Logo Przewdonik Katolicki

Ja, kulturoznawca

Natalia Budzyńska
FOT. UNSPLASH

Protesty środowisk naukowych nic nie dały i minister nauki i szkolnictwa wyższego wprowadził nowe rozporządzenie w sprawie likwidacji kilku bliskich mi humanistycznych dyscyplin naukowych.

Jarosław Gowin twierdzi, że nastąpiło tak sztuczne ich zawężenie, że należy teraz uogólnić działalność naukową. Nie będę się mądrzyć, ale coś mi tu nie gra. Przemawia do mnie jedynie argument o stworzeniu pola do poszerzenia możliwości interdyscyplinarnych studiów naukowych. Jednak wrzucenie kulturoznawstwa, antropologii, etnologii i religioznawstwa do jednego wora „nauk o kulturze i religii” to tak, jakby zaprzeczyć osiągnięciom polskich naukowców tych dziedzin. A teraz jeszcze czytam, że pan minister w jednym z wywiadów określił kulturoznawstwo „efektem lobbingu grupy profesorów”.
Jestem absolwentką poznańskiego kulturoznawstwa i pamiętam, jak w latach 80. spotykałam się z żartami wypowiadanymi z lekką pogardą, że te studia są przeznaczone dla żon dyplomatów: żeby miały o czym rozmawiać na przyjęciach i bankietach. Horyzonty owych żon miały być szerokie: od pogawędki na temat tabliczek sumeryjskich po francuskie kino noir, od herezji katarów w Langwedocji po realizację postmodernistycznej myśli we współczesnej architekturze, od analizy choreografii Niżyńskiego po amerykańskie symbole popkultury. Czy przypadkiem teraz nie jest trochę podobnie? Zdaje się, że pan minister widzi w kulturoznawstwie niepotrzebne pole badań, tym bardziej że krytyczne spojrzenie na kulturę dotyczy także zjawisk kontrowersyjnych (co przecież nie oznacza, że w kulturze nieobecnych). W liście protestacyjnym Polskiej Akademii Nauk czytam, że „skreślenie kulturoznawstwa to w istocie także przekreślenie całego bogactwa tradycji polskiej myśli o kulturze, to zatem cios nie tylko w badania nad kulturą, ale i w samą kulturę polską”.
Na całym świecie nie ma dyscypliny, którą utworzył minister, a która nazywa się „nauki o kulturze i religii”. Nie ma ośrodków badawczych, nie ma takich kierunków uniwersyteckich, nie ma czasopism naukowych i nie ma tradycji takiej dziedziny.
Smutno się mi robi, kiedy czytam o „lobby” profesorów, których miałam jeszcze szansę poznać – tych, którzy tworzyli poznańskie kulturoznawstwo. Byli to ludzie głęboko i szczerze zainteresowani badaniami nad kulturą i rozwojem polskiej myśli kulturoznawczej. A tymczasem okazuje się, że reforma dosięgnęła także historię sztuki, którą będzie się teraz uprawiać w ramach szeroko pojętej „nauki o sztuce”. Myślę o młodym pokoleniu. Na szczęście wychodzą całkiem fajne książki o sztuce przeznaczone dla dzieciaków, w tym świetna Historia obrazów dla dzieci, którego współautorem jest David Hockney.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki