Wiara podtrzymywana przez nadzieję

Katechizm Kościoła uczy, że wiara „powinna być podtrzymywana przez nadzieję”. To nie przypadek, że w ostatnich latach już dwaj papieże zwrócili uwagę na rolę nadziei w życiu chrześcijańskim.
Czyta się kilka minut
Pielgrzym w geście czci przy Drzwiach Świętych otwartych przez papieża Franciszka na rozpoczęcie Roku Jubileuszowego, Watykan,  24 grudnia 2024 r. fot. Massimo Valicchia/Getty Images
Pielgrzym w geście czci przy Drzwiach Świętych otwartych przez papieża Franciszka na rozpoczęcie Roku Jubileuszowego, Watykan,  24 grudnia 2024 r. fot. Massimo Valicchia/Getty Images

Najpierw Benedykt XVI w pięknej encyklice Spes salvi głęboko i w świetle Pisma Świętego i Tradycji przypomina, jak wiele poziomów mieści się w chrześcijańskiej nadziei. Papież Franciszek ogłosił Rok Jubileuszowy Odkupienia, czyniąc nadzieję jego głównym przesłaniem. Czy to znaczy, że zamazał nam się sens nadziei albo już nie wiemy, czym ona jest? Czy nie jest to jedna z wielu istotnych prawd naszej wiary, którą na nowo należy objaśniać w naszych czasach, ponieważ słowo to mylimy z jego potocznym użytkiem w języku i kulturze? Być może.

Mam nadzieję, czyli co?

Trzeba powiedzieć, że chrześcijańską nadzieję wiąże coś z optymizmem czy nawet z nastawieniem na dobry efekt jakiegoś ludzkiego działania, ale równocześnie je przekracza. Gdyby ktoś zapytał mnie, dlaczego kupiłem kupon Lotto, zapewne odpowiedziałbym, że mam nadzieję na wygraną. Niestety to życzeniowe myślenie, przeniknięte wprawdzie tym, że spodziewam się jakiegoś dobra dla siebie lub innych, ale nie jest to nadzieja w znaczeniu biblijnym. O tym, czy cokolwiek wygram, decyduje w pewnym sensie przypadek bądź los, skoro mówimy o grze losowej. Moja nadzieja na wzrost środków na koncie kryje się w marzeniu, które chciałbym zrealizować, ale nie mam najmniejszej pewności, że tak się stanie, ani siły sprawczej, by tak się stało. O takiej to nadziei powiadali starożytni, kiedy twierdzili, że jest ona matką głupców. Gdy jednak, patrząc na moje zdolności i wytrwałą pracę, powiem, że mam nadzieję na ukończenie rozpoczętych studiów, pisanej książki czy owoce i warzywa na zadbanym przeze mnie ogródku, to już nie poruszam się w sferze czystych marzeń. Tutaj opieram się na Bożych darach, które w różnym stopniu otrzymują wszyscy ludzie, gdy pojawiają się na ziemi. Ale gdy złodziej ma nadzieję, czyli kieruje się pewnym pozorem dobra, że uda mu się obrabować dom lub bank, jest wtedy bardzo daleki od nadziei chrześcijańskiej, która nikogo nie krzywdzi, by dowieść swej prawdziwości.

Nadzieja chrześcijańska jest nade wszystko ukierunkowana na dobro. Nie leży w sferze ludzkich marzeń i myśli, ponieważ jest już faktem, rzeczywistością, w której mamy udział. Nasza nadzieja już w Chrystusie dokonała się w przeszłości i teraz karmi nas i podtrzymuje w pielgrzymce wiary, aby kiedyś osiągnęła ostateczne spełnienie. Ta nadzieja jest już uczestnictwem w tym, czego naprawdę pragnie ludzkie serce, choć często nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy: w życiu z Bogiem. Odwołując się do wspomnianej gry losowej, można powiedzieć, że nadzieja „nie może zawieść”, ponieważ już czeka na nas ogromna wygrana. Nie stoi za tym ani przypadek, ani kaprys, lecz działanie i dar Boga. Benedykt XVI w encyklice Spes salvi pisze, że dzięki wierze wszystko to, co będzie naszym udziałem po śmierci, jest już obecne w zalążku na tej ziemi. Podstawą chrześcijańskiej nadziei jest to, co Bóg już uczynił dla nas w Chrystusie Jezusie i co ciągle dla nas czyni. A więc nie to, co dopiero może kiedyś się stanie, ale to, co się już stało, na czym możemy się śmiało oprzeć.

Zapominamy czasem, że wiara, nadzieja i miłość to trzy cnoty i zarazem siostry teologalne, czyli wlane do naszego serca przez Ducha Świętego, są jak małe sadzonki podarowane na początku drogi wiary. Są fundamentem, na którym opiera się nasze dalsze wzrastanie w miłości. Nadzieja również wymaga troski, czerpania życia i miłości z liturgii, słowa Bożego i modlitwy.

Eucharystia, zadatek przyszłej chwały

Popatrzmy najpierw na mszę świętą, która ożywia i karmi nieustannie naszą nadzieję, przez to, że jest już dotknięciem i kosztowaniem życia wiecznego. Być może czasem nie zwracamy na to uwagi, ale najbardziej nadzieja dzieje się podczas Eucharystii, gdy wszelkie modlitwy do Ojca celebrans kończy zwrotem: „Przez Chrystusa, Pana naszego”. Odwołujemy się do Chrystusa, który nie tylko jest naszym Panem, ale i Bratem człowiekiem. Z tego powodu zostaliśmy włączeni, albo jak mówi rytuał chrztu świętego, wszczepieni w Chrystusa – jedynego Pośrednika między Bogiem i ludźmi. Dlatego Kościół powołuje się na Chrystusa, bo tylko dzięki Niemu dary Boże są udzielane ludziom.

Św. Augustyn  w traktacie Przeciw Faustusowi, komentując Pawłowe zdanie: „W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni”(Rz 8, 24), pisze tak: „Św. Paweł tutaj nie powiedział: ‘będziemy zbawieni’, lecz ‘już jesteśmy zbawieni’, oczywiście jeszcze nie w rzeczywistości, ale w nadziei (…) Mamy nadzieję w Chrystusie, bo w Nim już się dokonało to, czego spodziewamy się jako nam obiecanego”. A w kazaniu 157 dodaje: „Jeszcze nie widzimy, na co mamy nadzieję. Ale jesteśmy Ciałem owej Głowy, w której już jest dokonane to, na co mamy nadzieję”. Biskup Hippony przywołuje tutaj niesamowitą prawdę wypływającą z wcielenia i zmartwychwstania Chrystusa: wszyscy tworzymy Ciało Chrystusa. To jest najgłębszy powód, dla którego gromadzimy się na Eucharystii i możemy w niej uczestniczyć, abyśmy dzięki Ofierze i komunii świętej, która jest pokarmem nadziei, osiągali powoli pełne podobieństwo do Chrystusa, naszej Głowy. Przypomina o tym wyraźnie Prefacja o Wniebowstąpieniu: „On jako nasza Głowa wyprzedził nas do niebieskiej Ojczyzny, aby umocnić naszą nadzieję, że jako członki Mistycznego Ciała również tam wejdziemy”.

Kiedy celebrans po ofiarowaniu darów wzywa nas, abyśmy wznieśli w górę serca, wstajemy i w postawie stojącej słuchamy w Prefacji o tym, czego Bóg dokonał już w historii. W ten sposób przez wspominanie i dziękczynienie umacniamy naszą nadzieję, że skoro Bóg tyle już dla nas uczynił, i to bez najmniejszego wysiłku z naszej strony, to dlaczego kiedykolwiek miałby się wycofać i obrócić przeciwko nam?

To chrześcijańska nadzieja sprawia, że nie prosimy dla zmarłych i dla siebie o zbawienie dopiero po śmierci, lecz o jego dopełnienie, ponieważ zaczęło się ono już z chwilą naszego narodzenia i chrztu świętego. Gdyby życie wieczne nie zaczynało się już teraz, nasza wiara w Boga okazałaby się daremna. Nie błagamy Boga, aby nas nagrodził za dobre życie. Prosimy, aby Bóg nas, synów i córki Ojca, braci i siostry Chrystusa, świątynie Ducha Świętego, przygotował do przyjęcia obiecanego nam dziedzictwa. Właśnie to słowo, związane z przepisaniem majątku dzieciom lub innym osobom, wskazuje wyraźnie, że nie mamy tutaj do czynienia z nagrodą w potocznym znaczeniu tego słowa. Dziedzictwo jest zawsze darem, przekazywanym tylko dlatego, że ktoś jest w bliskiej relacji z obdarowanym.

Modlitwa szkołą nadziei

Święty Tomasz z Akwinu pisze, że to nadzieja pobudza nas do odmawiania modlitwy Ojcze nasz, zarówno podczas liturgii, jak i poza nią. Wierzymy bowiem, że „Ojciec nasz wie, czego nam potrzeba”. Nie wymaga ofiar i przebłagań, aby nam dać to, co konieczne do życia teraz i w wieczności. Oczekuje jedynie ufności, że jest Ojcem pełnym troski i miłości. Także wtedy, gdy prosimy Pana o wybawienie nas od wszelkiego zła, grzechu i zamętu, za każdym razem uprzytamniamy sobie, co jest wrogiem naszej nadziei i co próbuje nam jej uszczuplić lub zabrać, abyśmy nie oczekiwali na przyjście Pana „pełni nadziei”. A czyż przyjmowana przez nas komunia święta, nazywana w modlitwach liturgicznych zadatkiem, przedsmakiem, uczestnictwem w życiu Boga, który w ten sposób wyciąga do nas ręce spoza zasłony wieczności i nas obejmuje, nie jest żywą nadzieją, która w ten sposób utwierdza naszą wiarę i miłość?

Ostatecznie za naszą nadzieją stoi wierna miłość Boga, która biblijnie rzecz ujmując, nazwana jest Bożą sprawiedliwością. Wcale nie polega ona na nagradzaniu lub karaniu według zasług, lecz jest wiernością Boga wobec wypowiedzianego przez Niego Słowa. Pięknie i obrazowo przedstawia sprawiedliwość Boga prorok Izajasz: „Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa”(Iz 55, 10–11).

To zapowiedziane Słowo już się wcieliło, już wypełniło to, co Bóg obiecał, do tego stopnia, że to „nowe przymierze jest tak mocne, że nic nie może go złamać” (Prefacja o tajemnicy pojednania). Ta nadzieja zawiera się w słowach Jezusa, który odpowiada na pytanie zalęknionych uczniów o możliwość zbawienia: „Dla ludzi to niemożliwe, ale dla Boga wszystko jest możliwe”. Joseph Ratzinger pisze, że „we wspólnocie z Jezusem nawet wielbłąd przechodzi przez ucho igielne”. Św. Paweł, który w pewnych momentach całkowicie daje się ponieść natchnieniu Ducha, pisze najpierw, że „żadne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8, 39), chociaż będzie próbowało, w tym my sami, bo Bóg spełni to, co obiecał. A w kolejnym uniesieniu stwierdza, że „jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni” (1 Kor 15, 22). „Wszyscy” nie są tutaj zawężeni tylko do tych, którzy przyjmą Chrystusa. Po prostu chodzi tu o wszystkich, podobnie jak wszyscy ludzie, a nie tylko niektórzy, siłami naturalnymi nie mogą dojść do Boga. Jak to się stanie, przy uszanowaniu ludzkiej wolności, patrząc na tak wielką różnorodność kultur i religii w świecie, w jaki sposób Bóg ostatecznie zwycięży także w sercach wszystkich ludzi, które teraz wydają się pełne sprzeczności, oporu i słabości, tego rzeczywiście nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Ale chrześcijańska nadzieja oparta na Słowie Chrystusa uczy nas, że Bóg już widzi ten koniec, którego źródłem i zarazem początkiem są Jego słowa wypowiedziane na początku, w chwili stworzenia świata i człowieka.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 48/2025