Tęsknię za tobą, chasydzie!

Tęsknicie za światem, w którym duchowość jest ważniejsza od materializmu? Możecie do niego zajrzeć przez uchylone okno w czasie, które zbudowała dla nas Dorota Bidzińska w swoim niezwykłym reportażu o dawnych polskich cadykach i ich zwolennikach.
Czyta się kilka minut
Chasydzi (lata 1918–1938) Fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego (NAC)
Chasydzi (lata 1918–1938) Fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego (NAC)

Republika pobożnych. Chasydzka historia Polski to nie jest monografia o polskich chasydach. To reportaż z bardzo intymnej podróży Doroty Bidzińskiej w głąb czasu, w głąb historii Polski południowo-wschodniej i centralnej, której częścią byli Żydzi. To swoiste zajrzenie pod „podszewkę” miast i miasteczek, w których przez kilka wieków kwitło żydowskie życie.

Poznawanie cadyków

Co może zaskakiwać, Budzińska nie stawia siebie w roli przewodnika, na pewno nie tego głównego. Ona tylko i aż szuka właściwych mentorów, prowadzi nas do nich, pomaga posłuchać ich opowieści. Są nimi zarówno nieżyjący już cadykowie, jak i współcześni opiekunowie miejsc związanych z chasydami (czy szerzej Żydami), tzw. strażnicy pamięci, a także historycy.

Kolejną rzeczą, która może zaskakiwać, jest stopień szczerości, otwartości autorki. Od początku przyznaje się, że wyruszyła w tę podróż z wyobrażeniem chasydów ograniczającym się do ich charakterystycznego wyglądu, stroju. Dzieli się wprost emocjami, jak na wstępie, kiedy opisuje swoją wizytę na cmentarzu żydowskim w Lublinie, gdzie znajduje się nagrobek cadyka, zwanego „Widzącym”: „Dotykam żelaznych okuć i czuję, jakbym próbowała się przebić przez ponad dwieście lat historii, zakłamywania i mitologizowania, budowania stereotypów i zamiatania pod dywan. Prawdę mówiąc, jestem wściekła, że coś, co mogło być częścią mojej historii, zostało mi tak po prostu odebrane”.

Jednocześnie Bidzińska mocno angażuje w tę podróż samych czytelników. Zaprasza do zwiedzania z nią kolejnych miejsc zarówno fizycznie istniejących, jak i miejsc w czasie – należących już tylko do przeszłości. Wykorzystuje do tego wizualizacje, wprowadza ćwiczenia z wyobraźni, jak przy studni w Lublinie, ostatniej fizycznej pozostałości po żydowskiej społeczności w dzielnicy, którą zamieszkiwali: „Próbuję sobie wyobrazić tych ludzi w ogonku po wodę. W fartuchach i czepkach. W spodniach z działowego materiału i łatanych kapotach. Te brody i pejsy. Przecież w gruncie rzeczy tak bardzo się od nas nie różnili. Gdyby tylko oczami wyobraźni podmienić nylonowe dresy na chałaty, czapki z daszkiem na kaszkiety, dżinsowe miniówki na zamaszyste spódnice. Równocześnie nie mogę przestać myśleć, że wśród tych w dresach, dżinsach i dżokejkach niemal na pewno nie ma potomków tamtych ze studni. A przecież mogliby być”.

Chasydzkie opowieści

Przywołany fragment to także przykład umiejętności plastycznego odmalowywania przez autorkę, rekonstruowania utraconych miejsc, co chwilami zmienia reportaż w barwną powieść. I znowu, zaprasza nas do jej współtworzenia: „Spróbujmy naszkicować portret…”. Czasem zamienia ją w sztukę teatralną i czyni nas jej aktorami, kiedy przyrównuje chasydyzm do gmachu muzeum, który możemy z nią pozwiedzać: „Uwaga, wycieczko, proszę dalej! Zatrzymajcie się teraz przy relacji Salomona Majmona…”.

Do tego wzbogaca narrację przywoływanymi fragmentami opowieści chasydzkich, które są niezwykle malownicze, intrygujące, zmuszające czytelnika do namysłu i zrozumienia ich przesłania. Ponadto cytuje wypowiedzi wspomnianych strażników pamięci czy znawców tematu, którzy porządkują, czy raczej uzupełniają jej i naszą wiedzę na temat chasydyzmu.

Prof. Marcin Wodziński: „Beszt [Baal Szem Tow – przyp. A.K.] został arbitralnie uznany za założyciela chasydyzmu dopiero kilkadziesiąt lat po swojej śmierci. (…) wcale nie był jednoosobowym twórcą nowego ruchu. Nigdy też jego towarzysze nie traktowali go jako nauczyciela. Był jednym z nich, być może jednym z najbardziej wyróżniających się, ale nie jedynym. Początki chasydyzmu kształtowały się nie tylko w Międzybożu na Podolu [gdzie trafił Tow – przyp. A.K.], lecz także równolegle w wielu innych ośrodkach”.

I tę tezę potwierdza inny historyk, znawca XVII- i XVIII-wiecznych ruchów mistycznych, prof. Jan Doktór: „(…) trudno wyznaczyć punkt zero, w którym zrodził się chasydyzm (…) Po prostu w pewnym momencie pojawił się wśród nauczycieli konsens: umówmy się, że zaczniemy od Beszta”.

