Nadzieja i sąd Boga

Podczas każdej Eucharystii modlimy się, abyśmy „pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Pana”. Jeśli więc chrześcijanin, myśląc o sądzie Boga, czuje strach przed karą, to być może jest to jedna z największych porażek Kościoła.
Czyta się kilka minut
Sąd Ostateczny – fragment tryptyku Hansa Memlinga 1467–1471 r., fot. wikipedia
Sąd Ostateczny – fragment tryptyku Hansa Memlinga 1467–1471 r., fot. wikipedia

Nadzieja chrześcijańska zaczyna się w przeszłości, działa w teraźniejszości i osiągnie swój cel w przyszłości. I zawsze jej źródłem jest działanie Boga, który pozostaje wierny swoim obietnicom i przymierzu. Jednym z etapów tego spełnienia będzie sąd Boga nad wierzącymi i nad całym światem. Na myśl o sądzie wielu chrześcijan przenika strach. Można jednak odnieść wrażenie, że za tym strachem nie kryje się Bóg, lecz wymagania, które teraz wydają się człowiekowi zbyt surowe i ponad siły, gdy słyszy ciągle tylko o moralności i „osiąganiu” zbawienia, bez prawdziwej nadziei, która zakłada, że opieramy się nie na naszych siłach, ale na pomocy łaski Ducha Świętego (por. KKK 1817). Ta łaska obejmuje także miłosierdzie, współczucie i wzgląd na ludzką słabość, wszak Bóg wie, z czegośmy powstali. Często tym sędzią, którego się obawiamy, jest raczej superego, wewnętrzny krytyk, który zajął w sercu miejsce Boga. To taka psychiczno-moralna instancja w człowieku, która jest uwewnętrznionym rodzicem czy jakimkolwiek innym zewnętrznym autorytetem. Do działania motywuje nas wtedy nie tyle samo dobro, ile strach przed utratą miłości, względów, opieki albo chęć zaskarbienia sobie większej miłości, troski i przychylności dzięki naszym staraniom. Pierwszym celem nadziei na tej ziemi jest oczyszczenie naszego serca z „powstałych w naszej historii osobistej i kulturowej wyobrażeń ojca lub matki, które wpływają na naszą relację do Boga” (KKK 2779). Jak łatwo pomylić nam własnego rodzica: ojca lub matkę z Bogiem! To nie jest psychologizacja wiary, lecz konsekwencja Wcielenia. Wszystko bowiem otrzymujemy w tym świecie w formie zaczątkowej od innych ludzi. Także podstawy wiary i nasze postrzeganie Boga.

Ujawni to, co ukryte

Czym więc jest sąd Boga, który czeka nas na końcu życia lub całego świata? Św. Paweł pisze, że jego częścią będzie ujawnienie tego, co przed światem i naszymi oczami pozostało ukryte: „Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale (Kol 3, 3–4). Bóg działa teraz w naszym wnętrzu. Czasem wydaje nam się, że nie przynosimy żadnych owoców. Ale być może niektórych z nich nie widzimy, ponieważ nie dojrzała w nas jeszcze pokora i cnota wdzięczności.

W Liście do Rzymian apostoł także pisze o sądzie Boga, aby ostrzec adresatów listu przed potępianiem i osądzaniem braci i sióstr. Można więc powiedzieć: przed Bogiem będziemy odpowiadać najpierw za wyrokowanie na temat serca bliźnich, ich ukrytych intencji i motywów, których często nie znamy, ale wydaje nam się, że przenikamy ich wnętrza: „Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga. Napisane jest bowiem: Na moje życie – mówi Pan – przede Mną klęknie wszelkie kolano, a każdy język wielbić będzie Boga. Tak więc każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu” (Rz 14, 10–12). Ciekawe, że Paweł cytuje tutaj słowa proroka Izajasza, który zapowiada, że każdy uzna Boga za Boga i będzie Go wielbić. W dokładnie tym samym tonie Paweł pisze w Liście do Filipian o wywyższeniu Chrystusa, aby zgięło się przed Nim każde kolano wszelkich istot i aby całe stworzenie uznało Go za Pana, czyli Boga. W obu przypadkach nie może być mowy o potępionych, którzy przymuszeni i tak nie będą mieli wyjścia i uklękną przed Bogiem, bo uwielbienie Boga i uznanie Go swym Panem na pewno byłoby im nie po drodze.

Sądzeni z miłości przez Miłość

Święty Jan od Krzyża pisał, że „pod wieczór życia będą cię sądzić z miłości”. I trzeba koniecznie dodać: przez Miłość, i to niewyobrażalną dla nas i nieskończoną. Nie powinniśmy się więc bać Boga, który rzekomo miałby nas potępić i wysłać do piekła. Znamienne, że św. Jan nie wspomina tutaj o naszych grzechach, lecz o miłości. Bo mistycy koncentrują się na miłości. Istotne w życiu jest to, jak wiele jej przyjęliśmy i przekazaliśmy innym dalej.

Kiedy Katechizm omawia sąd ostateczny, przypomina, że podczas niego „zostanie ujawniona prawda o relacji każdego człowieka z Bogiem”, a także „to, co każdy uczynił dobrego, i to czego zaniechał w czasie swego ziemskiego życia, łącznie z wszystkimi tego konsekwencjami” (por. KKK 1039). Znowu nie ma mowy wprost o grzechu, chociaż zaniedbanie dobra niesie dla życia osobistego i innych ludzi poważne skutki. Po co więc najpierw potrzebny jest sąd, i ten szczegółowy zaraz po śmierci, i ten ostateczny dla wszystkich narodów? Żebyśmy poznali pełną prawdę o sobie. Być może w końcu na sądzie zobaczymy, jak bardzo Bóg był blisko nas, ale nie mieliśmy takiej świadomości. Rozsypią się wszystkie kłamstwa i półprawdy na temat Boga, które pielęgnowaliśmy w sobie. Sąd Boży nie polega najpierw, albo wyłącznie, na uprzytomnieniu nam grzechów. Podobnie jak sumienie, które „osądza konkretne wybory, aprobując te, które są dobre, i potępiając te, które są złe” (KKK 1777), sąd Boga skupiać się będzie najpierw na dobrych wyborach. O sądzie Boga potocznie myślimy często tak jak o sumieniu. Gdyby zapytać ludzi w sondzie ulicznej z czym kojarzy im się sumienie, większość prawdopodobnie odpowiedziałaby, że z wyrzutami sumienia. Tak się dzieje na skutek związania sumienia przede wszystkim ze spowiedzią i grzechami. A przecież sumienie najpierw chwali człowieka za dobro, którego dokonał. Pociąga i motywuje do dobra. Żaden człowiek nie będzie potępiony za jego słabości, nawet nie za to, że odrzucił nieprawdziwy obraz Boga, który ktoś mu wtłoczył do głowy, ale z tego, co mógł uczynić, a nie uczynił.

Straszenie sądem to wyraz bezsilności

Jak często w historii Kościoła „używaliśmy” sądu Boga, aby zmusić ludzi do posłuszeństwa. Jeśli, jak pisałem, celem chrześcijańskiej drogi wiary jest upodobnienie do Boga, do kochającego, to jak można stawać się miłością za pomocą strachu? Święty Jan pisze wyraźnie: „w miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą” (1 J 4, 18). Nie ma tu mowy o bojaźni, lecz o lęku. Często straszenie wiernych sądem Bożym było i jest wyrazem bezsilności wobec miłości, która nie przymusza, nie manipuluje, nie straszy. A my potrzebujemy szybkich owoców, i to widzialnych. Bóg nie żąda wzajemności od człowieka, przykładając mu wpierw pistolet do głowy. Posłuszeństwo ze strachu jest zawsze zewnętrzne, fasadowe. Apostoł pisze, że strach przed Bogiem to znak, że nasza miłość nie jest jeszcze pełna, jeszcze nie zostaliśmy nią napełnieni. Tak naprawdę wszystkie nasze lęki biorą się z braku miłości. Adam i Ewa wystraszyli się Boga, ponieważ sądzili, że już ich nie kocha, już do nich nie przyjdzie. I właściwie na tym polegała śmierć, która miała nastąpić, gdy zerwą owoc z drzewa poznania dobra i zła.

Wielkie zdziwienie

W ewangelicznej scenie sądu ostatecznego wspólnym przeżyciem wszystkich narodów zgromadzonych przed Królem jest zdziwienie. Jedni byli nieświadomi, że czynili jakieś szczególne dobro, w dodatku samemu Królowi, a drudzy byli nieświadomi tego, czego nie uczynili. Być może Jezus daje nam tutaj pewną ciekawą wskazówkę: na sądzie odsłoni się to, o czym nie mieliśmy pojęcia, zobaczymy wiele dobra, które Bóg przez nas zdziałał. I będziemy zdziwieni, bo Bóg otworzy nam oczy, aby widzieć Jego dzieła w nas. Ale na tym samym sądzie zobaczymy w naszym życiu zło, którego również nie dostrzegaliśmy. Przeciwnie, wydawało nam się, że inne grzechy, z którymi nawet próbowaliśmy walczyć, były największą przeszkodą w naszym życiu wiary. Jednak to, co nam się wydawało niczym szczególnym, będzie wielkim w oczach Boga, a to, co braliśmy za grzech i największe zło w życiu, może nimi wcale nie były. W końcu zobaczymy pełną prawdę o sobie.

Usuwa strach

Podczas każdej Eucharystii modlimy się, abyśmy „pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Pana”, a w prefacji adwentowej jest zachęta do oczekiwania na obiecane dary z ufnością. Jeśli więc chrześcijanin, myśląc o sądzie Boga, czuje strach przed karą, to być może jest to jedna z największych porażek Kościoła. Nadzieja chrześcijańska usuwa z serca strach, budzi ufność, nawet wtedy, gdy z powodu ludzkiej słabości upadamy, ale Bóg jest większy od naszego grzechu i naszego serca.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 50/2025