychodzi daleko poza standardową dziennikarską robotę. Oprócz bardzo szczegółowej, plastycznej relacji z procesu, który odbył się w latach 2019–2020 i był jednym z ostatnich procesów tego rodzaju (choć nie ostatnim – jak głosi tytuł), daje nam szerszy, historyczny obraz sprawy. Porusza kwestie odpowiedzialności za zbrodnie nie tylko jednego człowieka – strażnika obozowego – ale i większości ówczesnego narodu niemieckiego. Co więcej, porusza kwestie odpowiedzialności jemu współczesnych Niemców za pamięć o Zagładzie i oddanie sprawiedliwości jej ofiarom.
Jak wspomniałam na wstępie, Buck odsłania przed nami także bardzo osobistą historię dziadka – wieloletniego członka NSDAP i Służby Pracy Rzeszy, należącego do SS w latach 1933–1935, o którego nazistowskiej działalności nie mówiło się w rodzinie. Po latach, próbując zrekonstruować jego życiorys, zadaje sobie dramatyczne pytania: „Dlaczego nigdy nie pytałem? Dlaczego moi rodzice nigdy nie pytali? […] Odszukałem […] ocalałych z Zagłady i przeprowadziłem z nimi wywiady, ale nie przyszło mi do głowy, żeby rozmawiać z własną rodziną, spytać, co wiedzieli – i co wówczas robili albo czego nie robili”.
Ta otwartość autora na prawdę o swoich przodkach – jakkolwiek przerażająca ta prawda by była – przypomina mi postawę Michała Rzeźnika, autora książki Piotr Rzeźnik – zdrajca z Izbicy (2023). Ale mam też skojarzenia bardziej osobiste. Ostatnio, przy okazji uroczystości odsłonięcia tablic informacyjno-upamiętniających na terenie dawnego obozu pracy przymusowej dla Żydów w Trzebini, gdzie mieszkam, wysłuchałam wraz z innymi uczestnikami przejmującej przemowy wnuczki niemieckiego strażnika tego obozu. Jako współorganizatorka owego wydarzenia, poznałam już wcześniej jej podejście do historii dziadka-zbrodniarza wojennego, który miał na sumieniu wiele istnień ludzkich, nie tylko w Trzebini. Jeden z ocalałych więźniów obozu spisał po wojnie szczegółowo winy tego człowieka. Strażnik przez więźniów był nazywany „bestią”. On również należy do masy tych, którzy nie ponieśli żadnej odpowiedzialności karnej za swoje zbrodnie, z czym nie może pogodzić się jego wnuczka. Wspominam o tym, bo sama na własnej skórze poczułam, jak ważne jest oddawanie sprawiedliwości – mówienie o winie sprawców – nawet po ich śmierci, i to szczególnie przez ich potomków. Ta minimalna dawka sprawiedliwości należy się ofiarom.
Dlatego rozumiem i głęboko cenię decyzję Tobiasa Bucka, żeby włączyć opowieść o winie swojego przodka do opowieści o odpowiedzialności „zwyczajnego strażnika” obozu Stutthof. Jego proces był i jest dla Niemców niesamowitą lekcją o odpowiedzialności za zbrodnie, które się nie przedawniają. Jego wagę najbardziej dobitnie podkreślili nieliczni żyjący ocalali więźniowie obozu. Sam autor, przywołując słowa sędziny z uzasadnienia wyroku, tak go podsumował: „[…] proces dziewięćdziesięcioletniego oskarżonego zakończył się skierowanym do nas wszystkich przesłaniem i ostrzeżeniem: Nie odwracajcie wzroku. Okazujcie współczucie. Sprzeciwiajcie się od razu. Szanujcie ludzką godność – za wszelką cenę”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













