Wdniach 12–16 maja Laboratorium Badań Medioznawczych Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadziło sondaż, podczas którego ankieterzy zrealizowali wywiady z 1100 respondentami. Celem badania było sprawdzenie, czy w polskim społeczeństwie występuje zjawisko tzw. spirali milczenia. Dlaczego pojawiła się intuicja, że takie zjawisko może istnieć wśród Polaków?
– Od wielu lat, prowadząc badania w Laboratorium Badań Medioznawczych, zauważamy z jednej strony coraz większą polaryzację postaw obywateli, a z drugiej rosnącą niechęć do odpowiadania na zadawane pytania. Polacy trwają przy swoich poglądach, nierzadko kierując się przede wszystkim emocjami albo także potrzebą wyraźnego określenia własnej tożsamości. Respondenci w anonimowych ankietach często przyznają, że mają poczucie, iż dominujący przekaz w dużych, mainstreamowych mediach rozmija się z ich wyobrażeniami o świecie i ludziach, którzy odgrywają w nim kluczowe role. Taka sytuacja wywołuje w odbiorcach – respondentach psychiczny dyskomfort i prowadzi do dysonansu poznawczego. W jego tle pojawia się także zmęczenie/przeciążenie informacyjne – tzw. cognitive fatigue – które sprawia, że ludzie się wycofują z udziału w dyskursie publicznym i jeszcze bardziej utwierdzają w swoich poglądach. W efekcie wiele osób odmawia udziału w badaniach opinii publicznej, a jeśli już odpowiadają, to często mówią to, czego ich zdaniem się od nich oczekuje. Ostatecznie jednak i tak kierują się własnymi przekonaniami, zwłaszcza przy urnie wyborczej. Ikonicznym przykładem może być druga tura wyborów prezydenckich w 2005 r.
Według sondaży to Donald Tusk miał wygrać z przewagą ponad dwóch punktów procentowych nad Lechem Kaczyńskim. Tymczasem ostatecznie przegrał różnicą pięciu punktów. Skala błędu była więc duża, a przecież sondaże miały pokazać rzeczywisty obraz opinii społecznej w danym momencie. Wyniki naszych obecnych badań także skłaniają do refleksji. Blisko trzy czwarte ankietowanych dystansuje się od aktywnego udziału w publicznej debacie, szczególnie gdy temat może „wybić się” poza dominujące medialne narracje. Zjawisko to doskonale ilustruje silnie działający w polskim społeczeństwie mechanizm „spirali milczenia”, który zakłada, że ludzie unikają wyrażania niepopularnych (lub za takie uważanych, w szczególności w mediach głównego nurtu) poglądów z obawy przed społecznym wykluczeniem. Co istotne, mechanizm ten nie musi uruchamiać się tylko wobec poglądów „mniejszościowych” – działa także wtedy, gdy ktoś ma przekonanie, że dominujące media, elity czy eksperci prezentują odmienne stanowisko niż „większość zwykłych ludzi”. Spirala milczenia nie dotyczy tylko polskiego społeczeństwa. Po wyborze Donalda Trumpa, gdy CNN i inni gracze mainstreamowi (zwolennicy Kamali Harris) musieli przyznać, że w istocie nie rozumieją amerykańskiego społeczeństwa, które tak długo obserwowali wyłącznie przez filtr własnych, redakcyjnych przekonań.
Koncepcja spirali milczenia została opracowana w Niemczech w latach 70. na podstawie badań Elisabeth Noelle-Neumann. Czy jednak nie istnieje zbyt duży rozdźwięk między tamtą niemiecką rzeczywistością a współczesną sytuacją w Polsce, aby móc szukać analogii w mechanizmach działających w społeczeństwie?
– W naszych badaniach pytaliśmy o to, czy polskie wojsko powinno uczestniczyć w stabilizowaniu sytuacji na granicy ukraińsko-rosyjskiej. Bez wątpienia to temat wzbudzający kontrowersje we współczesnej Polsce. Tymczasem Elisabeth Noelle-Neumann badała w 1972 r. opinie na takie tematy jak prawo aborcyjne czy też uznanie NRD jako drugiego państwa niemieckiego przez obywateli RFN – które w tamtym czasie budziły duże emocje i kontrowersje. Neumann zauważyła, że im bardziej dominujący przekaz medialny rozmija się z opiniami ludzi, tym częściej dochodzi do ich wycofania i nieujawniania prawdziwych poglądów, a także planowanych decyzji. To, że ktoś zmaga się z dysonansem poznawczym zarówno zewnętrznym, jak i wewnętrznym i milczy, nie znaczy, że nie ma własnego zdania na dany temat. Spirala milczenia pokazuje rozdźwięk między dyskursem publicznym, narracją medialną a naszymi własnymi ocenami. 19 maja wielu komentatorów było zaskoczonych, że sondaże nie przewidziały tak wysokiego wyniku Grzegorza Brauna. Jego hasło „Tu jest Polska. I niech tak zostanie” oraz sam udział w debatach prezydenckich mógł trafić do sporej grupy wyborców, przez co okazał się niedoszacowanym „czarnym koniem” tych wyborów. Gdy dzwoniono do jego zwolenników z pytaniem o poparcie dla kandydatów w pierwszej turze wyborów, wielu ludzi albo odmawiało odpowiedzi, albo ukrywało zaangażowanie polityczne po stronie Brauna, a nierzadko nawet deklarowało poparcie dla Rafała Trzaskowskiego lub Karola Nawrockiego. Właśnie wtedy zadziałał typowy mechanizm spirali milczenia.
Niecałą dekadę temu wpływ mediów społecznościowych na kształtowanie postaw i opinii społecznych nie był, mam wrażenie, brany na poważnie. Tymczasem dziś większa część kampanii prezydenckiej rozgrywa się na Facebooku czy Instagramie. Czy już możemy mówić o podobnym stopniu wpływu mediów tradycyjnych, jak telewizja czy prasa, i mediów społecznościowych na kształtowanie opinii publicznej?
– Kiedyś to głównie telewizja kształtowała społeczne myślenie, wpływała na nasze skojarzenia, emocje i postrzeganie różnych spraw. Dziś ten monopol jest coraz bardziej skutecznie dekonstruowany i rekonfigurowany przez media społecznościowe. Warto jednak pamiętać, iż wciąż duża część treści w mediach społecznościowych pochodzi z profesjonalnych mediów mainstreamowych. Telewizja Polska, TVN, Polsat, Telewizja Trwam, Telewizja Republika, Onet czy Wirtualna Polska tworzą swoje materiały według zasady „Create once, present ever”, co oznacza, że raz stworzony content prezentują na wszystkich kanałach, także w mediach społecznościowych. Drugą ważną kwestią jest to, że media społecznościowe otworzyły bezpośredni kanał komunikacji między politykami a odbiorcami. Kiedyś było niemal nie do pomyślenia, aby zwykły obywatel mógł pozwolić sobie na bezpośrednie, bezceremonialne zadawanie pytań wobec konkretnego polityka, z wiarą w to, że ten odpowie lub jakoś zareaguje. Dzisiaj zdarza się to coraz częściej. Dziś, na przykład, Donald Trump nie musi tak bardzo liczyć się z pytaniami „The Washington Post”, bo własne opinie przekazuje bezpośrednio swoim zwolennikom za pośrednictwem mediów społecznościowych. Mechanizm spirali milczenia widoczny jest również w tych mediach; w znacznej mierze bazują one na stronniczej algorytmizacji życia społecznego podług zasad i interesów głównych ośrodków władzy politycznej. Algorytmy zamykają nas w tzw. bańkach informacyjnych, co stanowi poważne zagrożenie, ponieważ utrudnia dostrzeżenie innych punktów widzenia i różnych aspektów danej sprawy. Treści, które są promowane w mediach społecznościowych, mają wywoływać reakcje, generować zasięgi, budzić emocje. W ten oto sposób trafiamy częściej na posty, które polaryzują i konsolidują nasze opinie, a nie te, które pokazują inną perspektywę i zachęcają do wymiany poglądów z osobami o innym światopoglądzie.
Mówimy o spirali milczenia, o tym, że boimy się wyrażać naszą opinię, że nie chcemy ulec społecznej izolacji. Z drugiej strony w przededniu II tury wyborów prezydenckich zalewają nas, z obydwu obozów sceny politycznej, głośne komentarze, fale hejtu, agresywne wyrażanie swojego zdania.
– Na finiszu kampanii przed drugą turą widzimy dwa potężne obozy, reprezentujące dwóch kandydatów, i dwie odmienne wizje Polski. W ostatnim tygodniu miały one za zadanie jak najmocniej się od siebie odróżnić. Oba robią to w sposób skrajny – jakby wygrana przeciwnika miała oznaczać niemal eschatologiczny koniec świata. W efekcie wychodzimy z tej kampanii jeszcze bardziej spolaryzowani. Ogromnym wyzwaniem dla zwycięzcy będzie więc próba realnego połączenia obywateli, znalezienia dla naszego społeczeństwa jakiegoś wspólnego języka – semiotycznego wehikułu, opowieści, która pozwoli ludziom wrócić do codzienności, pracy i normalnego życia. Ostatecznie przecież chodzi o to, byśmy potrafili jako wspólnota dalej funkcjonować. To podstawowe zadanie mężów stanu, aby po wyborach potrafić łączyć dla wyższych celów.
Czy możliwe jest przełamanie spirali milczenia, odwrócenie jej skutków, czy to raczej myślenie życzeniowo-utopijne?
– W pewnym sensie to oczekiwanie ma charakter utopijny, ponieważ media społecznościowe z natury będą zawsze priorytetyzować określone treści – sensacyjne, wyraźne, emocjonalne, wreszcie polaryzujące. Tak działają algorytmy. Promują wyrazistość, a nie refleksyjność. Dlatego dziś potrzebujemy narzędzi i rozwiązań technologicznych, które pomogą nam wyjść z pułapki polaryzacji. Powinniśmy dążyć do sytuacji, w której każdy z nas ma dostęp do światopoglądowo zróżnicowanych treści, nie odczuwając jednocześnie, że jego poglądy są niewłaściwe, nieuzasadnione czy pozbawione sensu w określonej, medialnej ramie. Aby skutecznie rozpocząć walkę z polaryzacją, musimy przywrócić do debaty publicznej, a zwłaszcza do mediów, ideę pluralizmu wewnętrznego. To postawa, która zanikła nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Dawniej jedno medium potrafiło prezentować różne, często skrajne punkty widzenia, na tych samych łamach. Dziś coraz rzadziej oczekujemy od stacji telewizyjnych, gazet czy portali internetowych, że w imię konstruktywnej debaty zaproszą do głosu osoby reprezentujące odmienną stronę sceny politycznej. Jednym z poważniejszych problemów związanych z polaryzacją jest fakt, że przestaliśmy respektować zasadę Audiatur et altera pars, czyli dawanie możliwości wypowiedzenia się drugiej stronie. Jako odbiorcy mediów jesteśmy zmuszani do zmieniania kanałów na pilocie celem uzyskania innej perspektywy na dany temat. Niemal nikt już nie hołduje zasadom pluralizmu wewnętrznego. Media są czyjeś i dla określonych grup, nie są mediami uniwersalnymi, otwartymi, bezstronnymi, opiniotwórczymi. To wielka szkoda, zwłaszcza, że widać – choćby po wynikach frekwencji wyborczej – że Polacy, także młodsi, bardzo interesują się polityką. Skoro jesteśmy zaangażowani w procesy polityczne (co jest efektem silnego spolaryzowania), to może w kolejnym kroku spróbujemy odbudować dyskurs publiczny, który będzie bardziej inkluzywny, spod znaku „my”, „wspólnie” aniżeli „ty”, „wy”, „oni”, „osobno”. Nie możemy oczywiście zapomnieć o edukacji medialnej, weryfikacji informacji i korzystaniu z różnych źródeł. W praktyce jednak ludzie są zbyt zmęczeni i przeciążeni, by samodzielnie poszukiwać potwierdzenia wiarygodności tego, co oglądają, czego słuchają, o czym czytają. Uczciwe media, które potrafią wznieść się ponad jedną lub drugą doktrynę i ukazać inny punkt widzenia, wymagają zarówno od twórców, jak i odbiorców dużej inteligencji emocjonalnej oraz gotowości do zrozumienia, co może myśleć i czego doświadczać druga strona. Uczciwe, dobre media to niekończące się zadanie dla ludzi dobrej woli, którzy postrzegają świat w perspektywie pokoleń, a nie tylko najbliższych wyborów.
---
Wywiad przeprowadzono przed II turą wyborów prezydenckich odbywających się 1 czerwca 2025 r.
---
Prof. Tomasz Gackowski
Medioznawca i historyk, kierownik Laboratorium Badań Medioznawczych Uniwersytetu Warszawskiego
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















