Logo Przewdonik Katolicki

Ragtime, Chopin i dźwięki Etiopii

Natalia Budzyńska
fot. Materiały prasowe

Śpiewała i grała dla Haile Selassiego, jej życie splecione zostało z burzliwą historią Etiopii. Była wyzwoloną kobietą swoich czasów, mogła zrobić światową karierę, ale wstąpiła do klasztoru. Jej muzyka przeżywa renesans.

Kilka miesięcy dzieliło ją od setnych urodzin. Mieszkała w Jerozolimie i wciąż grała na pianinie i komponowała. Właśnie wtedy usłyszał jej muzykę cały świat za sprawą reklam takich gigantów sprzedażowych jak Amazon i Walmart. Wprawdzie już wcześniej amerykańska wytwórnia wydała jej płytę, o której Norah Jones powiedziała, że to najpiękniejsza rzecz, jaką słyszała, ale to oczywiste, że jej nazwisko znali tylko niektórzy. To była nisza. Popkultura upomniała się o jej twórczość nie tylko za sprawą wielkich sieci handlowych, ale także reżyserów, którzy wybrali jej muzykę do ścieżki dźwiękowej swoich filmów. Za życia wydała pięć płyt. Zmarła rok temu w wieku 99 lat. Szósty album ujrzał światło dzienne miesiąc temu. Souvenirs to zbiór pieśni nagranych przez nią samą na zwykły magnetofon w latach 1977–1985. Nie jest to produkcja wielkich koncernów, możemy być zaskoczeni amatorskimi nagraniami, w których jest zaskakująco dużo życia. Pianistka z klasycznym wykształceniem śpiewa proste i przejmujące piosenki, akompaniując sobie w rodzinnym domu w Addis Abebie. Możemy sobie wyobrazić otwarte okno w pokoju, bo chwilami słychać śpiew ptaka i wiele odgłosów zwykłego życia. Wokalistka nie ma wielkiego głosu, jej fortepian nie brzmi, piosenki są proste. A jednak coś jest w tej muzyce skomponowanej w niespokojnych politycznie czasach pięknej Etiopii.
O kim mowa? O Emahoy Tsegué-Maryam Guèbrou, etiopskiej zakonnicy, kobiecie o niezwykłym życiorysie, która zamiast robić światową karierę, wybrała klasztor. Jej muzyka to fascynujące połączenie inspiracji, wśród których żyła: Chopina, Debussy’ego, Duke’a Ellingtona i etiopskich melodii liturgicznych. W centrum błyszczącej złotem okładki płyty Souvenirs widzimy czarno-białe zdjęcie młodej ciemnoskórej kobiety z głową zakrytą jasnym zakonnym kapturem. To bardzo stare zdjęcie. Ta dziewczyna teraz rodzi się na nowo, jej twórczość przeżywa prawdziwy renesans, jej duchowość odpowiada na stan dzisiejszego świata.

Yewubdar
Tytuł Emahoy oraz imiona Tsegué-Maryam nosiła od 1944 r., od chwili wstąpienia do klasztoru. Urodziła się w 1923 r. w Addis Abebie jako Yewubdar Gebru, jej imię w języku amharskim (języku, jakim od kilku wieków posługiwał się królewski dwór etiopski, a potem rząd Etiopii oraz Etiopski Kościół Ortodoksyjny) oznacza „najpiękniejsza”. Pochodziła z bogatej rodziny, jej ojciec był dyplomatą i obracał się w kręgach zbliżonych do późniejszego cesarza Haile Selassie. Miała jedenaścioro rodzeństwa. Rezolutna sześciolatka została wysłana razem z siostrą do szkoły w Szwajcarii – były pierwszymi Etiopkami, które pobierały naukę za granicą. Zaczęła grać na skrzypcach i pianinie, a kiedy zobaczyła tam koncert niewidomego pianisty, nie mogła otrząsnąć się z wrażenia. W dokumencie BBC z 2016 r.
mówiła, że ten widok pozostał z nią na zawsze. „Potem zafascynowała mnie muzyka” – dodała. W 1933 r. wróciła do Etiopii, gdzie uczęszczała do szkoły średniej cesarzowej Menen. Po kilku latach spędzonych w Europie czuła się tu wyobcowana i samotna, więc, jak mówiła, wtedy właśnie pianino stało się jej przyjacielem. Wkrótce na Etiopię najechał Mussolini, a rodzina Gebru została wypędzona z kraju. Trzy lata trwała wojenna tułaczka, w czasie której zabito trzech braci Yewubdar, a rodzinę umieszczono w obozie jenieckim na wyspie Asinara, a później w Mercogliano niedaleko Neapolu. Po wojnie, kiedy Haile Selassie wrócił do władzy, dziewczyna dostała się do Kairu, aby pobierać naukę od przebywającego tam nadwornego skrzypka i dyrektora muzyki na dworze abisyńskiego cesarza. Tu pojawia się polski wątek. Aleksander Kontorowicz był polskim Żydem, pedagogiem i skrzypkiem z Wilna, który wyjechał z Polski z żoną w 1934 r. To pod jego kierunkiem Yewubdar przez wiele godzin dziennie grała Mozarta, Schuberta, Straussa, Beethovena i Chopina. Wrócili do Etiopii razem w 1944 r. Kontorowicza Haile Selassie mianował kierownikiem muzycznym cesarskiej gwardii, a Yewubdar pracowała jako jego asystentka i została zatrudniona w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Może również dlatego, że biegle znała kilka języków. Żyła pełnią życia, brylowała na dworze, obracała się w arystokratycznym środowisku, prowadziła samochód, wyprawiała się na konne wycieczki, tańczyła na balach, dawała koncerty. Czas przyspieszył, gdy pojawiła się możliwość studiów w Royal Academy of Music w Londynie. Niestety nie wydano jej wizy i stypendium przepadło. Dla Yewubdar muzyka była wszystkim, okazja nauki w Europie i występy w salach koncertowych wydawały się jej szczytem marzeń, a zamknięcie przed nią granicy – tragedią. Przeszła poważne załamanie, przestała jeść. W jej życiu duchowym zaszła zmiana: młoda kobieta (miała 22 lata) porzuciła świat i wstąpiła do klasztoru Guishen Maryam z V w., położonego niemal 500 kilometrów od Addis Abeby, 3 tysiące metrów nad poziomem morza. W tym niedostępnym przepięknym miejscu spędziła dekadę: „Zdjęłam buty i przez 10 lat chodziłam boso. Żadnych butów, żadnej muzyki, tylko modlitwa” – mówiła.

Emahoy Tsegué-Maryam
Piosenki z domowego archiwum opublikowane na płycie Souvenirs pochodzą z okresu Czerwonego Terroru w Etiopii. Kilka lat wcześniej cesarz pozwolił Emahoy Tsegué-Maryam wyjechać do Niemiec, kiedy pojawiła się możliwość nagrania tam płyty, z której dochód został przeznaczony na pomoc osieroconym dzieciom etiopskim. Album Spielt eigene Kompositionen został wznowiony w 2022 r.
Znajdują się na nim utwory, które Emahoy skomponowała po opuszczeniu klasztoru. Komunistyczne rządy Dergów, atakujące religię, spowodowały, że postanowiła uciec z kraju. Wyjechała do Jerozolimy, gdzie wstąpiła do klasztoru Debre Genet, należącego do Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego.
W 2017 r. odwiedziła ją brytyjska dziennikarka Kate Molleson, która pracowała nad radiowym dokumentem o niej. Zatytułowała go Honky Tonk Nun – honky tonk to rodzaj fortepianowej muzyki z elementami ragtime’u, popularnej w USA na początku XX w. Emahoy miała wtedy 94 lata. Mieszkała w malutkiej celi, w której oprócz łóżka stało pianino, ściany były udekorowane ikonami, portretem cesarza Haile Selassie, a wokół piętrzyły się stosy szpulowych taśm magnetofonowych i rękopisów. Zrobiło się o niej głośno dziesięć lat wcześniej, gdy wytwórnia płytowa Mississipi Records wydała jej płytę solową w ramach kultowej kolekcji Éthiopices. Połączenie klasycznej muzyki z bluesem i tonami prawosławnych pieśni liturgicznych oraz etiopskich religijnych melodii okazało się bardzo oryginalne. To był jej własny język muzyczny. Odnaleziony. Oszczędny i pełen spokoju.
W ciągu całego życia skomponowała ponad 150 utworów na fortepian, organy i zespół kameralny. Na archiwalnym albumie, wydanym miesiąc temu, znajduje się osiem niepublikowanych dotąd piosenek o miłości, wygnaniu i żałobie. „Moje serce nigdy nie przestało tęsknić za domem” – śpiewała w trudnych latach 70. XX w. W tle słychać śpiew ptaków, dźwięki życia, stuk wciskanego przycisku nagrywania. Śpiewa w języku amharskim, melancholijnie i niemal kontemplacyjnie.
Warto sięgnąć przy tej okazji do wydanych w ostatnich latach innych płyt Emahoy: Emahoy Tsegué-Maryam Guèbrou i Jerusalem. O jej muzyce tak mówiła Norah Jones: „po części Duke Ellington, po części blues, po części muzyka kościelna”. Emahoy Tsegué-Maryam grała do ostatnich chwil swojego życia. Zmarła i została pochowana rok temu w etiopskim kościele prawosławnym Kidane Mehret w Jerozolimie. Dochód ze sprzedaży jej płyt i partytur przeznaczony jest na edukację muzyczną sierot i dzieci z ubogich rodzin.

---

Souvenirs
Emahoy Tsegué-Maryam Guèbrou
Mississippi Records 2024

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki