Logo Przewdonik Katolicki

Czas to miłość

Tomasz Królak
fot. archiwum PK

Opracowana przez kard. Stefana Wyszyńskiego ponad 50 lat temu Społeczna Krucjata Miłości nie straciła na aktualności. Mało tego: dziś sprawia wrażenie remedium na nasze poharatane relacje.

Po niedawnej opinii watykańskiego konsylium lekarzy potwierdzającej cud za przyczyną kard. Stefana Wyszyńskiego droga do wyniesienia go na ołtarze wydaje się już bardzo krótka. To raczej kwestia miesięcy niż lat. Nadszedł więc czas na wydobycie jego postaci z zakurzonej nieco szuflady zbiorowej pamięci. Bo choć nazwano go Prymasem Tysiąclecia, to dziś, niespełna czterdzieści lat po śmierci, nie zajmuje w naszej wyobraźni należnego mu miejsca.
Wspominamy go ze czcią, szacunkiem i wdzięcznością, a jednocześnie lekkomyślnie odsyłamy w przeszłość. Przyznajemy co prawda, że w czasach komuny był znakomity, a może nawet niezastąpiony, ale uważamy, że dziś, w epoce wolności, nie ma nam do powiedzenia już tak wiele, bo przecież życie poszło tak bardzo do przodu, przynosząc tyle nowych wyzwań, o których Wyszyński nie miał pojęcia. Czyżby?
 
Jak Dekalog
Podobną pokusę miewamy, przyznajmy to szczerze, z ks. Jerzym Popiełuszką. W wolnej Polsce został on zaszufladkowany jako święty męczennik z czasów walki z komuną, jako ksiądz, który zginął za „Solidarność”. Owszem, przechowujemy go we wdzięcznej pamięci, ale już nas nie inspiruje, nie wskazuje dróg w nowej Polsce. Bo przecież, jak myślimy, był dobry, ale na tamte czasy... A jednak jego wywiedzione z Ewangelii apele o odpowiadanie miłością na nienawiść i zwyciężaniu zła dobrem, pozostają aktualne. Jak aktualna jest Ewangelia, jak niezmienna jest ludzka natura, skora do gniewu, złych emocji, a niekiedy i nienawiści. Także tu i teraz.
Co najmniej tak samo aktualny wydaje się dziś kard. Wyszyński. Dowodów na jego aktualność, potwierdzających jednocześnie naszą lekkomyślność w traktowaniu głosu proroków zsyłanych nam przez Opatrzność, można by podać wiele. Z żywej, a niedocenianej spuścizny kard. Wyszyńskiego warto przypomnieć choćby jego troskę o budowanie właściwych relacji społecznych. To jedna z głównych idei, której służył jako prymas Polski. Opracowana przez niego ponad 50 lat temu Społeczna Krucjata Miłości sprawia wręcz wrażenie pisanego w tych dniach remedium na nasze poharatane, polskie relacje. Dziś, gdy społeczeństwo jest tak skrajnie podzielone, a rowy między nami ochoczo kopią także ludzie ochrzczeni i bynajmniej nie wyrzekający się swojej wiary, ten zestaw mądrych wskazań nabiera nowej aktualności.
 
Przebaczaj wszystko, wszystkim
Istotę tego „programu” kard. Wyszyński zawarł w liście pasterskim na Wielki Post w 1967 r. „Zaczynamy pracę, która potrwa długie lata. Prowadzić ją będziemy w Społecznej Krucjacie Miłości. Wszak Chrystus Pan (...) ogłosił swoje największe i pierwsze przykazanie: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem” – pisał prymas. Wkrótce chcąc spragmatyzować przekaz, czyniąc go przystępnym i łatwym do zapamiętania, ujął swoje wskazania w 10 punktach.
Prymas naprawdę tym programem żył, starając się zaszczepić go społeczeństwu. Pamiętam, jak mocno zapadły mi jego słowa, których słuchałem w sierpniu 1979 r., stojąc w tłumie pielgrzymów pod jasnogórskim szczytem. Mówił wtedy: „Powszechnie mówi się, że: czas to pieniądz. A ja wam powiem: czas to miłość!”. I prosił, by zebrani trzykrotnie powtórzyli głośno: „Czas to miłość!”. Można powiedzieć, że była to w istocie skrócona wersja tych dziesięciu punktów.
Słowa Społecznej Krucjaty Miłości czytane dziś, w Polsce przeżywającej polityczno-medialną gorączkę wokół spraw publicznych, pokazują swoją aktualność. Po zaaplikowaniu w polskie serca i dusze mogłyby zadziałać jak balsam. Ale czy wpłyną na bieg wydarzeń?
 
Nic nowego pod słońcem
Dobrze byłoby skończyć ze wspomnianą lekkomyślnością w sposobie naszego traktowania wielkich osób z przeszłości. Uważamy, że nasze czasy, nasze doświadczenia, nasze wyzwania są tak wyjątkowe, trudne i z niczym nieporównywalne, że próżno szukać drogowskazów w przeszłości. Tymczasem jest to jedynie świadectwo naszego umysłowego lenistwa i krótkowzroczności. I pychy, która podszeptuje nam, że podobnych dylematów nie przechodził nikt i nigdy. A przecież, jak powiada Kohelet, „nic zgoła nowego nie ma pod słońcem”...
Czy chcemy spojrzeć na naszą codzienność, Polskę i świat oczyma Wyszyńskiego? Mam wątpliwości. Myślę, że poraża nas niekiedy wielkość tej postaci, poczucie, że nas przerasta. No bo stał się mężem stanu, heroicznym liderem narodu, a po śmierci – Prymasem Tysiąclecia. Ale przecież to rzecz poniekąd „wtórna”. W tym sensie, że idąc do seminarium, chciał być po prostu jak najlepszym chrześcijaninem, pomagać napotykanym ludziom osiągnąć życie wieczne, służąc kapłańskim słowem i sakramentami. Nie można więc wykluczyć, że sam męczył się w narzuconej mu przez historię pomnikowej roli, i to już za życia. Jak powtarzają ludzie, którzy towarzyszyli jego pracy przez dziesiątki lat, „był przede wszystkim wierzącym chrześcijaninem”. A jednak w naszej wyobraźni dominuje jako postać ze spiżu.
 
Prorok
Można zaryzykować twierdzenie, że kard. Wyszyński cieszył się większą estymą w czasach komunizmu, kiedy to widziano w nim duchowego przewodnika narodu, niż teraz, w czasach wolności, w której odzyskaniu także i on ma swój udział. Gdyby komunizm trwał, to prawdopodobnie pamięć o nim byłaby żywsza. Tragiczny paradoks? Polska niewdzięczność? Te pytania warto sobie dziś stawiać.
O takich postaciach, jak Andrzej Szeptycki na Ukrainie, Józef Mindszenty na Węgrzech czy Wyszyński w Polsce, mówi się, że byli prorokami. Ale czy te „modele” prorokowania można przenosić w czasie? Inaczej mówiąc: na ile postawa prymasa może być czytelnym wzorcem dla chrześcijan XXI wieku? Także i nad tym warto się zadumać, choć na przykład o. Gabriel Bartoszewski, wicepostulator w procesie kard. Wyszyńskiego, wątpliwości nie ma: „Gdyby żył, umiałby się odnaleźć w nowej rzeczywistości, w wolnej Polsce i byłby prorokiem. Dlaczego? Ponieważ był człowiekiem obdarzonym wielką wiedzą i intuicją, potrafił wyciągać poprawne wnioski, aktualizować je i dostosowywać do bieżącej rzeczywistości”. I dodaje: „On nie może być przez Polaków zapomniany. Gdyby tak się stało – okazalibyśmy ogromną niewdzięczność”.
Warto myśleć o tych słowach, czekając na beatyfikację. A przede wszystkim pamiętać o Społecznej Krucjacie Miłości. Ten dziesięciopunktowy testament chrześcijańskiej, patriotycznej i obywatelskiej odpowiedzialności będzie aktualny zawsze.
 
-----
Społeczna Krucjata Miłości
1. Szanuj każdego człowieka, bo Chrystus w nim żyje. Bądź wrażliwy na drugiego człowieka, twojego brata (siostrę).
2. Myśl dobrze o wszystkich – nie myśl źle o nikim. Staraj się nawet w najgorszym znaleźć coś dobrego.
3. Mów zawsze życzliwie o drugich – nie mów źle o bliźnich. Napraw krzywdę wyrządzoną słowem. Nie czyń rozdźwięku między ludźmi.
4. Rozmawiaj z każdym językiem miłości. Nie podnoś głosu. Nie przeklinaj. Nie rób przykrości. Nie wyciskaj tez. Uspokajaj i okazuj dobroć.
5. Przebaczaj wszystko, wszystkim. Nie chowaj w sercu urazy. Zawsze pierwszy wyciągnij rękę do zgody.
6. Działaj zawsze na korzyść bliźniego. Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął, aby tobie tak czyniono. Nie myśl o tym, co tobie jest kto winien, ale co Ty jesteś winien innym.
7. Czynnie współczuj w cierpieniu. Chętnie spiesz z pociechą, radą, pomocą, sercem.
8. Pracuj rzetelnie, bo z owoców twej pracy korzystają inni, jak Ty korzystasz z pracy drugich.
9. Włącz się w społeczną pomoc bliźnim. Otwórz się ku ubogim i chorym. Użyczaj ze swego. Staraj się dostrzec potrzebujących wokół siebie.
10. Módl się za wszystkich, nawet za nieprzyjaciół.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki