Logo Przewdonik Katolicki

Czy teologia jest prawdziwą nauką?

Ks. prof. Henryk Seweryniak, dr Monika Białkowska
FOT. ROBERT WOŹNIAK, AGNIESZKA ROBAKOWSKA/PK

Ks. Henryk Seweryniak: Skąd ci się wzięło takie pytanie?

Monika Białkowska: Z ministerstwa, choć trochę okrężną drogą. Ministerstwo wydało rozporządzenie w sprawie podziału nauki na dyscypliny. Teologia została tam wpisana jako oddzielna dziedzina teologiczna, a nie część nauk humanistycznych. Owszem, to ułatwia teologom choćby ubieganie się o granty, o które nie będziemy musieli rywalizować z historykami czy kulturoznawcami, ale to nikogo poza naukowcami nie obchodzi. Ważne, że w odpowiedzi „Obywatele Nauki”, czyli organizacja zrzeszająca naukowców wystosowała swoją opinię, w której proponuje, cytuję, „wyraźne oddzielenie nauk kościelnych od systemu nauki”.
 
H.S.: A motywują to jakoś?
 
M.B.: Nie podoba im się odrębność teologii wewnątrz systemu: bo mamy prawo do innej rekrutacji na studia, do stawiania podczas niej dodatkowych warunków, do innego zatrudniania pracowników. I nie oszukujmy się, że zwłaszcza z tego ostatniego korzystamy. Ale co ważniejsze chyba, znów zacytuję, „teologia nie spełnia warunku autonomii uczelni i wolności badań naukowych, i ogłaszania ich wyników oraz wolności nauczania, gdyż podlega nadzorowi władz kościelnych”. Mówiąc po ludzku i bez cytatu: teolog może sobie kombinować, badać, odkrywać – ale jeśli Kościół tego nie zatwierdzi, to jego badania pozostają bez znaczenia, a on nie ma prawa ich ogłaszać.
 
H.S.: Tu się rzeczywiście zderzamy z problemem Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Pisał już o tym kard. Ratzinger. Tłumaczył, że jego prawa są analogiczne do praw firmy, zastrzegającej sobie znak firmowy – w tym przypadku to znak firmowy Kościoła. Teologia jest na służbie Kościoła, więc jeśli teolog odkryje na przykład, że jakiś dogmat jest niesłusznie ogłoszony, to ma prawo to badać i wyniki przedstawiać Kościołowi. Nie ma tylko prawa sam tego ogłaszać i uparcie przy tym trwać, bo wtedy stawałby się heretykiem.
 
M.B.: To może być nawet zrozumiałe tłumaczenie w dzisiejszym świecie. Coraz więcej firm współpracuje w różnymi wydziałami, wręcz zlecając badania naukowe w konkretnym, interesującym je kierunku…
 
H.S.: Pytanie, czy to się rzeczywiście przyczynia do rozwoju nauki?
 
M.B.: Do rozwoju oczywiście, że się przyczynia! Może odbiera naukowcom wolność w wybieraniu kierunków tego rozwoju, skoro badają to, za co im się płaci, a nie to, co ich interesuje. Ale nauka jako całość nadal się rozwija!
 
H.S.: Może masz rację. Ale wróćmy do tego związku w przypadku teologii i Kościoła. Joseph Ratzinger przekonuje, że innym naukom też nie przysługuje nieograniczona wolność. Ogranicza je ich przedmioty, cele, metody, hierarchie naukowe, zależności od autorytetów, również od pieniędzy, o czym mówiłaś.
 
M.B.: Skoro tyle jest tych zależności we wszystkich naukach, to dlaczego właśnie zależność teologii tak bardzo kłuje innych w oczy?
 
H.S.: Bo nie jest rozumiana jej istota! Zależność teologa od Magisterium Kościoła to nie jest jakaś zewnętrzna sankcja. Kościół nie ma nieograniczonych możliwości ingerencji w badania teologów czy zmiany ich wyników. Teolog musi pamiętać, że jest na służbie ludzkiej wiary – i że Kościół może chcieć innej teologii.
 
M.B.: Innej w sensie – „dojdźcie do innych wniosków”? Czy innej – „badajcie inne aspekty”? Pamiętam z czasów studiów historię o tym, że Kościół w pewnym momencie zakazał dalszego badania tego, co oznaczało, że Maryja jest „zawsze dziewicą”. Nie chciał wnikania w kwestie biologiczne i teologicznych rozważań na temat przerwania błony dziewiczej choćby podczas porodu. I zrobił to nie dlatego, że wnioski mogły zburzyć czyjąś wiarę – ale dlatego, że takie rozważanie nie tylko jest niesmaczne, ale też kwestie biologiczne niczego nie wnoszą do idei duchowego dziewictwa.
 
H.S.: I właśnie raczej o tę drugą kwestię chodzi: o „badajcie inne sprawy”. Ale też pamiętaj, że ta relacja między teologią i Urzędem Nauczycielskim Kościoła nie zawsze była, jest idealna. I czasem może być niezdrową zależnością. Tak jest, kiedy teolog tylko powtarza albo komentuje treści orzeczeń papieskich czy biskupich, boi się szukać głębiej, z myślą o wierze innych. Co by było, gdyby ks. Granat, ks. Heller czy o. Salij czekali tylko na wskazania papieża i biskupów, a nie myśleli o wierze innych, swojej? Ze szczególnie niezdrową sytuacją mamy do czynienia wtedy, kiedy teolog w konflikcie z Magisterium Kościoła szuka pomocy instancji państwowych, jak się czasem dzieje na Zachodzie. Tak byłoby wreszcie wtedy, gdyby Urząd Nauczycielski Kościoła nie podawał racji swego postępowania wobec danego teologa, domagając się od niego bezwzględnego posłuszeństwa.
 
M.B.: Pogadaliśmy sobie fachowo, ale w zasadzie, co to ludzi obchodzi? Dla nich „naukowiec” to raczej ktoś nad mikroskopem i probówkami, a nie nad Sienkiewiczem i problemem istnienia Boga…
 
H.S.: Stawiasz jakąś diagnozę świata. Ale to jest diagnoza świata chorego!
 
M.B.: Tak już jest, że diagnozę stawia się chorym. A ci, którzy zarzucają nam nienaukowość, będą mówili choćby o braku przedmiotu badań (Bóg? Ktoś Go widział?) i o pewnej kontrolowalności teologii.
 
H.S.: Z przedmiotem rzeczywiście mamy problem. My po prostu wierzymy jak każdy chrześcijanin. A potem musimy pytać rozum o tę wiarę. Nawet św. Tomasz z Akwinu pisał, że „wydaje się, że Bóg istnieje”. Ale przecież my się zastanawiamy nad sensem wiary człowieka, nad moralnością człowieka wierzącego, nad tym, co przekazano nam w Piśmie Świętym, nad dziejami Kościoła, nad..., nad... Najprostsza definicja teologii brzmi „intellectus fidei”, „rozumienie wiary”.
 
M.B.: „Rozumienie wiary”, a nie „rozumienie Boga”… Możemy zaryzykować heretyckie twierdzenie, że nawet gdyby ktoś kiedyś udowodnił, że Boga nie ma, teologia wcale nie musiałaby przestać istnieć. Może nie byłaby rozwijana, ale mogłaby pozostać jako historyczna nauka o tym, co się działo z człowiekiem, kiedy wierzył w Boga?
 
H.S.: Złośliwość twojego pytania mnie osłabia… Ale ja mam na nie fenomenalnie prostą odpowiedź!
 
M.B.: Że nikt nigdy nie udowodni, że Boga nie ma?
 
H.S.: Oczywiście! I wiedziałaś, że taka będzie odpowiedź! To nie znaczy też, że udowodnimy narzędziami, metodami: fizyki, matematyki, chemii, że On jest. To znaczy, że kwestia istnienia Pana Boga nigdy nie przestanie być kwestią wiary, nadziei, miłości. Tak już jest ten świat przez Niego urządzony. I cudownie, że tak jest.
 
M.B.: A skoro to zawsze będzie kwestia wiary, to i teologom pracy i tematów do badań nie zabraknie…
  


 
Ks. prof. Henryk Seweryniak prof. dr hab. teologii fundamentalnej, przewodniczący Stowarzyszenia Teologów Fundamentalnych w Polsce.
Dr Monika Białkowska doktor teologii fundamentalnej, dziennikarka „Przewodnika Katolickiego”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki