Chodzi o sytuację, w której młoda osoba za centrum swojej tożsamości, najważniejszą swoją cechę uznaje jakieś zaburzenie. Jestem autystykiem, mam depresję, mam ADHD, rozdwojoną osobowość, jestem borderline, jestem neuronietypowy…
Pieczątka na etykiecie
Znajomi psychoterapeuci pracujący z młodzieżą mówią, że coraz częściej przychodzą do nich nastolatki z przekazem: „Wiem, co mi jest, zdiagnozowałam się, potrzebuję, żeby mi pani to potwierdziła”. Dodatkowo przychodzą tak naprawdę nie po pomoc, tylko aby ktoś ich potraktował poważnie z tą samodiagnozą, wysłuchał, potwierdził i poradził, jak przekonać otoczenie, by tę nową tożsamość, opartą na zaburzeniu, uznało i dostosowało się do oczekiwań nastolatka. Innymi słowy, przychodzą nie po pomoc w zmianie i rozwoju, a po oficjalną pieczątkę na samodzielnie nadanej sobie etykiecie.
Syndrom studenta psychologii
Co takiego wydarzyło się w czasie ostatnich lat, że możemy coś takiego zaobserwować?
Znamy mechanizm nazwany „syndromem studenta psychologii”. Mianowicie dość częstym zjawiskiem jest, że w czasie studiów psychologicznych studenci „odkrywają”, że właściwie symptomy różnych zaburzeń pasują doskonale do ich doświadczenia. Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka można odkryć u siebie depresję, nerwicę, a nawet poważniejsze problemy. Właśnie dlatego podczas studiów poznaje się wiele przykładów klinicznych i odbywa praktyki np. w szpitalu psychiatrycznym – wszystko po to, by nauczyć się różnicować między poszczególnymi zaburzeniami, a także nauczyć rozpoznawać, gdy ktoś symuluje. Innymi słowy – człowiek zostaje sprowadzony na ziemię.
Jednak to doświadczenie przeszłości. Od dawna wiemy, że młodzież, doświadczając różnych problemów, szuka rozwiązań i pomocy w internecie. Pół biedy, gdyby trafiali na portale prowadzone przez specjalistów, gdzie poza poradami doraźnej pomocy pojawia się jasny przekaz, by nie wysnuwać pochopnych wniosków i pójść na konsultacje do prawdziwego psychologa lub psychiatry, jeśli obserwuje się u siebie niepokojące objawy.
Jednak badania naukowe pokazują, że w tej chwili jednym z popularniejszych sposobów „samodiagnozy” jest oglądanie filmików na TikToku. Są to krótkie filmiki, nagrywane przez samych użytkowników (bynajmniej nie specjalistów zdrowia psychicznego), niejednokrotnie symulujących różne objawy na potrzeby zyskania popularności. I pojawia się ogarniający całą populację najmłodszych „syndrom studenta psychologii”, jednak nie oparty nawet na fachowych wykładach, tylko na minutowych sensacyjnych filmikach.
To część mojej tożsamości
Wiemy już, że algorytmy TikToka są doskonale dopracowane – dopasowują się błyskawicznie do odbiorcy. TikTok działa jak algorytmiczna pętla: im dłużej zatrzymujesz się na treściach o zaburzeniach psychicznych, tym więcej ich widzisz. A jeśli jesteś młody i szukasz zrozumienia – łatwo wpaść w pułapkę. Trudności emocjonalne, relacyjne, zaczynają wtedy funkcjonować jako szyfr tożsamościowy, sposób na opisanie siebie: „Jestem osobą z tym zaburzeniem, więc to mnie tłumaczy”.
Dla wielu nastolatków staje się to znakiem przynależności do grupy, narzędziem do znalezienia „swoich ludzi”. Dla niektórych – nawet modą, trendem, sposobem na znalezienie swojego środowiska, grupy odniesienia, a przede wszystkim na etykietowanie wszystkich, którzy nie uznają tej nowej tożsamości, jako „toksycznych”.
Jedna z nastolatek ze szkoły artystycznej powiedziała mi wprost: „Wśród moich znajomych to stało się modne. Ludzie mówią: «jestem taki, mam to i to» – i to się uznaje za fajne, a nie coś, co wymaga leczenia. A potem jeszcze ktoś jest wredny wobec ciebie i słyszysz na przykład: «ja jestem borderline, nie masz prawa oczekiwać, że będę się do ciebie dostosowywać»”.
Tiktokowy influencer lepszy niż specjalista
Diagnoza psychiczna to nie lista punktów z filmiku. Ten sam zespół objawów u osoby dorosłej i u dziecka może oznaczać coś zupełnie innego. A niektóre symptomy – jak drażliwość, brak koncentracji czy impulsywność – mogą wynikać z wielu przyczyn: niedoboru snu, przemęczenia, przeżytego stresu, a nawet wielogodzinnego bycia online. Ich interpretacja wymaga doświadczenia klinicznego i spojrzenia z zewnątrz – dlatego samodiagnoza u nastolatków jest tak ryzykowna.
Naprawdę łatwo się pomylić. Potrzebna jest osoba z zewnątrz, która spojrzy obiektywnie: jak śpisz, jak funkcjonujesz, jak się czujesz w kontaktach z innymi. To nie są rzeczy, które da się ocenić samemu z poziomu krótkiego filmiku.
Jednak młodzież często uznaje influencerów z TikToka za lepszych specjalistów niż prawdziwi terapeuci. „Mam aspergera. Na pewno. Znalazłam to na TikToku” – mówi nastolatka, która właśnie po raz pierwszy rozmawia z terapeutką. W ciągu ostatnich miesięcy to zdanie (lub jego wariacje) usłyszała znajoma psycholog Katarzyna mniej więcej od połowy swoich nieletnich pacjentów.
Czasami ta autodiagnoza ma w sobie nawet ziarno prawdy, czasami rozmowa o tym może otworzyć przestrzeń do pracy terapeutycznej: nad złością, frustracją, niepokojem. W tym sensie – nawet błędna autodiagnoza może być początkiem czegoś dobrego. Ale taka historia to wyjątek. Znacznie częściej – jak mówią terapeuci – TikTok zamiast pomóc, utrudnia pracę psychologiczną i pogłębia cierpienie.
– Mam wrażenie, że muszę konkurować z influencerami z TikToka, że na samym początku staję wobec głębokiego przekonania nastolatka, że jego idol jest bardziej kompetentny niż ja i po prostu muszę się z nim zgodzić – mówi wprost psychoterapeuta Roman. Jego młodzi pacjenci często przychodzą na sesję już przekonani, że „mają ADHD”, „cierpią na depersonalizację” albo „są neuroatypowi”. Traktują tę diagnozę jak pewnik, a nie hipotezę – bo widzieli listę objawów w filmiku, który zdobył miliony wyświetleń. Co więcej, przez szereg kolejnych spotkań „przepychają tę samą narrację”, jakby chcieli przekonać terapeutę do swojej wersji.
Dlaczego TikTok wygrywa z psychoterapeutami?
Bo daje szybkie, emocjonalne odpowiedzi. Bo pokazuje, że „inni też tak mają”. Bo mówi: „to nie tylko twoja wyobraźnia – to coś realnego”. Bo często promuje przekaz: „taki jesteś i tego nie zmienisz, to inni muszą zaakceptować to, kim jesteś naprawdę”. Choć ta szczątkowa wiedza może być niebezpieczna, może również być pierwszym krokiem do rozmowy. O ile młody człowiek nie zamknie się w przekonaniu, że już wie wszystko.
Jest też jeszcze jeden ważny powód popularności TikToka: brak dorosłych, którzy chcą rozmawiać. Jeśli rodzice i nauczyciele unikają tematów zdrowia psychicznego, TikTok staje się „otwartym gabinetem”, do którego młodzież przychodzi po wsparcie i zrozumienie. Niestety – czasem kończy się to bardziej dezorientacją niż znalezieniem rozwiązań.
--
Nie każdy, kto myśli, że ma zaburzenie, faktycznie je ma. Ale każdy, kto cierpi i szuka pomocy, zasługuje na uważne towarzyszenie. Czasami może pomóc zwykła rozmowa. Często – jak podkreśla psychoterapeutka Katarzyna – pierwszym krokiem może być przekierowanie uwagi z TikToka na realny świat. Pokazanie nastolatkowi, jak bardzo algorytmy zapętliły go w utwierdzaniu się w swych problemach i jak bardzo po kolejnych sesjach online czuje się tak naprawdę o wiele gorzej, a nie lepiej. Dlatego ważne jest wypróbowanie nowych rozwiązań, nowych dobrych nawyków i generalnie pracy nad sobą.
--
CO MOGĄ ZROBIĆ DOROŚLI?
Nie oceniaj, pytaj
Zamiast bagatelizować („nie przesadzaj”), zapytaj: co cię w tym filmiku (filmikach) poruszyło? Co cię zaniepokoiło? Które z porad wypróbowałeś, jaki był tego rezultat?
Szukaj razem
Pokaż młodemu człowiekowi rzetelne źródła informacji. Na przykład książki pisane przez psychologów, psychiatrów, psychoterapeutów dotyczące zdrowia psychicznego – wiele tego typu publikacji adresowanych do młodzieży wydało Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
Przypominaj, że diagnoza to nie tożsamość
To punkt wyjścia do zrozumienia siebie – nie etykieta, którą trzeba nosić. Każdy z nas może nauczyć się dobrze funkcjonować, nawet ktoś obarczony rzeczywistymi zaburzeniami. Tyle że wymaga to pracy nad sobą. I właśnie w tym może pomóc terapeuta, coach, prawdziwa osoba, z którą ma się osobisty kontakt, a nie influencer.
Rozmawiaj o kompetencjach i autorytetach
Mówienie osobie, która przez wiele lat kształciła się w diagnozowaniu zaburzeń psychicznych i zdobyła formalne kwalifikacje, że „to tylko twoja opinia, ja mam inne zdanie na ten temat i bardziej wierzę tiktokerowi XY”, może nie tylko nie pomóc, ale wręcz pogłębić problem. Warto uczyć młodych ludzi, że nie każda opinia ma tę samą wartość, zwłaszcza jeśli chodzi o zdrowie psychiczne i decyzje wymagające wiedzy klinicznej.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













