Droga do kariery?

Trzeci stopień studiów, możliwość prowadzenia własnych badań naukowych, zwiększenie szans na rynku pracy albo chęć przedłużenia okresu studenckiego życia tak najczęściej mówi się o studiach doktoranckich.

Od 1989 roku liczba doktorantów w Polsce, która wynosiła wówczas 1820, wzrosła ponad 16-krotnie. O grupie liczącej w 2006 r. ponad 30 tys. osób nie do końca wiadomo,...
Czyta się kilka minut

Trzeci stopień studiów, możliwość prowadzenia własnych badań naukowych, zwiększenie szans na rynku pracy albo chęć przedłużenia okresu studenckiego życia – tak najczęściej mówi się o studiach doktoranckich.

Od 1989 roku liczba doktorantów w Polsce, która wynosiła wówczas 1820, wzrosła ponad 16-krotnie. O grupie liczącej w 2006 r. ponad 30 tys. osób nie do końca wiadomo, czy mówić studenci, czy pracownicy nauki, bo status doktoranta nie jest dokładnie określony. Mimo to chętnych do uzyskania tego stopnia naukowego nie brakuje.

Utrzymująca się od kilku lat na podobnym poziomie liczba uczestników kursów doktoranckich świadczy jedynie o ograniczonej liczbie miejsc na poszczególnych uczelniach, a nie braku zainteresowania, przy czym zainteresowanie to jest uzależnione od kierunku i uczelni. Zdecydowanie więcej studentów chce kontynuować studia na kierunkach humanistycznych niż ekonomicznych i technicznych. W ostatnich latach także coraz więcej kobiet stara się o zdobycie tytułu doktora. W ubiegłym roku panie po raz pierwszy stanowiły większość.

Dwa sposoby na doktorat

Aby zdobyć stopień doktora, można podjąć studia stacjonarne lub zaoczne. Te pierwsze dodatkowo mogą wiązać się z otrzymywaniem stypendium naukowego, ustalanego zależnie od uczelni na poziomie minimum 1044 zł miesięcznie. Oczywiście doktorant w ramach stypendium ma pewne zobowiązania dydaktyczne na uczelni, zwykle jest to 90 godzin zajęć ćwiczeniowych ze studentami (choć liczba ta też zależy od uczelni). Pozostały czas może przeznaczyć na własną działalność naukową. Nie ma natomiast prawa do podjęcia pracy na cały etat („dorabiać” do stypendium może jedynie pracując na część etatu lub na zlecenie).

Trudniej jest doktorantom zaocznym, którzy nie otrzymują stypendiów, a również mają obowiązki dydaktyczne. Tacy jednak są najbardziej opłacalni dla uczelni, ponieważ swoim dorobkiem naukowym powiększają zasób naukowy swojej uczelni, a przy tym zwykle nic nie kosztują. W ich przypadku nie ma już ograniczeń dotyczących dodatkowych źródeł dochodu.

Zupełnie inne zasady obowiązują na niestacjonarnych studiach doktoranckich, tu płacą tylko studenci. W zależności od uczelni koszt jednego semestru waha się od 1500 do 3000 złotych. Na takie studia pozwalają sobie zwykle osoby pracujące. Świeżo upieczony magister rzadko kiedy jest w stanie ponieść podobny wydatek, chyba że może liczyć na wsparcie rodziny. Poza tym ta ścieżka rozwoju przeznaczona jest raczej dla osób, które w pracy doktorskiej chcą wykorzystać doświadczenia zawodowe zdobyte na zajmowanym stanowisku.

Byt albo niebyt

Niektórym kwota 1000 złotych na utrzymanie może wydawać się przyzwoita. Trzeba jednak pamiętać, iż doktoranci to często osoby, które założyły rodziny, wynajmują mieszkanie lub pokój w akademiku i samodzielnie się utrzymują. Problem pojawia się też w momencie, gdy doktorant chciałby zakupić na raty niezbędny komputer czy też wziąć kredyt mieszkaniowy. Stypendium naukowe nie jest traktowane jako stały dochód, więc taka osoba dla banku nie posiada zdolności kredytowej. Jedyna możliwość to otrzymanie kredytu studenckiego na zasadach podobnych jak na studiach I i II drugiego stopnia. Doktorantom nie przysługują też wszystkie prawa studenckie. Zniżkę na bilety kolejowe mają tylko ci, których uczelnie ją wykupiły. Dodatkowo w kilku miastach Polski przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej wprowadziły dla nich bilety ulgowe, tak jest m.in. w Poznaniu.

Chętnych jest wielu

Przyszli adepci polskiej nauki najwyraźniej nie są materialistami. Dlaczego więc decydują się na kursy doktoranckie? Dla 26-letniego Michała, kandydata na studia doktoranckie na AR w Poznaniu, jest to przede wszystkim możliwość przeprowadzania własnych badań naukowych. – Chcę prowadzić badania naukowe w mojej dziedzinie, łącząc badania terenowe i laboratoryjne. Ponadto studia stwarzają możliwość współpracy z międzynarodowym środowiskiem naukowym.

Studia doktoranckie stanowią też niepowtarzalną możliwość rozwijania swoich pasji. – Traktuję je jako etap przejściowy pomiędzy studiami magisterskimi a dalszą częścią mojego życia czy to na uczelni, czy też w innym miejscu. Zamierzam robić to, co lubię – argumentuje Paweł (24 lata), również zainteresowany studiami doktoranckimi na AR.

Uczyć się warto?

Doktoranci są więc osobami zdecydowanymi na własny rozwój, tego typu zysku nie da się przeliczyć na pieniądze. Obecnie ukończenie stacjonarnych studiów doktoranckich nie jest jednoznaczne z pozostaniem na uczelni. Wydaje się, że doktorat powinien zwiększać możliwości na rynku pracy, gdyż świadczy o wyższym wykwalifikowaniu, a przede wszystkim wyspecjalizowaniu. Czy tak jest w rzeczywistości?

– Pojawiają się programy unijne, takie jak „Kierunek sukces”, które są adresowane do studentów oraz młodych pracowników naukowych – mówi dr Jacek Radomski, kierownik Biura Karier UAM w Poznaniu. Takie programy umożliwiają m.in. odbywanie staży.

Jednak sam stopień doktora nie gwarantuje zdobycia dobrze płatnej pracy w wymarzonej firmie, nawet gdy przebywało się na stypendium zagranicznym. – Żeby zrobić bezpośrednią karierę w kraju, lepiej być przedsiębiorczym i skorzystać z odpowiedniego programu, na przykład „Pomysł na biznes”, wtedy można przestać się oglądać na firmy i rozpocząć własną działalność. Tym bardziej że w niektórych firmach osoby na wyższych stanowiskach niechętnie zatrudniają doktorów, stanowiących dla nich zagrożenie – dodaje dr Radomski.

Co się może zmienić?

W sierpniu 2006 roku premier Jarosław Kaczyński zapowiadał reorganizację szkół wyższych, instytucji naukowych oraz docelowy wzrost liczby doktorantów do 60 tysięcy. Lipiec jest na większości polskich uczelni czasem, gdy odbywają się egzaminy na studia doktoranckie. Tak więc trudno w tym momencie stwierdzić, czy liczba doktorantów wzrośnie w porównaniu do ubiegłego roku. Pytając na kilku wydziałach poznańskich uczelni o liczbę miejsc na studia doktoranckie, dowiedziałam się, iż takiego wzrostu na razie się nie przewiduje (na niektórych myśli się nawet o ograniczeniu liczby miejsc do liczby stypendiów).

Wzrosnąć może natomiast liczba chętnych na zaoczne studia doktoranckie. Już wkrótce wchodzi w życie zmiana ustawy o państwowym zasobie kadrowym i wysokich stanowiskach państwowych ułatwiająca osobom posiadającym stopień naukowy doktora zostanie pracownikiem służby cywilnej.

Czy takie kroki zachęcą młodych zdolnych naukowców do ukończenia studiów doktoranckich? Obecnie dla wielu pracodawców stopień doktora danego kierunku znaczy niewiele więcej niż magistra. Czy warto więc spędzać cztery kolejne lata w laboratoriach i bibliotekach, skoro łączyć się będzie to z – delikatnie mówiąc – niedostatnim życiem? Wbrew takim pesymistycznym perspektywom walka o miejsca na studiach doktoranckich trwa. Jakby nie patrzeć, każdy stopień naukowy w pewien sposób nobilituje, a być doktorem, to zawsze więcej niż być magistrem.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 30/2007