Logo Przewdonik Katolicki

Przynależność daje szczęście

Weronika Frąckiewicz
il. Lidia Piasecka

Rozmowa z Blanką Wawrzkowicz o potrzebie samorozwoju rodzica, o karach, które mają krótkie nogi, i dyscyplinie mającej odmienne znaczenie.

Są tysiące koncepcji dotyczących wychowania dzieci, każda świadoma rodzina eksperymentuje z inną. Jak w tym wszystkim odnaleźć dobrą relację z dzieckiem, jak ona powinna wyglądać?
– Warto, aby rodzic zastanowił się najpierw, czy sam ze sobą ma dobrą relację. Dobrze, aby odpowiedział sobie na pytania: czy jestem świadomy swoich potrzeb, emocji, tego, co one mi komunikują. Aby dobrze prowadził dziecko, powinien zaspokoić swoje potrzeby, by posiadać zasoby, z których będzie mógł czerpać. Myślę, że można, a nawet warto mówić o dobrej relacji rodzica z dzieckiem, takiej, która satysfakcjonuje, rozwija, jest pełna szacunku, ale też luzu. Rodzic jest odpowiedzialny za modelowanie prawidłowych zachowań, dlatego powinien poświęcić czas, aby nauczyć dziecko właściwych postaw. Tymczasem w naszych relacjach pełno jest napięć i niewypowiedzianych potrzeb. Należy pamiętać, że dorosły niepoukładany nie równa się poukładane, czyli ,,grzeczne” dziecko. W dzisiejszym świecie mamy mnóstwo narzędzi, które mogą pomóc dokonać zmiany w nas samych, czasem wystarczy dobra pozycja literacka, która wzbudza refleksje. Praca nad sobą i działania wychowawcze z dzieckiem mogą przebiegać dwutorowo, nie jest tak, że ja muszę się najpierw ,,naprawić”, a potem zająć się prawidłowym wychowaniem dziecka. Gdy ja się rozwijam, automatycznie rzutuje to na wszystkie sfery mojego życia, również na wychowanie dziecka.
 
Dyscyplina kojarzy mi się z surowością, narzucaniem granic, wymagań. A z czym Pani, edukatorce pozytywnej dyscypliny, kojarzy się to słowo?
– Kiedy wracam do swojego myślenia sprzed mojego zaangażowania w pozytywną dyscyplinę (PD) – samo słowo również kojarzyło mi się z karą. Pamiętam sformułowania osób wypowiadających się o dzieciach z bliskiego otoczenia: ,,u mnie po tygodniu chodziłyby jak w zegarku”. Te zdania przewijają się w wielu rozmowach, w naszym społeczeństwie mnóstwo jest narracji przemocowej. Dyscyplina, mimo że większości z nas kojarzy się z karą, pochodzi z języka łacińskiego i oznacza uczyć, nauczać. Nie wiem skąd ten rozdźwięk między rzeczywistym a potocznym znaczeniem tego słowa. Dyscyplina rozumiana jako karanie nie buduje, nie okazuje szacunku, jest skupiona na przeszłości, czyli nie uczy, a rozlicza, upokarza. Jeżeli chcę ukarać dziecko, moją intencją jest to, by zapłaciło za swoje zachowanie. Dodatkowo, ze sposobu mojej reakcji płynie przekaz: ,,silniejszy ma rację i ma władzę”. Tego typu przekonanie pójdzie z dzieckiem w świat, a problemy z zachowaniem będą się mnożyć. Z kolei dyscyplina w rozumieniu nauczania skupia się właśnie na tym, czego ja w tej sytuacji mogę się nauczyć, jaka lekcja płynie z tego trudnego wydarzenia. Zamiast kary proponuje wspólne szukanie rozwiązań. Intencją takiego podejścia jest rozwój i uczenie się na błędach. PD wspiera rozwój kompetencji społecznych, a przede wszystkim jest skuteczna długofalowo.
 
Mam wrażenie, że mamy tak utrwalone to negatywne rozumienie dyscypliny w społeczeństwie, że zmiana może być szalenie trudna.
– Przede wszystkim potrzebny jest czas. Można posiedzieć trochę z tym tematem i zastanowić się, czy ja chcę takiego podejścia, czy chcę zmiany myślenia, czy ono jest bliskie mojemu sercu. Są osoby, które z różnych powodów nie chcą lub nie są gotowe, by przeskoczyć rozumienie pojęcia dyscypliny, i wciąż twierdzą, że tylko kary mają sens wychowawczy. Zazwyczaj w każdej grupie warsztatowej, którą prowadzę, jest osoba lub osoby, które nie przyjmują od razu innych niż dotychczas znane narzędzi wychowawczych, tkwiąc w przekonaniu, że tylko kary fizyczne mają moc ukształtować człowieka na dorosłe życie. Zmieniając nasze podejście do dyscypliny, możemy popełniać szereg błędów i to jest normalne. Warto zdobyć podstawową wiedzę na temat funkcjonowania mózgu, na temat tego, dlaczego reagujemy impulsywnie na konkretne zachowania. Zazwyczaj kary lub przemoc pojawiają się nagle, gdy tego nie planowaliśmy. Warto pamiętać i znaleźć potwierdzenie w swoim doświadczeniu, że ludzie nie rozwijają się szybciej i lepiej, kiedy cierpią. Często przekładam sobie sytuacje z dziećmi na siebie samą i na moje relacje z dorosłymi. Jeżeli ja nie pracuję lepiej, kiedy mój szef okazuje mi brak szacunku, karze mnie, odcina mi premię, jeśli to mnie nie motywuje, to tym bardziej nie działa to w rozwoju dzieci.
banerek-pod-teksty.png

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 35/2021, na stronie dostępna od 06.10.2021

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki