Logo Przewdonik Katolicki

Miejmy odwagę

Agnieszka Pioch-Sławomirska
fot. Jakub Grygiel

Rozmowa z Joanną Białobrzeską o tym, jak nie poddać się frustracji związanej ze zdalnym nauczaniem.

Czy jesteśmy gotowi na zdalne nauczanie?
– Nie jesteśmy. Do tej pory zdalne nauczanie w Polsce dotyczyło studentów, ludzi, którzy chcieli robić kursy, warsztaty czy studia podyplomowe – i to jest w porządku, musimy nauczyć się korzystania z nowoczesnych technologii. Zdalne nauczanie sprawdza się też np. w Australii, gdzie szkoły są od siebie bardzo oddalone i ten rytm jest normalny, dzieci to wszystko wiedzą, mają na co dzień przygotowane w domu biurko, stanowisko pracy – tak wygląda tam szkoła, nie ma innej opcji. Natomiast zdalne nauczanie, które wchodzi u nas z dnia na dzień – gdy na świecie jest tak wielki kryzys, napięta sytuacja – jest po prostu nieludzkie. Staję tu głównie w obronie mniejszych dzieci, bo starsze radzą sobie z nowoczesną technologią, wiedzą np., że podczas pracy online trzeba mówić po kolei, a nie wszyscy jednocześnie, że trzeba wyłączyć mikrofon, żeby nie było zagłuszeń itp. Inna sprawa, że licealiści są przeciążeni zadaniami, ale to osobny problem.
Myślę o dzieciach w szkole podstawowej, do IV–V klasy włącznie, które sobie nie radzą do końca z tymi narzędziami. Poza tym nie wszyscy mają dostęp do internetu, Polska to nie wyłącznie Warszawa, Wrocław czy Kraków. To jest ogromny problem związany także z liczbą osób w domu. Pisze do mnie np. nauczycielka, która mieszka w kawalerce i ma dwoje małych dzieci, a dyrekcja żąda od niej nauczania online od godz. 10.00 do 16.00. Jak ona ma to zrobić? To są ludzkie drobne, małe dramaty – ale z drobiazgów składa się cały świat. I dziś mamy mnóstwo ludzi zagubionych.
 
Frustracja narasta...
– Nie trzeba być prorokiem, żeby przewidzieć to, co nas czeka w najbliższych dwóch tygodniach: rodzice nie będą tego wytrzymywali, nie wytrzymają tego dzieci. Ludzie są zamknięci w małych pomieszczeniach, coraz więcej jest osób zarażonych, a gdy włączy się telewizję czy internet, po 15 minutach można wpaść w depresję.
 
Sytuacje rodzinne są różne. Jedni rodzice mają swoje absorbujące zdalne prace i kilkoro dzieci w domu do nauki, więc czasowo trudno im to ogarnąć, inni mają utrudniony dostęp do sprzętu i internetu, a jeszcze inni – którzy mogą akurat pozwolić sobie na zwolnienie tempa życia w tym czasie – mówią: to jest dla nas dobry czas, cieszymy się byciem razem, spokojnie dopilnujemy dzieci z lekcjami. Czy „lepiej dopilnowane” dzieci wyjdą z tej sytuacji bardziej obronną ręką, czy po epidemii nie pogłębią się różnice między uczniami?
– Tego aż tak bardzo bym się nie bała, ponieważ zawsze istniały różnice: środowiskowe, materialne i inne i nie sądzę, aby w tym czasie można było dzieci jakoś bardzo dobrze wyuczyć, żeby one były w znacząco lepszej sytuacji. Bardziej martwię się tym, że te dzieci po prostu nie dadzą rady.
Oczywiście z perspektywy więzi rodzinnych to może być dobry czas: jesteśmy więcej razem, jesteśmy sobą – ale to jest też nienormalny czas, nie możemy nigdzie wyjść, wszyscy kotłują się w jednym miejscu.
Martwię się o ten najbliższy czas, bo rzeczywiście wśród rodziców jest już ogromna frustracja. I jeżeli mówią: robimy z dziećmi zadania i jest fajnie, i przyświeca temu wszystkiemu zdrowy rozsądek, takie myślenie pedagogiczne, to nauczycielka będzie wiedziała, ile tych zadań dać. Ta nauczycielka często ma zdrowy rozsądek, ale władza zwierzchnia każe jej realizować program i potem chce z tego rozliczać. Są dyrektorzy, którzy proszą o raporty każdego dnia albo tygodniowe. Ja też jestem dyrektorem i też chcę wiedzieć, jak moi nauczyciele pracują z dziećmi – piszą mi o tym, ale nie wymagam raportu: ile osób, jakie narzędzia, co z podstawy zrobione, a co nie. Ale wielu nauczycieli, nawet tych rozsądnych, przeżywa lęk: boją się, czy dostaną pensję – a mogą jej nie dostać, jeśli okaże się, że według kogoś nie realizują podstawy programowej.
 
Mamy więc drabinkę: ministerstwo i jego decyzje – dyrektor, który ma się z tego wywiązać, a po drodze jeszcze samorządy – nauczyciel, który ma się wykazać – rodzic, który ma to ogarnąć i na końcu – dziecko... 
– Odkąd sięgam pamięcią, a jestem związana z edukacją już dość długo, z reguły dziecko było na końcu, na dole – i jakoś nie może się ono przebić, czy jeśli chodziło o pójście 6-latków do szkół, czy darmowe podręczniki. Nie liczy się dziecko. Ale w tej chwili sytuacja jest o tyle trudna, że być może niebawem będą protesty ze strony rodziców. Czytam dramatyczne mejle, jakie piszą, widzę, że wszystko skupia się na nauczycielu. Tu jest problem, bo rodzice nie rozumieją sytuacji. Piszę im, że jeśli są udręczeni albo dziecko nie daje rady, mają dzwonić albo pisać do dyrektora, bo jego obowiązkiem – tak stanowi rozporządzenie – jest dopilnowanie, żeby nie było takiej sytuacji. Rodzice piszą często o nauczycielach, jacy są źli, że nie powinni dostać pensji itp. Oczywiście w każdej grupie zawodowej jest jakaś liczba osób, które się pomyliły z powołaniem, i jest wielu takich nauczycieli – ale martwię się, że ci dobrzy będą już kompletnie pod miotłą.
Problem polega na tym, że u nas wszyscy wszystkich się boją, to jakaś okropna pokomunistyczna zaszłość, która w nas siedzi: boimy się zwierzchnika nad sobą – woźna się będzie bała nauczyciela, nauczycielka dyrektora, dyrektor kogoś z samorządu, samorząd kogoś następnego, aż dojdziemy do pana ministra...
 
… który zarządził zdalne nauczanie. To nie to samo co nauczanie online.
– Zdalne, czyli na odległość poprzez różne narzędzia, np. wysłanie przez dziennik elektroniczny zadań do wydruku i rozwiązania; nagranie filmu i przygotowanie zadań. Może być też online, czyli przez łączenie się z dziećmi w rzeczywistym czasie na Zoomie, Skypie, platformie Classroom – ale to jest zdecydowanie dla starszych dzieci.
 
Poza tym opcja online jest trudniejsza do zorganizowania w domu, gdzie jest więcej dzieci, które mają się uczyć jednocześnie i mają mniej dostępnego sprzętu.
– Tak, to prawda. Każdy z dyrektorów wysyłał ankietę sprawdzającą warunki dziecka do nauki (komputer, internet, w jakich godzinach dziecko może przy nim być itp.) i powinien to jakoś logicznie ułożyć. Ale bywa różnie. Dostałam na przykład informację od jednego z rodziców o tym, że dyrekcja wysłała bezduszny list, który jest bardziej rozporządzeniem ministra i jest w nim wyraźnie napisane: dziecko ma się uczyć online, być w określonych godzinach dostępne, przygotowane – i koniec dyskusji. Ta mama pyta mnie: co ja mam teraz zrobić? Odpowiadam: cały czas walczyć. Bo dyrektor tak zrobić nie może. On, my jako dyrektorzy, odpowiadamy za to, jak to ma wyglądać. Albo inny przykład: dostałam mejla od nauczycielki pracującej w żłobku z dziećmi od 10. miesiąca do 2. roku życia – pani dyrektor nakazała jej nagrywać zajęcia dla tych dzieci: scenki, filmiki. Nauczycielka odpisała, że nie będzie tego robiła, ponieważ to jest wbrew zasadom, które powtarza rodzicom na zebraniach: że to są za małe dzieci, żeby siedziały przed ekranem. Oczywiście można pozdrowić dzieci, uśmiechnąć się – żeby one pamiętały, że ta pani jest i tak wygląda, ale prowadzić zajęcia dla dzieci między 10. miesiącem a 2. rokiem życia? To absurd. Nie jedyny, jest ich mnóstwo.
 
Wyłącznie po stronie dyrektorów i nauczycieli?
– Są też grupy rodziców – to dotyczy dużych miast, szkół prywatnych – którzy pracują w korporacjach czy branży IT i wymagają, żeby dzieci już w I klasie miały zajęcia online. To przesada w drugą stronę. Tłumaczymy im, wyjaśniamy, że nie wyobrażamy sobie takiej sytuacji z młodszymi dziećmi. Ale to są aspiracje rodziców: jesteśmy tacy fajni, technologiczni i nasze dziecko od początku będzie się uczyło online.
Przy czym mówimy cały czas o zdalnym nauczaniu, technologii, realizacji programu, a zapominamy o psychice dziecka. To, co dzieje się za oknem, nie jest normalne. Dzieci nie mogą wyjść z domu. One będą coraz bardziej sfrustrowane, będą się bały, a może buntowały i uciekały od tych zajęć, będą robić coś innego, wchodzić na inne strony, bo będą  miały dosyć. Już mają dosyć.
 
To jak w tym wszystkim nie zwariować?
– Rozwiązaniem jest zdrowy rozsądek – ze strony rodziców i nauczycieli. Idealne byłoby, gdyby pan minister nie stał jak robot, ale przemówił ludzkim głosem – choćby przez chwilę. Powiedział: słuchajcie, sytuacja jest trudna, stało się, nikt nie jest tu winien, starajmy się uczyć dzieci, ale patrzmy też na to, co się dzieje dookoła. Gdyby on to powiedział, mielibyśmy mniej problemów. Jeżeli tego nie robi, liczymy na mądrość dyrektorów, rozsądek nauczycieli i ich odwagę. Miejmy odwagę i powiedzmy: nie chcę robić tych głupot, bo mi szkoda dzieci.
 
JOANNA BIAŁOBRZESKA
Pedagog, nauczycielka edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej, autorka podręczników do kształcenia zintegrowanego, artykułów, konferencji i warsztatów dla rodziców i nauczycieli, współwłaścicielka wydawnictwa, przedszkola i szkoły Didasko. Mama czwórki dzieci. Promotorka nowych metod pracy z dziećmi uwzględniających ich potrzeby rozwojowe i style uczenia się. Inspiruje też nauczycieli i rodziców na facebookowym profilu „Uczę Mimochodem!”
 
 
 

Test dla ósmoklasistów
Zdalnie odbywał się również tegoroczny próbny egzamin ósmoklasisty. W poniedziałek 30 marca uczniowie zmierzyli się z zadaniami z języka polskiego, w kolejne dni – z matematyki i języków obcych. Egzamin nie był obowiązkowy, przystąpili do niego uczniowie szkół, które się na to zdecydowały, i miał cel diagnostyczny. Po pobraniu arkuszy ze strony Centralnej Komisji Egzaminacyjnej lub wybranej Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej ósmoklasiści rozwiązywali zadania w domu w takim czasie, jaki jest przeznaczony na wykonanie zadań na egzaminie, zapisując rozwiązania w ustalonej przez szkołę formie.
W dniach 12–13 kwietnia ma się odbyć właściwy egzamin ósmoklasisty, jednak o jego przełożenie lub wręcz odwołanie apeluje coraz więcej środowisk, m.in. samorządowcy, pedagodzy z PAN, członkowie ZNP.
Pierwszy w historii egzamin ośmioklasisty odbył się w zeszłym roku i również przeprowadzany był w trudnych warunkach – podczas trwającego strajku nauczycieli. Średni wynik egzaminu z matematyki wyniósł 45 proc. punktów, z języka polskiego – 63 proc.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki