Logo Przewdonik Katolicki

Ucieczka od pamięci

Łukasz Kaźmierczak
Joanna Szarkowa / fot. archiwum autorki

Rozmowa o zbrodniach popełnionych przez hitlerowców z dr Joanną Wieliczką-Szarkową, autorką książki" III Rzesza. Zbrodnia bez kary".

Fakty są takie: Hitler i Himmler popełnili samobójstwo, w procesach norymberskich zapadło wiele wyroków śmierci, a zło zostało nazwane po imieniu. Dlaczego więc  Zbrodnia bez kary?
– Problem z nierozliczeniem i nieukaraniem zbrodni III Rzeszy polega nie na arytmetyce sądowej, ale na tym, że Niemcy jako naród pozostali do końca lojalni wobec narodowo-socjalistycznego reżimu. Nawet po śmierci Hitlera nie zdobyli się na akt zbiorowego nieposłuszeństwa, ogólnonarodowego antynazistowskiego zrywu, który zdjąłby z nich winę i stałby się fundamentem nowego życia.
 
Niektórzy historycy tłumaczą to „zbiorowym szaleństwem narodu niemieckiego”.
– Jeżeli mówimy o zbiorowym szaleństwie Niemców, to raczej w kontekście powrotu do barbarzyństwa i pogaństwa, naruszenia podstaw chrześcijańskiej kultury i cywilizacji przez odrzucenie jej praw, w tym najważniejszego przykazania: miłości bliźniego. Hitler wypuścił mitycznego germańskiego berserkera, dzikiego i strasznego ludobójcę. Nazizm miał swoje źródła w XIX-wiecznych prądach ezoterycznych i okultystycznych, czyli związanych z wiedzą tajemną. Pod ich wpływem pozostawała niemal cała elita władzy Trzeciej Rzeszy. Papież Pius XII sądził, iż Hitler był opętany przez Szatana i wielokrotnie w czasie wojny światowej odprawiał „egzorcyzmy na odległość”.
 
Zwykli Niemcy także dali się uwieść Hitlerowi?  Dla przykładu jedno głośne nazwisko z Pani książki: Hugo Boss.
– W Trzeciej Rzeszy to on szył eleganckie czarne mundury SS.
 
Na pewno mówimy o „tym” Hugo Bossie?
– Tak, o „tym” samym. Swoją krawiecką karierę zaczął w latach 20. XX w. od małej szwalni, którą jednak z powodu braku zamówień musiał po kilku latach zamknąć. Interes ruszył ponownie w 1930 r., kiedy wstąpił do NSDAP i zaczął szyć brunatne koszule dla esesmanów. Wkrótce przyjął także zamówienie na uszycie nowych, zaprojektowanych w 1932 r. przez Oberführera SS prof. Karla Diebitscha, czarnych mundurów dla SS. Boss szył również uniformy dla Hitlerjugend. W czasie wojny dochody jego firmy osiągnęły zawrotną sumę 3,3 mln dolarów. Do pracy wykorzystywał 140 polskich szwaczek i 40 francuskich jeńców wojennych, umieszczonych w założonym przy zakładzie obozie.
 
Prawnicy nazwaliby to współudziałem w zbrodni.
– Po wojnie trybunał denazyfikacyjny zakazał mu prowadzenia działalności gospodarczej i nakazał zapłacenie 100 tys. marek grzywny. Odwołanie od wyroku nie zostało rozpatrzone, gdyż Hugo Boss zmarł w sierpniu 1948 r. w wyniku powikłań po ropnym zapaleniu zęba.
 
Firma Bossa jednak przetrwała i ma się nadal doskonale. To chyba wiele mówi o
denazyfikacji w powojennych Niemczech?
– Denazyfikacja, czyli usuwanie zwolenników nazizmu z życia publicznego i gospodarczego okupowanych Niemiec, budziła w społeczeństwie niemieckim podobną niechęć jak procesy zbrodniarzy hitlerowskich. W zachodnich strefach okupacyjnych postępowania denazyfikacyjne objęły około 3,7 mln osób, z których aż połowę uznano za „biernych sympatyków”, a tylko 25 tys. osób zaliczono do kategorii „główni sprawcy” i „obciążeni”. Sowieci zakończyli denazyfikację w swojej strefie w marcu 1948 r. Z miliona osób ukarano usunięciem z pracy lub bardziej dotkliwie tylko 135 tys. Biorąc przykład z Sowietów, a także pod wpływem krytyki denazyfikacji w zachodnich strefach okupacyjnych, a przede wszystkim chcąc pozyskać niemieckie społeczeństwo w rozpoczynającej się zimnej wojnie, mocarstwa zachodnie doprowadziły do wstrzymania postępowań denazyfikacyjnych w 1948 r., a po powstaniu RFN przekazały je niemieckim władzom.
 
Demokratyczne Niemcy nie były zainteresowane kontynuacją procesu samooczyszczania?
– Pierwszy kanclerz federalny, przywódca chrześcijańskiej demokracji, Konrad Adenauer, zamierzał zintegrować niemieckie społeczeństwo oraz odbudowywać zrujnowaną gospodarkę i uważał, że nie można tego zrobić bez udziału dawnych nazistów. Za cenę bezkarności chciał pozyskać ich dla młodego państwa, dlatego był przeciwnikiem nowych procesów sądowych i zwolennikiem łagodzenia wydanych już wyroków. Pierwszą ustawę amnestyjną Bundestag uchwalił w grudniu 1949 r. W tym samym roku w RFN zniesiono też karę śmierci.
 
