Logo Przewdonik Katolicki

Gdy umierają bogowie

Hubert Ossowski
fot. Samir Jana/Hindustan Times-Getty Images

Całe życie mijał rywali, momentami wręcz ośmieszał. Zdobył mistrzostwo świata, puchary krajowe i kontynentalne. Był jednym z największych, jeśli nie największym, w historii futbolu. 

Odkryłem, że Diego to jedno, a Maradona – drugie. Diego był niepewny siebie. Wspaniały chłopak. Maradona to postać, którą wymyślił na potrzeby piłki nożnej i mediów. Maradona nie mógł okazywać słabości. Raz powiedziałem mu, że za Diego poszedłbym na koniec świata, za Maradoną ani o krok” – te słowa Fernando Signoriniego najlepiej oddają, jaki był Diego Maradona. Całe życie Argentyńczyka toczyło się w blasku jupiterów, fleszy i przy nieustannym zainteresowaniu innych. Najpierw Argentyńczycy, a później mieszkańcy Neapolu, potrzebowali Maradony i tego, co im dawał. Choć jedyne, czego on chciał, to spokój, by móc cieszyć się piłką. Całe życie przekonywał, że Maradona (zwykł mówić o sobie w trzeciej osobie) nie jest maszyną do uszczęśliwiania ludzi.

Pibe
Były argentyński piłkarz i trener, César Luis Menotti, powiedział kiedyś, że futbol jest cudowną wymówką, by być szczęśliwym. W Argentynie piłka nożna była sportem dla niższych klas społecznych. Urodzony w 1960 r. Diego Armando Maradona, syn pracownika fabryki mączki kostnej i pomocnicy domowej, pierwszą futbolówkę dostał w wieku trzech lat. Dorastał w domu, który przypominał szałas. Brakowało w nim prądu i bieżącej wody. Po latach przyznawał, że to właśnie dzieciństwo w slumsach Buenos Aires, Villa Fiorito, ukształtowało go i zmusiło do nauki vivezy – połączenia bystrości, sprytu i przebiegłości, które było niezbędne, by poradzić sobie w życiu.
Był dumny ze swojego pochodzenia. Uosabiał termin pibe, określenie ukute przez Borocotó, który proponował wznieść pomnik wynalazcy dryblingu. Miał on przedstawiać urwisa o brudnej twarzy, rozczochranych włosach, psotnym spojrzeniu i bezczelnym uśmiechu. Pibe miał pochodzić z biednego barrio. Nosić połatane spodnie i dziurawą koszulę, mieć zdarte kolana. Jego nieodłącznym atrybutem miała być szmaciana piłka. Po latach Argentyńczycy zrozumieli, że te kryteria najlepiej spełnia Diego Maradona.
Z dzieciństwem Maradony związane są liczne opowieści. Jedna z nich wracała do Argentyńczyka przez całe życie, zwłaszcza w okresie, gdy zmagał się z depresją. W wieku trzech lat Diego wpadł w nocy do szamba. Na ratunek ruszył stryj, który kazał chłopcu trzymać głowę ponad nieczystościami. Rada okazała się uniwersalna, o czym Maradona często opowiadał.

Talent
Od małego chwytał się różnych zajęć. Otwierał drzwi do taksówek, zbierał złom i folie. Piłka nożna stała się jego pasją. W 1968 r. trafił do pierwszego klubu, gdzie dość szybko poznano się na talencie chłopca, początkowo niedowierzając, że ma tylko osiem lat. W tym samym czasie został wysłany do lekarza, który przypisał mu kurację wspierającą wzrost, składającą się z zastrzyków i tabletek. Od dzieciństwa Diego oswajał się z myślą, że elementem życia sportowca jest przyjmowanie różnych substancji. W późniejszym czasie sięgnie po kokainę, która zrujnuje jego organizm.
Maradona od małego zapewniał rozrywkę innym. W przerwie meczów zabawiał widownię sztuczkami technicznymi, po jednym ze swoich występów przyznał, że chciałby wygrać ligę i mundial.
Jak powiedział, tak zrobił. Szybko, w wieku 15 lat, zadebiutował w barwach Argentinos. Otrzymał od działaczy klubu mieszkanie, do którego mógł przeprowadzić się z całą swoją rodziną. Od tego momentu trud utrzymania całej rodziny spadł na barki nastoletniego Diego.

109 noworodków
O dokonaniach sportowych Diego Maradony można mówić bez końca. Nie był wysoki, był niezbyt skoczny. Nie miał przewagi fizycznej nad rywalami. Był jednak sprytny, na boisku wykorzystał głowę, co pozwalało mu mijać przeciwników i zdobywać bramki. Po raz pierwszy zagrał w barwach reprezentacji w wieku 16 lat, po rozegraniu zaledwie 11 spotkań w karierze. Szybko przeszedł do Boca Juniors, później do FC Barcelony. Akurat okres w Katalonii był rozczarowaniem. Sięgnął wtedy po raz pierwszy po kokainę. Trapiły go kontuzje, nie dogadywał się z włodarzami klubu, którzy oskarżali go o wystawny tryb życia. Maradona postanowił odejść.
Argentyńczyk trafił do Neapolu. Jednak zanim do tego doszło, trzeba było go przekonać do transferu. SSC Napoli było średniakiem w lidze zdominowanej przez kluby z bogatej północy Włoch. Mieszkańcy Neapolu postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. W czerwcu, miesiąc przed sfinalizowaniem umowy, 109 noworodków w Neapolu dostało imiona Diego Armando. 
5 lipca 1984 r. 75 tys. kibiców powitało w mieście nową gwiazdę. Już podczas prezentacji z ust dziennikarzy padały insynuacje o wpływie neapolitańskiej mafii na transfer Maradony. Prezydent klubu, Corrado Ferlaino, stanowczo zaprzeczył. Było jednak wiadomo, że do spotkania Maradony z Camorrą prędzej czy później dojdzie, w końcu Argentyńczyk stał się ulubieńcem miasta i mafiosów.

Boski Diego
W Neapolu Maradona stał się bogiem. Sława mu przeszkadzała, chciał przed nią uciec, ale była to droga donikąd. W pojedynkę poprowadził klub do dwóch mistrzostw Włoch (jedynych w historii klubu). Dał neapolitańczykom powody do dumy. Rozumiał ich jak mało kto, bo sam pochodził z ubogiej dzielnicy Buenos Aires. Stał się twarzą triumfu biedaków z Południa nad bogaczami z Północy. Jego paliwem były gniew, złość i walka z przeciwnościami. Jak przyznawał, czuł się reprezentantem tej części Włoch, która wcale się nie liczyła. Zbudował swoją legendę na byciu w kontrze do bogaczy.
Też w pojedynkę doprowadził Argentynę do triumfu na mistrzostwach świata w 1986 r. Do historii futbolu przeszedł dzięki półfinałowemu starciu z Anglikami, w którym zdobył dwie bramki. Pierwsza była przykładem vivezy – Diego skierował piłkę do bramki ręką. Drugą zdobył po przedryblowaniu sześciu rywali. Zapytany po meczu, w jaki sposób zdobył pierwszą bramkę, odparł: „Była to głowa Maradony i ręka Boga”. Zwycięstwo nad Anglikami było odwetem za przegraną wojnę o Malwiny.
Maradona miał świat u stóp, ale o tym, że to tylko chwilowe i że bogowie nie są wieczni, miał przekonać się dość szybko. We wszystkim chciał być najlepszy, nie tylko w piłce, ale też w piciu, braniu narkotyków i oszukiwaniu fiskusa. Zdradzał żonę, wypierał się nieślubnych dzieci. Jak mało kto łączył świat piłki nożnej ze światem kryminalnym. Był pod silnym wpływem Camorry, która dyrygowała jego życiem. Jego karierę zniszczyły narkotyki i niewłaściwi ludzie, którymi się otaczał. Wszyscy chcieli go wykorzystać, coś zyskać na znajomości z Maradoną. Wpadał w coraz większą samotność. W końcu wpadł na kontroli dopingowej. Z Neapolu wyjeżdżał po cichu, deklarując, że już nigdy nie postawi stopy we Włoszech.
Zdyskwalifikowano go, ale wrócił. Próbował udowodnić światu, że jeszcze jest potrzebny. Był kochany i nienawidzony. Najbardziej bolesne okazały się gwizdy w półfinale mistrzostw świata w 1990 r. Mecz był rozgrywany w Neapolu, w mieście Maradony. Kiedy w serii rzutów karnych Argentyńczyk podszedł do piłki, stadion gwizdał. To właśnie wtedy Maradona został zdradzony przez neapolitańczyków.

Drybling ze śmiercią
Diego Maradona stawał do rywalizacji ze śmiercią już kilkakrotnie. Aż do 25 listopada 2020 r. wychodził z tej rywalizacji zwycięsko. Tak jak choćby w roku 2004, gdy serce Maradony chciało odpocząć po latach „wspierania” jego pracy narkotykami i alkoholem. Wydawało się wtedy, że koniec jest bliski. Na ulice wylały się tysiące osób. Wszyscy bali się o życie boskiego Diego. Wtedy jeszcze się udało. Argentyna i Argentyńczycy wciąż potrzebowali Maradony.
Rozumieli go. Byli z nim wtedy, gdy był na szczycie, i wtedy, gdy zmagał się z depresją, problemami zdrowotnymi i odbywał kolejne turnusy w szpitalu psychiatrycznym. Nawet wtedy, gdy opuszczał mundial w 1994 r. po wykryciu dopingu. Nie przymykali oczu na jego wady. Doceniali jego ludzkość i ułomność. Był człowiekiem, który chcąc uciec od sławy i rozpoznawalności, gubił się w kolejnych uzależnieniach.
Żył po swojemu i na własnych zasadach. Aż do momentu, gdy 25 listopada nie wytrzymało jego serce. Wtedy okazało się, że bogowie futbolu umierają w samotności po kolejnych operacjach i wyniszczeniu organizmu przez narkotyki i alkohol.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki