Za ścianą

Tyle mówimy o tym, że coś dobrego może być z tego siedzenia w domach. Że nauczymy się siebie nawzajem, wreszcie się poznamy, bo w spokoju i bez pośpiechu możemy nareszcie ze sobą rozmawiać.
Czyta się kilka minut

Często czytam, jak różni ludzie zadowoleni z siebie zwierzają się publicznie, że nareszcie mogą spędzić wspaniały czas ze swoją żoną czy mężem. Że wieczorami grają ze swoimi dziećmi w planszówki i wspólnie oglądają filmy, a potem o nich dyskutują. Wydaje się, że ogniska domowe płoną wesołym ogniem i wszyscy się do siebie uśmiechają.

Och, oczywiście, bądźmy realistami, od czasu do czasu można się zirytować, zamknięcie się do tego przysłuży. Więc psychologowie uspokajają, że to zjawisko normalne w obecnej sytuacji. Czasem ktoś zamiast się roześmiać – warknie, zamiast otworzyć lekko okno – trzaśnie zbyt mocno drzwiami, ktoś się rozpłacze, ktoś inny podniesie głos. Należy wtedy policzyć do dziesięciu, wziąć kilka głębokich oddechów, odmówić dziesiątkę różańca i już po burzy. Znowu można usiąść przy wspólnym stole z ciepłem i miłością.

Wcale nie chcę tu niczego obśmiać ani wcale nie chcę być cyniczna. Naprawdę wierzę, że w wielu rodzinach ten czas jest czasem ważnym, który pomaga odbudować utracone relacje. Poza tym sama łapię się często na tym, że kiedy tak patrzę w okna oświetlone wieczorną lampą, to jestem pewna, że tam wszędzie panuje dobro. To chyba sprawia owo ciepło lampy, które samo w sobie musi być dobre, i wtedy jestem już pewna, że tam, w tym domu, gdzie pali się ta lampa, też jest dobrze, że ludzie się kochają i są dla siebie tacy mili. Piją herbatę i mówią sobie o miłości.
Takie złudzenie miewam dość często.

Ale też dobrze wiem, jakie tragedie mogą wydarzać się w pokoju oświetlonym ciepłym światłem wieczornego abażuru. Wiem, że są żony, których nikt nie kocha, że są mężowie, którzy czują w sobie tylko nienawiść, że są dzieci, które nigdy nie usłyszą słów miłości. I teraz, w tym czasie izolacji, oni wszyscy są zamknięci w czterech ścianach ze swoimi frustracjami, cierpieniami, smutkami, przemocą. Kobiety, które nie mogą odetchnąć ani na chwilę, bo ich oprawca nie wyjdzie do pracy, będzie siedział cały czas w domu i czekał na „przesoloną zupę”. Dzieci, które nie wyjdą do szkoły, żeby odetchnąć choć przez kilka godzin od piekła, jakie im zgotowali dorośli, rodzice. Te dzieci nie mogą już nawet wyjść same z domu, żeby uciec od krzyku choć na chwilę. Nie mają nawet możliwości zadzwonić na jeden z telefonów zaufania, bo w małym mieszkaniu nie ma żadnej intymności.

Więc kiedy narzekamy na to, że nie możemy pobiegać po parku, pomyślmy przez chwilę o nich. I bądźmy wyczuleni na krzywdę za ścianą.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 16/2020