Bidzińska próbuje poznać clou przesłania chasydyzmu, zgłębiając biografie i nauki najbardziej znanych cadyków – czyli mistrzów, uznanych nierzadko przez swoich zwolenników za cudotwórców – osiadłych w miejscowościach wschodniej i centralnej Polski, ale także dzięki współczesnym ich uczniom, jak Symcha Keller.

„– Jedno z pierwszych zdań Widzącego [Jaakowa Icchaka Horowica, cadyka z Lublina – przyp. A.K.], które mną wstrząsnęły (…) brzmi «wolę grzesznika, który wie, że jest grzesznikiem, niż świętego, który wie, że jest święty». (…) Dla Widzącego najważniejsze w człowieku było odkrywanie jego prawdziwej natury. (…) Prawdziwy chasydyzm nie walczy ze złem, próbując się od niego odciąć, lecz roztapia je w dobru”.

Radosna wiara

Generalnie, chasydyzm przedkładał mistycyzm nad pragmatyzm, czym bardzo drażnił konserwatywnych Żydów, tzw. rabinicznych, a później także tych, którzy wybrali haskalę (żydowskie oświecenie), i przedłożyli racjonalizm i naukę nad ekstatyczne uniesienia.

To, co pociągało Żydów w chasydzkim ruchu, to przede wszystkim radosne przeżywanie swojej wiary i autorytet nauczyciela. Ataki różnego rodzaju – od kpin przez donosy do władz (najczęściej z niedorzecznymi zarzutami) po rodzicielskie zakazy dołączania się do tego ruchu przez dorastających chłopców – przynosiły efekt odwrotny.

Ale Bidzińska pokazuje także ciemną stronę chasydyzmu – wykluczenie kobiet.

Prof. Wodziński: „«Każda chewra [hebr. bractwo], tak jak każda kongregacja chasydzka, formalnie przyjmowała tylko mężczyzn»”. Co gorsza, przywołuje bardzo przykre opisy odrzucania przez nauczycieli dziewczynek-córek i oddawania ich na wychowanie mamkom.

Co prawda zdarzały się wyjątki zaangażowania się kobiet w ten ruch, ale stały za tym albo duże pieniądze, albo niezwykły upór tych kobiet.

Inna cecha fabuły Republiki pobożnych…, która może zaskoczyć czytelnika, to eksponowanie duchowości zarówno autorki, jak i jej bohaterów/bohaterek. Niby nie powinno to dziwić, skoro mowa o chasydach, dla których, jako się rzekło, mistycyzm znajdował się w centrum życia, ale jednak co innego opowiadać o duchowości czyjejś, a co innego eksponować swoją. A ta „ekspozycja” najwidoczniejsza jest na początku i na końcu książki. Autorka zaczyna od modlitwy przy grobie cadyka z Lublina, a kończy na podziękowaniach nieżyjącym cadykom za naukę konkretnych rzeczy. I trzeba dodać, że brzmią one – w kontekście przebytej z Bidzińską podróży – bardzo wiarygodnie. To nie jest tani, marketingowy chwyt, żeby wzruszyć czytelnika, tylko żywe świadectwo.

Jedną z mocniej akcentowanych w książce kwestii jest wartość opowieści mówionej (z akcentem na jej lokalność), potrzeba jej snucia dla ocalenia historii ludzi i oddania im należnego miejsca w historii danego miejsca.

„Czasem jedyne, co pozostaje z człowieka, to kulawa, pełna luk, niedopowiedzeń i zatartych faktów opowieść. I to jest bardzo dużo” – mówi Bidzińska. Między innymi to dlatego nawiązuje duchową więź z chasydami, dla których: „Opowiadanie, podobnie jak palenie fajki, śpiew i taniec, było jedną z form zaprzęgania zwykłego codziennego życia w wielkie dzieło uświęcenia świata i przyspieszenia aktu zbawienia”.

Nowa pamięć

Innym ważnym zagadnieniem poruszonym w książce jest potrzeba dialogu międzyreligijnego, praktycznego ekumenizmu w Kościele rzymskokatolickim. Bidzińska opisuje (sama biorąc udział w jednej z nich) pielgrzymki do miejsc związanych z chasydami, z Symchą Kellerem jako przewodnikiem, organizowane przez katolika, teologa Mariusza Maciaka, z udziałem wyznawców różnych religii. Ten ostatni tak wyjaśnia, na co kładą w nich główny akcent: „nie pomijamy wątków związanych z Holokaustem czy trudną powojenną polsko-żydowską historią, ale przede wszystkim wchodzimy w duchowość. I Symcha mówi nam o pięknie bycia z Bogiem, bo na tym tak naprawdę polega chasydyzm”.

Bez wątpienia opisana podróż Bidzińskiej zrodziła się z tęsknoty za utraconym światem polskich Żydów, a jej owoce przerosły jej oczekiwania, czego i Wam życzę.


Republika pobożnych. 
Chasydzka historia Polski
Dorota Bidzińska
Wydawnictwo Znak 2025

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 9/2026