Jak skończyć z drogowym barbarzyństwem na naszych drogach? Od długiego czasu stawiam to pytanie znajomym, którzy… pytają mnie o to samo. Zastanawiamy się, jak to możliwe w kraju wciąż jednak katolickim. Ale, zapytam podchwytliwie – czy aby na pewno? Jeśli w jeden tylko październikowy weekend na drogach giną 24 osoby, to trzeba pytać: gdzie my jesteśmy? Także jeśli chodzi o nasz katolicyzm.
Myślę przy tym, że sformułowanie „kraj katolicki” jest dość nieostre, umowne, no bo co w istocie oznacza? Jeśli autodeklarację – OK, wciąż jest to przytłaczająca większość. Gdyby wyznacznikiem miałyby być praktyki religijne, to już trzeba byłoby się zastanowić, bo wskaźniki spadają i to gwałtownie. A jeśli o „katolickości” społeczeństwa miałaby stanowić wierność nauczaniu Kościoła w odniesieniu do niektórych sfer życia, zwłaszcza do etyki seksualnej i relacji międzyludzkich, to pojawia się tu znak zapytania i to duży.
Nie chcę sugerować, że skoro postrzeganie norm moralnych w Polsce – zwłaszcza w najmłodszym pokoleniu – jest odrzucane lub, po prostu, niebrane pod uwagę, to znaczy, że Polska krajem katolickim nie jest. To zapewne bardziej skomplikowana sprawa, bo na szalę można położyć także szereg faktów, które dowodzą, że w Polsce katolicyzm ma się dobrze, bo przecież są tu żywe ogniska wiary, także wśród ludzi młodych, świadomych tego, w co i Komu wierzą, i przekuwających swoją wiarę w czyn.
A jednak wciąż nie daje mi spokoju myśl, że to, z czym mamy do czynienia na drogach, jest rodzajem antyświadectwa i tego, że traktujemy naszą wiarę jako coś „obok” nas. W minioną niedzielę słyszeliśmy w kościołach: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Tej samej niedzieli, o świcie, 20-latek w BMW wjeżdża w grupę sześciu osób, zabijając jedną z nich. Od miesięcy słyszymy w mediach doniesienia o tragicznych wypadkach i niewinnych ofiarach drogowych morderców. To adekwatne określenie, bo ich postępowanie można określić jako zabójstwa z premedytacją. Ale, nie łudźmy się, wkrótce w internecie pojawią się twarze kolejnych takich typów.
Z perspektywy ogólnoeuropejskiej zachowanie tutejszych kierowców musi budować przekonanie, że jesteśmy krajem drogowych barbarzyńców. Prawda jest taka, że jako kierowcy przestajemy być chrześcijanami. Polskie drogi ujawniają smutną prawdę o naskórkowości naszej wiary. Obawiam się, że jest to papierek lakmusowy ujawniający jej temperaturę, raczej letnią, pozbawioną odniesienia do realnego życia, nie tylko – to bardzo ważne – w odniesieniu do ruchu drogowego.
Można bowiem zapytać: czy przed i po zakończonej podróży jesteśmy innymi ludźmi? Czy te demony wstępują w nas tylko wtedy, gdy jesteśmy za kierownicą czy też po prostu w tych okolicznościach uaktywniają maksimum swoich ciemnych mocy? Chciałbym, żeby jakiś duszpasterz czy psycholog (choć pewnie trzeba by całego sztabu) odpowiedział na to pytanie i zdiagnozował nasze traumy – źródło, jak sądzę, tego drogowego piekła – i pokazał, gdzie szukać uzdrowienia i sposobów nawrócenia. Oby rychłego.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.














