Logo Przewdonik Katolicki

Co nam zostało z Wojtyły?

Monika Białkowska i ks. Henryk Seweryniak
fot. Sergey Skleznev/Adobe Stock

Pomyślałem: „To jest Skała”. Nie tylko w sensie teologicznym: widzialny fundament Kościoła. Nie. To było coś mistycznego

Ks. Henryk Seweryniak: Mówiliśmy już kiedyś o Janie Pawle II, pamiętasz? Próbowaliśmy nazwać słabości jego pontyfikatu, albo raczej nasze słabości z tym pontyfikatem związane.

Monika Białkowska: Pamiętam. Rozmawialiśmy w samochodzie w drodze do Lublina na zjazd teologów fundamentalnych. 

HS: Nie mam dziś chęci, żeby znów go rozliczać. 

MB: Rozumiem, że nie dla rozliczeń zaproponował ksiądz ten temat. Zresztą te rozliczenia, które próbujemy czasem prowadzić, nie mogą być oderwane od kontekstu czasu. Niektórzy przeciwstawiają dziś Jana Pawła II Franciszkowi, że dopiero on jest nowoczesny, a tamten to staruszek i beton. Tylko mówią to ci, którzy już nie pamiętają 1979 r. i lat następnych. Którzy nie przeżywali tamtej rewolucji. Bo on był rewolucją i nie można o tym zapomnieć! Każdy rewolucjonizuje taki świat, jaki zastał: on w swoim był powiewem świeżości. I gdyby nie było wtedy jego, to dziś nie byłoby papieża Franciszka, nie mam co do tego wątpliwości. Nie można przeciwstawiać sobie ludzi żyjących w zupełnie innych kontekstach. 

HS: Był rewolucjonistą, szedł z uśmiechem do ludzi, przytulał ich, irytował gwardzistów szwajcarskich, którzy nigdy nie wiedzieli, w którym kierunku skręci i jak blisko do ludzi podejdzie. I uciekał z Watykanu, żeby pochodzić po górach. To naprawdę było wcześniej niewyobrażalne.

MB: Niewyobrażalne wcześniej było też to, że spotykał się z wyznawcami innych religii, że jako pierwszy papież od czasów św. Piotra wszedł do synagogi, jako pierwszy papież wszedł do meczetu, że zakładał na głowę pióropusze i jego też oskarżano wtedy o synkretyzm religijny. Nie w Polsce oczywiście, w Polsce nikomu nie przychodziło do głowy o cokolwiek go oskarżać.

HS: I cierpiał. Zamach naprawdę mocno go dotknął. Stopniowo wysportowany atleta kruszał, jeździł na wózku inwalidzkim, coraz bardziej tracił sprawność i kontrolę nad ciałem… A mimo wszystko był niebezpieczny dla komunistów. Mógł podważyć ich wiarygodność. Kiedy pojawiła się „Solidarność”, już czuł, że to może zmienić układ świata, już świadomie w tym kierunku działał. Ale i w nas wyrosła taka świadomość, że skoro on mówi, to my też możemy zacząć mówić. Skoro on jest kimś, to my też jesteśmy kimś! Nie przypadkiem przecież stoczniowcy wieszają jego zdjęcie na bramie w czasie strajku. Nie przypadkiem Wałęsa podpisuje porozumienie tym ogromnym długopisem z wizerunkiem Jana Pawła II. To dziś wygląda śmiesznie, ale wtedy patrzyło się na to naprawdę z ogromnym wzruszeniem. I tak naprawdę chciałbym jakoś pokazać ten jego fenomen dla nas. Jego fenomen wtedy w nas. Może nawet jego z nami w roli głównej. Pamiętam ten wieczór, kiedy dowiedzieliśmy się, że został papieżem. Byłem już wtedy księdzem, studiowałem na KUL-u. Spontanicznie chwyciliśmy jakieś flagi i biegaliśmy całą noc po Lublinie, krzycząc: „Nasz profesor papieżem!”. Choć swoją drogą KUL go nigdy profesorem nie zrobił. Ale dla nas to było tak wielkie, że Polak zostaje papieżem, że to ktoś nasz, że to my w nim, z nim… A potem, kiedy w 1999 r. któryś raz z rzędu przyjechał do Polski i usiadł w Sejmie, padły te słynne słowa: „Ale nam się wydarzyło!”. Jakby sam był zdziwiony tym, do jakiego miejsca razem doszliśmy. Ten właśnie polski wymiar jest dla mnie ważny. Te pielgrzymki, które gromadziły tylu ludzi w tylu diecezjach po kolei. On świadomie tego chciał, a my naprawdę potrzebowaliśmy.  

MB: I nie trzeba ich było namawiać, ściągać, martwić się, że będą puste place. Było pewne, że nie będą. 

HS: Ludzie byli gotowi wstawać w środku nocy, iść wiele kilometrów, czekać długie godziny. Ja sam wtedy za nim jeździłem. Pamiętam szczególnie tę ostatnią jego pielgrzymkę, Mszę na krakowskich Błoniach, jego wspomnienia o tym, jak to przychodził do Łagiewnik jako robotnik w drewniakach, a teraz konsekruje tam bazylikę. Potem w gronie nauczycieli akademickich czekaliśmy na niego na kampusie UJ. Kiedy przyjechał, już nie wysiadał, chyba nic tam specjalnie też nie mówił. Tylko patrzył. Patrzył na nas. A ja pomyślałem sobie i chyba nawet głośno to powiedziałem: „To jest Skała”. Nie tylko w tym znanym sensie, teologicznym: widzialny fundament Kościoła, bastion prawdy i jedności, których przez tyle lat strzegł. Nie. To było coś mistycznego. Nie tylko, że on taki był. To w nas stało się coś niezwykłego. Niektórzy mówią: policzyliśmy się. Ale to chodziło o coś więcej. Jego przemówienia nie były proste, ale przecież jakieś zdania w nas pozostawały. Czy to nie jest już ważne? Niczego już nie buduje? Jakiejś wspólnoty? To naprawdę już minęło…?

MB: Pyta mnie ksiądz o to, czego bym chciała, czy o to, co widzę wokół. Myślę, że nie. Że już Jan Paweł II wspólnoty tu i teraz w nas nie buduje. Wiem, jaki był ważny w tamtym czasie, jaki był ważny dla pokoleń starszych ode mnie, ale ja stoję gdzieś na przełomie i widzę też tych młodszych. I sama mam dziś wątpliwości, czy tamta wspólnota wtedy, to było to, o co chodziło. Bo owszem, dała nam poczucie wyjątkowości – ale dała poczucie jakiejś wyjątkowości narodu w Kościele. „My mamy w Kościele rację, bo papież jest nasz”. A jak papież się zmienia i nie jest „nasz” – to już nie ma racji. To oczywiście nie jest personalnie jego wina, to problem tego, co zrobiliśmy z tym, co się z nami w 1979 r. stało. Nie mam za to wątpliwości, że wtedy rzeczywiście był bardzo ważny i że był w tym jakiś wyraźny rys wspólnototwórczy.

HS: Był punktem odniesienia. Wszyscy czuli, wierzący i niewierzący, że był „nasz”. Był nasz w tym sensie, że wydobył prawdę o nas, że nas skupił na nowo w naszej historii, naszej godności, naszego „mogę”. To nie był poziom gospodarczy, polityczny, nie był nawet religijny. Może słowo „solidarność” dobrze to oddaje? On nas połączył. To już nie był tylko „on”, to byliśmy już „my”. To, co się nam wtedy wydarzyło – to była Polska… Jaka? O tym można dyskutować, ale na pewno była przy nim wolna. Czy to już nie będzie dłużej jakąś oznaką naszej tożsamości? 

MB: Jeden z księży napisał mi niedawno: „Przestańmy wreszcie budować wszystko na autorytecie Jana Pawła II. Zadbajmy wreszcie o swój autorytet”. I ja rozumiem, że dla ludzi, którzy całe życie przeżyli w cieniu tamtego autorytetu, to jest trudne… Ale trzeba w innym czasie, w innych okolicznościach, z całym szacunkiem dla wielkości człowieka stanąć na własnych nogach. Jan Paweł II był w naszym życiu wydarzeniem niezwykle ważnym. Ale przyszłości nie przeżyje za nas. Musimy iść dalej. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki