Logo Przewdonik Katolicki

Prościutkie diagnozy i recepty

Piotr Zaremba
fot. Magdalena Książek

Pamiętam zdziwienie internautów, kiedy w sieci pojawiło się zdjęcie aktorki Ewy Dałkowskiej w grupie osób udzielających poparcia protestowi niepełnosprawnych. Jak to, sympatyzuje z obozem rządzącym, a ma zdanie z interesem tego obozu sprzeczne? Tak oto internet, symbolizujący podobno swobodne krążenie myśli, stał się przestrzenią debaty umundurowanej, mechanicznego walenia w partyjne bębny.

Chyba żadne zdarzenie nie uświadomiło mi tego tak mocno jak wojna wokół strajku nauczycieli. Tu nie bierze się jeńców. „Niezrównoważeni emocjonalnie półinteligenci zajmują się edukacją dzieci” – ogłasza na Facebooku jegomość, inteligent, były dyplomata. Jest w stanie powtórzyć wszystko. Nieznany portal ze Świnoujścia ogłasza, że jacyś nauczyciele ze strajku pojechali do spa. Dlaczego nie? Ktoś opisał na Twitterze, jaką to krzywdę zrobiła jedna nauczycielka innej. Jegomość powtarza bez cienia weryfikacji. Wierzy? Nie wierzy? Pomaga swojemu rządowi.
Naturalnie w tej kampanii są i inne motywy. Oto pracownik naukowy czuje się lepszy od nauczyciela i wścieka się, że oni chcą zarabiać tyle, co on. Przy okazji nie odpowiada na pytanie, ile wynosi jego dydaktyczne pensum (nauczyciele podobno za mało pracują i dlatego kiepsko zarabiają).
Są i rodzice. Rozumiem tych, co boją się o egzaminy swoich dzieci. Ale nagle posypała się fala odkryć, z jakimi to nieudacznikami lub potworami muszą się męczyć ich pociechy. Tymczasem wobec zaniżenia szkolnej poprzeczki i kryzysu rodziny nauczyciele męczą się z uczniami coraz mierniejszymi, a coraz bardziej rozpuszczonymi. Nie twierdzę, że sami są  zawsze wzorem z Sevres wszelkich cnót, ale obraz, jaki się wyłania: Polska byłaby krajem wspaniałych ludzi, gdyby nie straszni belfrzy, to co najmniej uproszczenie.
Wykreowano ten obraz z dnia na dzień. Dwa tygodnie temu o temacie szkoły było cicho. Teraz zwolennicy PiS ruszyli do ataku. Nie zauważając, że sam rząd nic do stanu polskich szkół nie miał, ba, bronił Karty nauczyciela, którą dziś jego zwolennicy chcą na gwałt likwidować. Powód tej przemiany jest jeden: rząd nie ma jak nauczycielom zapłacić, tyle ile oni chcą, bo rozdał nadwyżki w kosztownych prezentach dla innych grup.
Możliwe, że znaczna część tych, którzy łyknęli nagle prościutkie diagnozy i recepty, robi to ochotniczo. Ba, możliwe, że niektóre z ich oskarżeń są jednostkowo prawdziwe. Niemniej łatwość, z jaką ci gorliwcy angażują się w kampanię zgodną z interesem rządu.... Na tym ma polegać obywatelskość? Na wrzasku? Tak łatwo jest rozpętać rządzącym agresję wobec grupy zawodowej, bo nie mieści się ona w jego pomyśle na budżet? To samo było z rodzicami niepełnosprawnych czy z lekarzami rezydentami. To samo działo się, już z innych powodów, politycznych, z sędziami. Już pierwsi nauczyciele kradną w internecie wiertarki.
Jestem jednostronny. Mam świadomość, że nauczyciele przebierający się za krowy nie budują swojej profesji autorytetu, a Sławomir Broniarz zainteresowany zablokowaniem młodym ludziom matur jest postacią odpychającą. Tyle że każda plemienna strona ma swoich zagończyków. Za to wojna z ogółem nauczycieli oznacza jedno: nie będzie wzorowej, tradycyjnej patriotycznej szkoły, jaką obiecał Polakom PiS. Właśnie ją zadeptano, bo budżetowe priorytety są inne.
Pośród facebookowych krzykaczy widzę osoby, które wklejają po 20, 30 postów dziennie, mnożą złośliwe memy, wydobywają spod ziemi najdziksze oskarżenia. Robią to osoby w pełni sił, podobno czynne zawodowo. Trawią na to cały swój czas. I mają pretensję do nauczycieli, że ci nie przykładają się do pracy. Co na to powiedzieć?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki