Logo Przewdonik Katolicki

Mistrzostwa inne niż wszystkie

Michał Bondyra
Fot.

Dzięki mistrzostwom świata bezdomnych i uzależnionych, takich jak te w Poznaniu, 80 proc. grających nie wraca już do narkotyków, alkoholu czy hazardu. Przez piłkę znów czują się potrzebni, mozolnie układając swoje pogubione życie od nowa.

O sobie mówi, że jest jedynym Polakiem, który ma w domu Puchar za wicemistrzostwo świata w piłce nożnej. – Stoi na honorowym miejscu – zapewnia mnie dumny Jacek Czapliński, człowiek, dzięki któremu Poznań przeżywa mistrzostwa świata w piłce nożnej. Mistrzostwa, w których brać udział mogą tylko bezdomni i ci, którzy podjęli próbę wyjścia z uzależnienia od narkotyków, alkoholu czy hazardu. Puchar, który w domu dumnie prezentuje pan Jacek, to jedno z czterech trofeów zdobytych dotąd przez biało-czerwonych. Zanim pod jego trenerskim okiem sięgnęli w 2005 r. po drugie miejsce w Edynburgu, wcześniej zdobyli brąz w Goeteborgu. Potem znów był brąz (w Kapsztadzie) i srebro (w Kopenhadze). Jak będzie w Poznaniu? – O mistrzostwo będzie bardzo trudno, bo przyjeżdżają coraz mocniejsze drużyny. Ale od tzw. pierwszej reprezentacji piłkarskiej różni nas to, że gdy bierzemy udział w turnieju o mistrzostwo świata, to my przyjeżdżamy, by o nie walczyć, a nie – jak to jest w przypadku polskich piłkarzy – kalkulujemy, jak wyjść z drugiego miejsca w grupie – mówi honorowy członek Stowarzyszenia Reprezentacja Polski Bezdomnych.

Nakręcili o nim film

O Czaplińskim powstał film. W jego rolę w Boisku bezdomnych brawurowo wcielił się Marcin Dorociński. Od filmowego Jacka Mroza Jacka Czaplińskiego różni tylko to, że ten ostatni nigdy nie był reprezentantem kraju. – Jestem niezrealizowanym piłkarzem. Bo do piłki miałem talent. Przekazał mi go w genach ojciec, który grał w poznańskiej Warcie. Ponieważ jednak wcześnie zacząłem pić, to nie dało się pogodzić tych dwóch spraw – wspomina. Z piciem skończył w wieku 29 lat. Był już za stary na piłkarski rozwój. Futbolówki jednak nie porzucił. Stworzył amatorską drużynę abstynentów. Krótko potem dostał etat terapeuty w poznańskiej Barce. – Zacząłem tam pracować z bezdomnymi i uzależnionymi. Z nimi stworzyłem zespół, a że w piłkę grają też w Towarzystwie Brata Alberta, tak sobie kopiemy do dziś – śmieje się. Gdy pytam o lecznicze działanie piłki, pan Jacek wskazuje mi kulami nogę. – Zerwałem Achillesa, ale jak się wyleczę, to wrócę do grania – zapewnia. Statystyki mówią, że dzięki mistrzostwom, takim jak te w Poznaniu, aż 70 proc. wraca do normalności, a nawet do 80 proc. rzuca alkohol, narkotyki czy hazard. Co jest w tej piłce takiego niezwykłego? – Człowiek potrzebuje dobrej energii do życia. A piłka daje radość i satysfakcję. Człowiek schodzi z boiska pokopany, poturbowany, ale radosny, bo zrobił to, co lubi – wyjaśnia. – Poza tym ona ma świetny wymiar terapeutyczny. Uczy przebywania wśród ludzi, współpracy i współodpowiedzialności. Daje też poczucie bycia potrzebnym innym, a tego uzależnionym i bezdomnym najbardziej brakuje – mówi pan Jacek.

Radość z kłopotami w tle

Kiedy w 2008 r. składał aplikację z kandydaturą Poznania, jako gospodarza Piłkarskich Mistrzostw Świata Bezdomnych, chciał tylko spełnić swoje „marzenie”. – Pomysł narodził się już na naszym pierwszym mundialu w 2003 r. w Grazu. Tam była piękna impreza na rynku, pomyślałem wtedy dlaczego nie w Poznaniu – wspomina Czapliński. W szranki o mundial 2013 stanęli mocni rywale. Był m.in. Manchester czy Amsterdam – piłkarskie miasta. Wybór stolicy Wielkopolski przez organizującą mistrzostwa fundację Homeless World Cup przyniósł wielką radość, ale i… problemy. Jeszcze trzy miesiące przed startem brakowało 250 tys. zł. Obecny prezes Stowarzyszenia Reprezentacja Polski Bezdomnych Maciej Gudra poważnie zastanawiał się nad odwołaniem imprezy. – Instytucje, do których aplikowaliśmy i prosiliśmy o wsparcie, najpierw miały pieniądze, a teraz ich nie mają. Do Polski mają przyjechać reprezentacje z 64 krajów, również biednych, afrykańskich, dla których koszt biletów lotniczych to często oszczędności całego życia. Nie chcemy dopuścić do tego, by ponieśli oni te koszty, a impreza się nie odbyła – mówił wtedy przed kamerą TVN24. Dziś może nieco odetchnąć, choć rozmawiając ze mną wciąż jest niespokojny. – Dopięliśmy budżet. W sumie milion sto tysięcy złotych. Są jednak małe braki. W tej kwocie zakupiliśmy bowiem w formie lunch pakietów wyżywienie, a okazało się ono nie wystarczające – tłumaczy Gudra, dodając, że teraz musi improwizować. Jakie ma oczekiwania? – Nie są one wielkie. Chcę tylko, by wszystko się udało, a w przyszłym roku bezdomni z całego świata wspominali Poznań jako fajną imprezę – rzuca.

Być jak Bebe

Ponad pół tysiąca zawodników z 68 krajów. Wśród nich obie reprezentacje biało-czerwonych. Jacek Czapliński wspomina pierwszy mecz z orłem na piersi w Grazu. – Ja już wtedy nie piłem od wielu lat. Stałem tak w tej koszulce z orłem na piersi, obok mnie chłopaki i pomyślałem sobie, że nigdy dotąd nie patrzyłem na siebie jak na patriotę. Patriotyzm kojarzyłem z bitwą pod Grunwaldem i powstańczymi zrywami, jako coś odległego, coś poza mną. A tu? Po raz pierwszy poczułem się częścią tej rzeczywistości pod nazwą „Polska”, która nas tak łatwo wcześniej odtrącała. Pamiętam, że wtedy płakałem. A oni, razem ze mną – wraca do roku 2003. Dziś, po dekadzie, podobne wzruszenie towarzyszy Łukaszowi i Dawidowi. – Orzełek na piersi i polski hymn to były emocje – mówi Łukasz Dorau, pełniący w kadrze rolę obrońcy. – Orzełek motywuje tak bardzo, że za każdym razem, gdy gramy w barwach narodowych, rozpiera nas ogromna energia – wtóruje mu kolega Dawid Świątczak. Czy ta motywacja zaprowadzi ich do mistrzostwa? W grupie mają bardzo silnych rywali, szczególnie Portugalczyków i Francuzów. Jacek Czapliński podkreśla, że choć nasza reprezentacja zawsze gra o pełną pulę, z roku na rok o sukces trudniej. – Kiedyś trenowaliśmy na boiskach otoczonych ramami od metalowych łóżek. Dziś są piękne bandy, nawierzchnia także jest inna. Przyjeżdżają też naprawdę znakomici zawodnicy – mówi, wspominając Rio i portugalskiego reprezentanta Bebe, którego po mistrzostwach zauważył sir Alex Ferguson. – Manchester United podpisał z nim później zawodowy kontrakt – zauważa. Taki kontrakt podpisać chce także Dawid, który Manchesterowi zresztą kibicuje. Nie łudzi się jednak, że może trafić do ukochanego klubu, dlatego chciałby grać w jakimś polskim zespole. – Co roku na mistrzostwa przyjeżdża wielu skautów. Oni wyłowili już kilku chłopaków. Może i mnie się uda, a jak nie to… sam czegoś poszukam – mówi zdecydowanie. 

Życie od nowa

Dawid Świątczak ma dopiero 22 lata i za sobą już 18-miesięczną terapię odwykową. – Było kilku koleżków, z nimi ćpałem. W końcu popłynąłem, bo było tego za dużo – wspomina. Problemy z rodziną sprawiły, że podjął leczenie. Udało się w Monarze w Rożnowicach. Tam swoją grą zwrócił uwagę trenera Jacka Karczewskiego. – To było na mistrzostwach Polski Markotów, trener przyjechał zobaczył mnie i wyhaczył – śmieje się. Pan Jacek jeszcze niedawno sam jako bezdomny grał w kadrze. Ponieważ zagrać na mistrzostwach można tylko raz, a on bardzo się z nią zżył, pozostał w niej jako… trener. – Kiedy trzeba, jest osobą bardzo konkretną, ale można też do niego przyjść z każdym problemem. Wtedy wysłucha, podniesie na duchu, jak przyjaciel – charakteryzuje go Łukasz Dorau, który właśnie zaliczył pierwszy kurs trenerski, by po mistrzostwach także uczyć innych. Na razie trenował 12-letnie dzieci. – Trochę się tego bałem, ale nawiązaliśmy fajny kontakt – uśmiecha się. Ułatwia mu to z pewnością 14-miesięczna Maja. – Jest wspaniała, najukochańsza – opisuje swoją córkę lekko wzruszony. Kontakt utrzymuje też z byłą żoną, która kibicuje mu na mistrzostwach. Ich związek nie wytrzymał próby czasu i zdarzeń. A wszystko przez nałogi. – Piłka była dla mnie sposobem na życie, ale szybko popadłem w złe towarzystwo. I tak zaczęły się moje problemy z alkoholem, a potem do tego wszystkiego doszedł hazard i narkotyki – wspomina czas w rodzinnym Grudziądzu. Teraz, po skończonej terapii w ośrodku w Nowym Dworku, wynajął kawalerkę w Świebodzinie. Jak wielu kolegów po przejściach układa puzzle życia od nowa. Oby skutecznie.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki