Wierzę w ciała zmartwychwstanie

W antropologii neoplatońskiej człowiek to dusza, ciało jest tylko obciążeniem, z którego uwalnia go śmierć. Dlatego właśnie, kiedy Paweł na ateńskim areopagu wspomniał o zmartwychwstaniu, słuchający stracili zainteresowanie tym, co miał im do przekazania.
Czyta się kilka minut
Zmartwychwstanie, Khrystyna Kvyk (fragment) | fot. Iconart Gallery
Zmartwychwstanie, Khrystyna Kvyk (fragment) | fot. Iconart Gallery

Niedawno czytałam poradnik psychologiczny, którego autorka deklarowała we wstępie, że chce pomóc swoim czytelnikom odzyskać świadomość, że są swoim ciałem. Lekturę porzuciłam w połowie, ponieważ mniej więcej na tym etapie ze wstępnych założeń niewiele już pozostało.
Pierwszy rozdział był obiecujący, sporo miejsca w nim poświęcono temu – parafrazuję – jak głęboko fałszywe jest podejście platońskie, mówiące o człowieku jako duszy uwięzionej w ciele. Wystarczyły jednak circa about dwa kolejne, by pojawiły się stwierdzenia: „posiadane przez ciebie ciało”, „ciało, które jest twoim domem”, czyniące z naszej fizyczności byt osobny, do pewnego stopnia zewnętrzny wobec nas samych, oraz wskazania utrwalające takie właśnie jej traktowanie. Pozostało jedynie westchnienie: „Platon to jednak potęga”, i podziękowanie za resztę książki.

Trzy czy dwa?

Zajmując się antropologią biblijną, odkryłam, że i chrześcijaństwo nie oparło się czemuś w rodzaju „platońskiego ukąszenia”, którego wpływ na nauczanie moralne Kościołach w miarę upływu wieków to słabnie, to się wzmacnia. Pierwsi wybitni chrześcijańscy teologowie byli pod dużym wpływem neoplatonizmu, jak chociażby Klemens Aleksandryjski czy Orygenes. Ta szkoła myślenia była bliska także, żyjącemu dwa wieki później, św. Augustynowi, a on z kolei wywarł potężny wpływ na to, jak wygląda nauczanie Kościoła katolickiego dzisiaj. Co prawda, szkołę aleksandryjską równoważyła w tamtej epoce antiocheńska, podkreślająca kwestie wcielenia i człowieczeństwa Chrystusa, ale podium dla prymusa było tylko jedno, i zajęli je aleksandryjczycy, a przez to działający w ich cieniu filozof z Aten. Jego wpływ był tak duży, że kiedy w XIII wieku dominikanie zaczną upowszechniać poglądy Arystotelesa, zdecydowanie mocniej zakorzenione w materii, będą się spotykali z oskarżeniami o herezję – nawet niektóre pisma św. Tomasza na krótko znajdą się na indeksie.

Ten krótki wykład z historii współpracy teologii i filozofii potrzebny mi jest nie tyle do poddania próbie determinacji czytelników do zapoznania się z tym artykułem, ile do pokazania, skąd w katolickim myśleniu ciągła pokusa do odcinania się od naszej cielesności. W antropologii neoplatońskiej człowiek to dusza, ciało jest tylko obciążeniem/ więzieniem, z którego uwalnia go śmierć. Dlatego właśnie, kiedy Paweł na ateńskim areopagu wspomniał o zmartwychwstaniu, słuchający stracili zainteresowanie tym, co miał im do przekazania (zob. Dz 17, 32).

On, co prawda, jako rzymski obywatel miał podwójne wykształcenie (które nota bene pięknie się ujawnia we wskazanej wyżej mowie), ale świadomie wybrał jako podstawową wizję człowieka tę, którą odnajdywał w Biblii i którą bliżej poznawał u stóp Gamaliela. A ona mówi, że Adam powstał nie na kształt komputera, na który składają się hardware i software, ale jako całość, do tego mająca nie dwa, a trzy aspekty. W Księdze Rodzaju, w drugim opisie stworzenia człowieka czytamy, że Bóg uczynił mu ciało, w które potem tchnął, dzięki czemu Jego dzieło stało się duszą. Nie przejęzyczyłam się, w hebrajskim tekście jest mowa o tym, że po otrzymaniu działu z Bożego Ducha człowiek stał się nefesz, czyli właśnie duszą żyjącą.
Dlatego św. Paweł, pisząc do Tesaloniczan o ponownym przyjściu Pana i tym, w jakiej formie najlepiej, żeby jego adresaci zostali zastani, wymienia ducha, duszę i ciało (1 Tes 5, 23). Z tych trzech tylko duch jest duchowy, dusza zaś, paradoksalnie, jest cielesna, bo pod tym pojęciem kryje się po prostu aspekt bycia żywą osobą. Przetłumaczenie tej antropologii na grecką mentalność wyrzuciło ducha, z duszy uczyniło aspekt duchowy, ciało stało się fizjologicznym ciężarem. Już przy lekturze dzieł Orygenesa takie podejście rodzi pytanie, po co w takim razie zmartwychwstanie? To jest obietnica, którą dał nam Jezus i którą potwierdził swoim własnym powrotem do życia w ciele, więc jakoś tak nie wypada zanegować jej wartości, bo wyjdziemy na Ateńczyków odpowiadających apostołowi: „Posłuchamy cię innym razem”.

Podobnie odrzucenie opisanego przeze mnie trójaspektowego widzenia człowieka odbiło się niejaką filozoficzną czkawką w antropologii św. Augustyna, który, słusznie zresztą, widział w ludzkiej naturze odbicie trzech Osób Trójcy, ale miał duży problem z uzgodnieniem tego z dwuelementowym opisem ludzkiej struktury zaczerpniętym z neoplatonizmu.

Zmartwychwstanie, Khrystyna Kvyk | fot. Iconart Gallery

Różnica między „być” i „mieć”

Antropologia biblijna mówi jasno, że człowiek – każdy z nas – ciałem JEST, a nie je MA. Tu ktoś może mi zarzucić, że św. Paweł tęskni do uwolnienia od ciała „tej śmierci” (Rz 7, 24) i ogólnie, że w pismach Apostoła Narodów (które są wszak natchnione) ciało jest przeciwstawiane duszy i zyskanie wobec niego autonomii jest widziane jako stan upragniony. Tyle że w grece są dwa słowa na określenie ciała: sarks (dosł. mięso) i soma (ciało-osoba, rozumienie nadal fizykalne, ale bardziej abstrakcyjne) i kiedy Paweł wypowiada się negatywnie, najczęściej mówi o sarks. Wyraźniej widać to w Ewangelii Janowej, w której do momentu śmierci na krzyżu Jezusowego ciało to sarks, po zmartwychwstaniu to soma. To próba wyrażenia ograniczonym ludzkim językiem, że ma miejsce nie tylko powstanie z martwych, ale też przemiana ciała. Mimo tej przemiany Jezus jest ciałem, można poczuć Go dotykiem, spożywa posiłki.

Gdyby było inaczej, nie byłby w pełni człowiekiem, bo my ciałem jesteśmy, a nie tylko je mamy. To zaś oznacza, że śmierć cielesna jest naprawdę wielkim złem: rozdziera ona naturalną jedność naszej natury, odbiera ludzkiemu duchowi naturalny dla niego sposób poznawania rzeczywistości, czyli właśnie za pośrednictwem ciała (rozumianego zarówno jako fizjologia, jak i procesy psychiczne – tak, w antropologii biblijnej psychika przynależy do ciała, nie do ducha), niejako konserwując go przez to w stanie, w jakim był w momencie śmierci. Zapewne tu leży powód tego, że zmarli w czyśćcu nie mogą sami sobie pomóc i potrzebują modlitwy Kościoła.

To, że ciałem jesteśmy, wskazuje również na to, jak wielkie błogosławieństwo przyniosło Misterium Paschalne Pana. Gdyby nie Jego ofiara i zmartwychwstanie, bylibyśmy skazani na bytowanie w tej kadłubkowej, połowicznej formie już na wieczność. Duch, którym jesteśmy, dąży do jedności z materią, w niej się wyraża i realizuje. Do tego cielesność będąca w harmonii z tym, co duchowe, nie stanowi przeszkody w zyskaniu pełnej jedności z Bogiem, czego dowodami są wcielenie Syna Bożego oraz wniebowzięcie Jego Matki.

Cała asceza jak krew w piach?

Tu rodzi się pytanie, czy w związku z tym cała tradycja ascetyczna i wszystkie pisma świętych mówiące o umartwianiu ciała, wręcz pogardzie dla niego, są do wyrzucenia? Zanim zaczniemy się bawić w palenie książek, spójrzmy na ideał, który chcieli osiągnąć najwięksi asceci, chociażby ojcowie pustyni. Jako główny motyw pojawia się tam dążenie do życia w pełni przemienionego (określanego mianem raju) już teraz, zanim przejdzie się przez granicę śmierci. Chodziło więc o osiągnięcie takiego panowania nad ciałem i psychiką, by były w pełni posłuszne duchowi, a więc ideałom Ewangelii. Mnisi, a potem wielcy asceci, zmagali się z sarks, pragnąc, by dzięki temu, a przede wszystkim dzięki łasce Bożej, stało się ono soma. To prawda, że niektóre z ich praktyk były skrajne, ale chociażby w Rozmowach z Ojcami Jana Kaspiana powraca motyw szacunku do cielesności i jej ograniczeń. Starzy mistrzowie wiedzieli, że możemy być zbawieni jedynie jako cieleśni.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 16/2025