Żyjemy i jemy globalnie. Teoretycznie od kilku lat mamy wybór, czy chcemy kupić żywność z Polski, czy importowaną. Od początku 2017 roku istnieje ustawowe oznakowanie „Produkt Polski”. Symbol ten oznacza, że produkty muszą być wyprodukowane z surowców wytworzonych na terenie Polski – z tym że w produktach przetworzonych dopuszcza się użycie importowanych składników (np. przypraw, bakalii) w ilości do 25 proc. masy tych produktów. Aby być pewnym polskiego pochodzenia produktu, warto szukać na opakowaniach lub metkach napisów ,,Made in Poland”, „Wyprodukowano w Polsce”, „Produkt polski”, „Jestem z Polski”, a także symboli graficznych: polskiej flagi, mapy Polski, logotypu programu „Polski ślad” czy „590 powodów”.

Kod 590 na produktach oznacza, że w opakowaniu znajduje się zawartość, która związana jest z Polską. Jednak nie oznacza on miejsca produkcji, a kraj właściciela produktu lub jego marki. Wystarczy, że firma produkująca dany produkt założy w Polsce filię i już może oznaczać swoje produkty kodem 590, nawet jeśli cała produkcja odbywa się w USA czy Pakistanie.
25 sierpnia przypada Dzień polskiej żywności, który został ustanowiony, aby promować krajowe produkty spożywcze i wspierać lokalnych producentów. Złożoność naszych decyzji zakupowych sprawia, że kryterium pochodzenia nie jest jedynym, które bierzemy pod uwagę w naszych wyborach konsumenckich.
Stąd i stamtąd
W 2024 roku import produktów rolno-spożywczych był wyższy niż w 2023. Jak podał Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, jego wartość wzrosła o 6,7 proc. i osiągnęła 35,6 mld euro. Najczęściej sprowadzane są towary, które w Polsce nie są produkowane na dużą skalę lub których produkcja nie zaspokaja krajowego popytu. Importujemy zwłaszcza: mięso wieprzowe i wołowe, ryby (szczególnie łososia), cytrusy, kawę, herbatę, kakao, a także niektóre warzywa i owoce, których sezon w Polsce jest krótszy lub które nie są uprawiane na dużą skalę. Ponadto Polska sprowadza z zagranicy znaczące ilości zbóż, nasion oleistych i tłuszczów roślinnych.
W 2024 roku nastąpił również wzrost eksportu żywności o 2,7 proc. względem 2023, z czego trzy czwarte trafiło na rynki unijne. Najwięcej żywności eksportujemy do Niemiec, niewiele mniej do Francji, Holandii, Włoch i Czech. Poza Unią polska żywność trafia głównie do Wielkiej Brytanii, Ukrainy, Stanów Zjednoczonych i Turcji. Z naszych rodzimych owoców eksportujemy przede wszystkim jabłka, truskawki, wiśnie, maliny oraz czarne porzeczki. Co ciekawe, w ostatnich latach Polska stała się także znaczącym eksporterem borówek amerykańskich – w 2023 roku eksportowano ich około 15 tys. ton, co stanowi wzrost o około 20 proc. w porównaniu do 2022. Główne rynki zbytu znajdują się w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Holandii, a także w Azji – zwłaszcza w Chinach i Korei Południowej. Wartość eksportu borówek w 2023 roku szacowano na około 250 mln zł. Mięso wraz z przetworami mięsnymi stanowiło 20 proc. wartości polskiego eksportu żywności w 2024 roku, co stanowiło wartość blisko 10,8 mld euro. Tuż za mięsem Polska najwięcej eksportowała ziaren zbóż i ich przetworów (12 proc.), tytoniu i wyrobów tytoniowych (10 proc.), cukru i wyrobów cukierniczych (8 proc.), produktów mlecznych (7 proc.), ryb i ich przetworów (6 proc.), a także warzyw wraz z ich przetworami (5 proc.). Wśród eksportowanych z naszego kraju warzyw dominują: cebula, buraki, ogórki i pomidory.
Torba i skarbonka
Nasze wybory żywieniowe odbywają się w cieniu eksportu i importu wielkoskalowego. Odczuwamy skutki przepływu towarów, np. spotykając różne produkty w naszych sklepach, ale ostatecznie to zawartość naszego portfela decyduje o tym, co włożymy do koszyka. Kwoty z domowych budżetów przeznaczane na żywność podlegają wielu zmiennym zarówno w obrębie indywidualnych gospodarstw domowych, jak i wahnięć dotykających całego społeczeństwa.
Dostępne statystyki podają, ze Polacy na żywność przeznaczają około 15–17 proc. swoich domowych budżetów. Jak podaje międzynarodowy serwis internetowy Picodi, wydatki na jedzenie dla czteroosobowej rodziny miesięcznie mogą wynosić około
3 tys. zł, co dla wielu gospodarstw domowych stanowi znaczną część dochodów. Według portalu bankier.pl koszty ponoszone na żywność przez osoby żyjące w pojedynkę, w przeliczeniu na jedną osobę, są wyższe. Przeciętny singiel wydaje na jedzenie 900 zł, a rodzina z jednym dzieckiem – 2200 zł, co daje 733 zł na osobę (dla porównania w 2015 roku wydatki na jedzenie osoby mieszkającej w pojedynkę wynosiły 500 zł). Z badań MyBestPharm przeprowadzonych w 2023 roku wynika, że aż 37 proc. Polaków wydaje na jedzenie 1,5–2 tys. zł miesięcznie, kolejnych 21 proc. – 2–3 tys. zł, a 19 proc. mieści się w przedziale 1–1,5 tys. zł. Blisko 18 proc. wydaje do 1 tys. zł, natomiast 4 proc. respondentów – ponad 3 tys. zł. Z kolei tegoroczny raport Frosty Jak gotują Polacy wskazuje, że nawet 50 proc. gospodarstw domowych w Polsce przeznacza obecnie na jedzenie od 500 do 1500 zł miesięcznie.
Żywność w Polsce nie tanieje, a jej średnia cena znacząco zbliżyła do wartości z krajów Europy Zachodniej. W roku 2017 za jedzenie płaciliśmy, obok Macedonii, najtaniej w całej Europie. Według danych Eurostatu dla Polski z 2024 ceny za żywność to już 85,6 proc. średniej unijnej. Dziennikarze niemieckiego dziennika „Deutsche Welle” przeprowadzili eksperyment, mający na celu porównanie ceny zakupów spożywczych przed Świętami Wielkanocnymi w Polsce i w Niemczech.
15 kwietnia zrobili zakupy w znanej sieci dyskontu spożywczego w Warszawie i Bonn. Dwadzieścia dwa identyczne produkty spożywcze trafiły do dwóch koszyków – jednego w Polsce, drugiego w Niemczech. W Polsce wartość zakupów wyniosła 120,45 zł, a w Niemczech – 28,14 euro. Po przeliczeniu według kursu z 15 kwietnia (4,29 zł) daje to niespełna 121 zł, a po odjęciu kaucji za butelkę (0,25 euro) koszt niemieckiego koszyka spadł do 119,64 zł. Ostatecznie różnica w cenie zakupów po obu stronach granicy wyniosła mniej niż złotówkę.
Co ciekawe, mimo iż budżety Polaków nie są z gumy i jak podają analizy, muszą być utrzymywane w rozsądnych granicach, coraz większą popularnością cieszy się ,,jedzenie na mieście”. Popularne jest także zamawianie jedzenia na dowóz – z takiej formy korzysta 60 proc. badanych.
Cena a jakość
Nie trzeba śledzić szczegółowych statystyk, aby zaobserwować wzrost kosztów żywności w ostatnich latach. W naszych torbach znajduje się coraz mniej produktów, za które płacimy coraz więcej. Niemałe ceny generują w nas pewien rodzaj dysonansu poznawczego. Z jednej strony jako społeczeństwo mamy coraz większą świadomość tego, jakie produkty szkodzą naszemu zdrowiu, a jakie je wspierają. Z drugiej zamiast wybrać zdrowy, droższy produkt, wolimy kupić tańszy, słabszej jakości, utrzymując nasz budżet w ryzach.
Reklamy żywności to głównie informacja o niskiej cenie i promocjach. Dyskonty prześcigają się, aby sprzedawać swoje produkty na paczki, pakiety, wieloelementowe opakowania. Tymczasem kwestia jakości i nasycenia składnikami odżywczymi bywa przemilczana. Podobnie trudno znaleźć statystyki, które mówią o stosunku jakości żywności sprzedawanej w Polsce do jej ceny.
Niestety bardzo często promocją objęte są produkty wysokoprzetworzone, które zawierają dodatki chemiczne (konserwanty, emulgatory, wzmacniacze smaku), często pozbawione wartości odżywczych, z dużą ilością cukru, soli i tłuszczów trans: chipsy, słodycze, gotowe dania, napoje gazowane, parówki, płatki śniadaniowe z cukrem, a także wiele innych, które nie mają wartości odżywczych. Tymczasem żywność nieprzetworzona lub minimalnie przetworzona – taka jak świeże warzywa i owoce, mięso, jaja, mleko, ryby, orzechy, kasze, mąka pełnoziarnista – często cenowo pozostaje na podobnym, nieobniżonym poziomie. Konsekwencje spożywania nadmiaru produktów przetworzonych są rozciągnięte w czasie i jak podają różnorodne badanie wpływają nie tylko na nasze zdrowie fizyczne, ale i dobrostan psychiczny.
Pudełko luksusu
Większość z nas gotuje w domach, są jednak i tacy, którzy decydują się na zakup gotowych dań z zewnątrz. Pod drzwi lub do chłodzących paczkomatów (tzw. lodówkomatów) dostarczana jest codziennie żywność dla 13–14 proc. Polaków. Według statystyk tylu z nas w 2024 roku, mimo rosnących cen, korzystało z usług cateringu dietetycznego. Odsetek ten utrzymuje się na tym samym poziomie od 2021 roku. Zgodnie z raportem Rynek Gastronomiczny w Polsce 2024 większość osób (55 proc.) sięgających po tzw. dietę pudełkową, jak bywa nazywany catering dietetyczny, korzysta z niej w dni robocze. Według raportu Goodspeed Mapa diet pudełkowych szacuje się, że wartość rynku cateringu dietetycznego w Polsce na koniec 2024 roku osiągnęła 3,5 mld zł, a do 2029 może wzrosnąć do 5,4 mld zł. Jednak rynek ten jest już mocno nasycony – cateringiem zajmuje się około 600 firm. Goodspeed podaje, że Polacy najchętniej wybierają dietę standardową (około 32 proc.). Na drugim miejscu znajduje się dieta z wyborem dań (18 proc.), a na trzecim – catering o niskim indeksie glikemicznym (blisko 10 proc.).
Popularność diet wegetariańskich i bezrybnych w cateringu dietetycznym stopniowo maleje. Wpisuje się to w ogólnospołeczną tendencję spożywania dużej ilości mięsa. Jak informuje Newseria Biznes, obecnie przeciętny Polak spożywa około 75 kg mięsa rocznie (niektóre źródła podają 80 kg), co znacznie przekracza zalecenia dietetyków, które wynoszą 20–25 kg.
Ograniczenie spożycia mięsa jest kluczowe zarówno ze względów zdrowotnych, jak i środowiskowych. Liderem zamówień na dietę wegetariańską pozostaje województwo wielkopolskie, gdzie stanowi ona prawie 10 proc. wszystkich wyborów. Z kolei największy odsetek zamówień na dietę wegańską odnotowano w województwie lubuskim (1,5 proc.). Mimo to dieta wegańska wciąż pozostaje wyborem niszowym. Średni czas trwania diety pudełkowej wydłuża się – w 2024 roku osiągnął 10,3 dnia wobec 9,7 dnia w roku poprzednim. Różnorodne kontrole wskazują, że jakość cateringu dietetycznego nie zawsze idzie w parze z ceną.
Osłupienie pradziada
Żywność poszerzyła krąg znaczenia. Słynne ,,Co dziś na obiad?” przestało być pytaniem o produkty, które trafią na nasz talerz. Gdyby przy dzisiejszym stole posadzić przeciętnego Polaka z czasów PRL-u, niewątpliwie popadłby w osłupienie, nie wspominając o naszych przodkach z wcześniejszych epok. Nie tylko zmieniła się żywność i sposób jej przygotowania, zmianie uległy przede wszystkim nasze nawyki żywieniowe. W minionych epokach rozwarstwienie społeczne widać było przy stole. Chłopi jedli mało wyszukanie, a dietę opierali głównie na warzywach i produktach zbożowych. Wśród upraw dominowały groch, kapusta, marchew, pietruszka, buraki, rzepa, cebula i czosnek. Dwór i panowie zajadali się mięsami, cukrem i innymi specjałami, które przez wiele lat były daleko poza zasięgiem uboższej części społeczeństwa. Dziś aż tak drastycznych różnic ze względu na poziom finansowy nie ma. Widać je za to zupełnie gdzie indziej, m.in. w jakości spożywanych produktów, korzystaniu z cateringów dietetycznych czy częstotliwości jedzenia w restauracjach.
---
Analizując nasze wybory żywieniowe, dochodzimy do wniosku, że nie tylko czynnik finansowy jest przyczyną społecznych różnic w tej materii. Chyba nigdy w historii nie spieraliśmy się tyle o to, co trzeba kłaść na talerz, aby zachować zdrowie, czy potrzeba ograniczenia mięsa to wymysł lobby ekologicznego, czy dieta keto jest receptą na wszystkie bolączki ludzkości, a owsianka to fatalny wybór na śniadanie. Być może Dzień polskiej żywności powinien rozszerzyć swoją nazwę do Dnia życzliwości wobec tego, co drugi Polak ma na talerzu.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