Wielu byłych nazistów i zbrodniarzy hitlerowskich znakomicie odnalazło się potem w realiach RFN.
– Jedna trzecia członków rządu Adenauera była funkcjonariuszami NSDAP, na czele z dyrektorem kancelarii kanclerza Niemiec, zbrodniarzem wojennym, Hansem Globke, współautorem komentarza do ustaw norymberskich. W 1951 r. na 59 urzędników ministerstwa spraw zagranicznych, aż 43 należało w przeszłości do NSDAP, a ośmiu byłych nazistów zostało ambasadorami. W szeregach Federalnej Policji Kryminalnej Niemiec (BKA) do początku lat 70. XX w., na 47 urzędników na kierowniczych stanowiskach 45 miało nazistowską przeszłość, 15 z nich służyło w Einsatzgruppen i tyle samo w Gestapo. Podobnie związki z NSDAP miało wielu lekarzy, nauczycieli akademickich i przemysłowców. W 1962 r. prokuratorem generalnym RFN został Wolfgang Frank, który w czasie wojny zatwierdził 34 wyroki śmierci, m.in. za nielegalny ubój, kradzież swetra i pohańbienie niemieckiej rasy.
 
I nie dotyczy to tylko morderców zza biurka?
– Oczywiście. Wymowna jest choćby historia dr. Wernera Heyde, członka NSDAP i SS, kierownika akcji eutanazji T-4, obejmującej osoby upośledzone i inne uznane przez nazistów za  „niewarte życia” . Od 1947 r. jako Fritz Sawade funkcjonował on jako psychiatra, lekarz sportowy i biegły sądowy. Gdy w 1959 r. przez przypadek jego zbrodnicza przeszłość wyszła na jaw i został oskarżony o spowodowanie „w sposób perfidny i okrutny z namysłem śmierci 100 tysięcy ludzi”, 7 tys. osób wystawiło mu pozytywną opinię, bo jego nazistowska przeszłość w środowisku lekarskim i prawniczym nie była tajemnicą. Przed rozpoczęciem procesu w 1964 r. Heyde popełnił samobójstwo, pisząc w pożegnalnym liście, że jest to „protest i obrona własnej godności”.
 
Porażające…
– Inny przykład: Heinz Baumkötter, lekarz w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, który m.in. na więźniach sprawdzał skuteczność działania cyjanku potasu i własnoręcznie zabił zastrzykami 50 osób, skazany na dożywocie, opuścił więzienie już w 1956 r. i wrócił do wykonywania zawodu lekarza.
 
Proszę wymieniać dalej.
– SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth – odpowiedzialny bezpośrednio za śmierć prawdopodobnie 100 tys. ofiar – dowódca specjalnie utworzonej grupy uderzeniowej tłumiącej powstanie warszawskie, po wojnie, jako świadek w procesach norymberskich miał być tak niezbędny, że alianci odmówili jego ekstradycji do Polski. Z powodu braku dowodów, nie został też skazany za zbrodnie wojenne. W 1951 r. mieszkańcy Westerlandu, stolicy wysepki Sylt, wybrali go na burmistrza jako przedstawiciela Bloku Wypędzonych ze Stron Ojczystych i Pozbawionych Praw. Reprezentował także obywateli Szlezwika-Holsztynu w Landtagu. Władze RFN nigdy nie zgodziły się na ekstradycję zbrodniarza do Polski. Do śmierci w 1979 r. był na wyspie Sylt powszechnie szanowanym prawnikiem z generalską emeryturą.
Takich przykładów można wyliczać bardzo długo.
 
Współcześni Niemcy czują jeszcze brzemię winy za „nasze matki i naszych ojców”?
– Nie ulega wątpliwości, że polityka historyczna Niemiec konsekwentnie zmierza do zmiany myślenia o Niemcach jako wyłącznych sprawcach zbrodni w czasie wojny, a podkreślenia, że byli oni także ofiarami i mają prawo oczekiwać współczucia. Wyraźne jest także niemieckie dążenie do podzielenia się winą: „Nie tylko my mordowaliśmy, nie tylko my byliśmy antysemitami”. Polityka pamięci jest traktowana w Niemczech bardzo poważnie, bo choć samej przeszłości nie można zmienić, to już sposób myślenia i pamiętania o niej tak. Zło zawsze powinno zostać potępione i rozliczone do końca, bo odkładane i chronione przed karą może znowu wybuchnąć. Tymczasem wyniki sondażu podanego w zeszłym roku przez magazyn „Stern” pokazują, że już 65 proc. Niemców jest przekonanych, że ich kraj nie ponosi szczególnej odpowiedzialności za II wojnę światową. Ten fałszywy obraz przebija się też coraz skuteczniej do świadomości innych narodów.
 
Dr Joanna Wieliczka-Szarkowa – historyk, autorka książek m.in.: Czarna księga Kresów; Żołnierze Wyklęci. Niezłomni BohaterowieWołyń we krwi 1943; Żołnierze Niepodległości 1914-1918; Bitwy polskich żołnierzy 1940-1944; Powstanie Warszawskie 1944. Gloria victis; Józef Piłsudski 1867–1935. Wszystko dla Niepodległej. Współautorka serii książek historycznych dla dzieci Kocham Polskę.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki