Logo Przewdonik Katolicki

Rozeznający Jezus

Dariusz Piórkowski SJ
Chrystus na pustyni, Iwan Kramskoj, 1872 r. fot. Wikipedia

Boska wiedza nie wlewała się szerokim strumieniem do Jego ludzkiego serca. Musiał szukać, pytać, mieć otwarte oczy i umysł, aby odkryć, co w danym momencie zrobić. A to znaczy, że był do nas bardzo podobny.

Nie jest bezzasadne pytanie o to, czy Jezus rozeznawał. A może wszystko było określone z góry, a On jedynie pasywnie wprowadzał wolę Ojca w życie? Czytając Ewangelię, musimy przyznać, że Jezus Chrystus pozostaje dla nas tajemnicą. Miał żywą świadomość tego, że jako człowiek jest Synem Ojca, przenikał ludzkie serca, posiadał zadziwiającą mądrość; przewidywał, co Go czeka i jaka jest Jego życiowa misja. Z drugiej strony Jezusa nie omijały próby zarówno ze strony diabła, jak i ludzi. Doznawał bólu i zmęczenia. Uczył się przez doświadczenie i cierpienie, ponieważ Jego człowieczeństwo nie zostało wchłonięte przez bóstwo. Jezus cieszył się pełną ludzką wolą. Kiedy modlił się w Ogrójcu, wyraził przed Ojcem swoje własne pragnienie życia i lęk przed okrucieństwem, ale dodał: „Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie” (Łk 23, 42). 

Kim On jest
Katechizm Kościoła przypomina, że ludzkie poznanie Jezusa jako takie nie mogło być nieograniczone (KKK, 472). Nie wiedział wszystkiego. Musiał zdobywać wiadomości na podobnej zasadzie jak każdy człowiek, czyli przez zmysły, refleksję, stopniowo, ucząc się także od innych. Co więcej, św. Jan przytacza słowa Jezusa: „Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał” (J 5, 30). Stwierdza więc wyraźnie, że wprawdzie ma swoją wolę, ale szuka nieustannie woli Ojca i chce ją wypełniać. W Jezusie nie dochodziło do niezgodności między Jego ludzką wolą a wolą Ojca, ale to nie znaczy, że we wszystkim wola Ojca była dla Niego podana jak na tacy. Jezusowi boska wiedza nie wlewała się szerokim strumieniem do Jego ludzkiego serca. Musiał szukać, pytać, mieć otwarte oczy i umysł, aby odkryć, co w danym momencie zrobić, kogo uzdrowić, dokąd pójść. Podejmował różne decyzje w sposób wolny, odpowiadając na to, co usłyszał od Ojca, na sposób właściwy nam ludziom. Bez wątpienia Jezusowi było łatwiej w tym sensie, że Jego kontaktu z Ojcem nie zaburzała ciemność, grzech i brak wewnętrznej wolności, ale jako pielgrzym szedł tą samą drogą, którą idziemy także i my. Zwróćmy uwagę na trzy przykłady z życia Jezusa, które, moim zdaniem, ukazują Go jako osobę rozeznającą, czyli rozpoznającą mowę Ojca w konkretnych sytuacjach. Dzięki temu łatwiej będzie zrozumieć, do czego zaproszeni jesteśmy także i my jako uczniowie Pana.

Jakby sam sobie przeczył
Rzecz dzieje się w Kafarnaum. Po całym dniu nauczania, a wieczorem uzdrawiania, z samego rana Jezus „udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił” (Mk 1, 35). Gdy ewangeliści wspominają o Jego modlitwie, zwykle dzieje się coś ważnego. Gdy podekscytowani uczniowie na czele z Piotrem odnajdują Mistrza, chcą Go sprowadzić pospiesznie do miasteczka, ponieważ jeszcze wiele osób czekało na cud. I co słyszą z ust Jezusa? „Pójdźmy gdzie indziej (…), abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem” (Mk 1, 38). Jakież zdziwienie musiało odmalować się na twarzach apostołów, gdy tylko spotkali się z taką grzeczną odmową. Co pomyśleli sobie zdesperowani mieszkańcy? Może uzdrawiać i czynić tyle dobra, a On idzie sobie gdzie indziej? Modlitwa stała się dla Jezusa chwilą rozeznania różnych impulsów do działania i utwierdzenia się w tym, co jest Jego zasadniczą misją. Właśnie w ciszy i samotności ponownie uznał, być może na przekór pokusie, że Jego priorytetem, a więc wolą Ojca, jest najpierw głoszenie Słowa, a nie samo eliminowanie chorób z życia ludzi. Kto wie, czy w głowach Galilejczyków nie zrodził się już pomysł, by w Kafarnaum stworzyć lokalne centrum uzdrawiania. Sam Jezus wyczuł, że nie tędy droga, chociaż cóż złego w uwalnianiu ludzi od rozmaitych dolegliwości? Nic. Jednak skupienie się na tej formie działalności właśnie w tej chwili zawęziłoby misję Jezusa, stanęłoby w poprzek planu Ojca. Podczas modlitwy Chrystus dokonuje wyboru nie między uzdrawianiem a nauczaniem w ogóle, ale między jednym dobrem a drugim w konkretnym miejscu i czasie. Uwyraźnia sobie kierunek, aby nie zboczyć z obranego wcześniej kursu. Nie tylko w czasie kuszenia przez szatana Jezus musiał się mocno trzymać boskiej wizji bycia Mesjaszem. 
Nie minęło jednak zbyt wiele czasu, gdy podczas drogi nagle zbliżył się do Niego trędowaty, błagając o przywrócenie zdrowia. Czytamy, że Jezus „zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: „Chcę, bądź oczyszczony” (Mk 1, 41). Dlaczego Jezus to zrobił? Przecież dopiero co oświadczył, że odtąd skupi się na nauczaniu. Czy nie przeczy sam sobie? Co skłoniło Go do uczynienia kolejnego znaku? 

Pozornie niespójny
Nieprzypadkowa jest ta sekwencja etapów w opisie cudu. Na widok nieszczęśnika Jezus odczuł wewnętrzne poruszenie, czyli współczucie. Greckie wyrażenie „splanchnidzo” dosłownie oznacza „poruszenie wnętrzności”. Potem nastąpił fizyczny kontakt, a na samym końcu padły słowa. To prawdziwie ludzkie uczucie stało się dla Jezusa sygnałem, że należy pozytywnie odpowiedzieć na wołanie chorego. 
Zwróćmy uwagę, że Ojciec przemówił do Niego zarówno przez człowieka, którego napotkał, jak i przez człowieczeństwo Jezusa. Cóż bardziej ludzkiego i boskiego od wzruszenia w obliczu cierpienia brata lub siostry? Chrystus nie uzdrowił trędowatego dlatego, że tak nakazywało Mu prawo albo nagle usłyszał w duszy tajemniczy głos Ojca. Ten czyn wziął początek z wnętrza, z ludzkiego serca Jezusa, a uczucie pojawiło się jak echo uderzonego dzwonu. Zresztą ten schemat powtarza się wielokrotnie w Ewangeliach. Rozeznawanie woli Bożej zakłada pewną elastyczność, tak, nawet zmienność, co z zewnątrz wydaje się niespójne i niekonsekwentne. Dlatego sztywna wierność literze prawa, choć pozornie poprawna, zamyka na działanie Ducha i pomija to, że życie jest drogą, pełną niespodzianek i sytuacji, których nie sposób zmieścić w kodeksach prawnych.

Ukryte działanie Ojca
Jezus często uzasadniał swoje działania i odczytywał wolę Ojca, interpretując Pismo Święte. Właściwie nigdy nie powoływał się na swój własny autorytet. Kiedy uczniowie w szabat łuskali kłosy i jedli zboże, na pytanie oburzonych faryzeuszów, Jezus wcale nie odpowiada, że to On kazał tak robić apostołom. I basta. Przeciwnie, sami uczniowie postąpili podobnie jak Dawid z towarzyszami w Drugiej Księdze Samuela, kiedy będąc głodnym, zjadł chleby pokładne z ołtarza, chociaż prawo nie zezwalało Mu na takie posunięcie (Por. Mk 2, 25–26). Jednak i od zasady wierności Pismom, które wskazywały wolę Ojca, Jezus stosował wyjątki. Słuchał żywej mowy Ojca. Kiedy na terenach pogańskich przyszła do Niego kobieta kananejska i błagała o wyrzucenie z jej córki złego ducha, Jezus początkowo milczał. Gdy kobieta dalej nalegała, oznajmił jej, że jest posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela (Por. Mt 15, 24). Odmowę oparł na swojej interpretacji zapowiedzi proroków. Jezus doszedł do wniosku, że najpierw wiarę należy wzbudzić w Izraelu, który następnie przyciągnie do Boga wszystkie narody. Jednak pod wpływem natarczywości Kananejki i jej ogromnej wiary, co zdziwiło nawet samego Jezusa, wyszedł poza swoje dotychczasowe rozumienie Pism, uczynił ustępstwo od zasady i uzdrowił jej opętane dziecko. Czyż nie powinien być bardziej stanowczy i nie odstępować ani o krok od tego, co mówi Pismo? A jednak w wierze poganki, co dla Żyda było nie do pomyślenia, Jezus rozpoznał również ukryte działanie Ojca, podobnie jak nieco wcześniej w Kanie Galilejskiej wiara Jego Matki skłoniła Go do uczynienia pierwszego znaku. Kiedy po zmartwychwstaniu zwraca się do uczniów, każe im iść na cały świat i głosić Ewangelię wszystkim. 

Ewangelie rysują obraz Jezusa, który szukał woli Ojca w Piśmie Świętym i na modlitwie. Nie zasklepił się jednak w literalnej wierności Słowu. Żył jego duchem. Ten sam Ojciec nieustannie działał w różnych wydarzeniach, w drugim człowieku, poruszał najgłębsze i najbardziej czułe struny człowieczeństwa w Jezusie. Dlatego Chrystus potrafił szybko reagować na zaistniałe potrzeby, które pośrednio były głosem Ojca, a przy tym nie rezygnował z priorytetów i nie zmieniał ważnych decyzji, które wcześniej podjął. 

Czym jest duchowe rozeznawanie
Cykl artykułów wprowadzających w Rok Amoris laetitia

Często nie wiemy, co robić, co wybierać, którą drogą pójść, aby rzeczywiście wypełniać w swoim życiu wolę Boga.  Jako chrześcijanie wierzymy, że Bóg nie mieszka gdzieś w odległym „niebie”, lecz ciągle pracuje dla naszego dobra w tym świecie. Bóg nadal przez swego Ducha komunikuje się z każdym z nas. Łagodnie, nie łamiąc naszej wolności, podpowiada nam przez wewnętrzne poruszenia, sumienie, wydarzenia i znaki, a także przez innych ludzi, co dla nas jest najlepsze i jak mamy wypełnić nasze powołanie. Bożym darem, dzięki któremu możemy odczytać i zinterpretować tę boską mowę, jest w Kościele rozeznawanie duchowe. Przez najbliższe tygodnie spróbuję przedstawić jego podstawy, a także „jak to się robi”, opierając się na Biblii oraz doświadczeniu św. Ignacego Loyoli.

Dariusz Piórkowski SJ

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki