Logo Przewdonik Katolicki

Potańcówka dla aborcji

Magdalena Guziak-Nowak
FOT. FACEBOOK POWAŻNE DZIEWCZYNY

To nie jest finezyjny tytuł, ale nazwa dobroczynnej (!) imprezy, która promowała aborcję jako „codzienność, zdrowie, wolność, godność i życie”. Ciąg dalszy nastąpi…

Zwolennicy aborcji podrygiwali w rytm skocznej muzyki obok podświetlonego neonu z napisem „aborcja”. Reklamowana w mediach społecznościowych impreza odbyła się 25 sierpnia w Warszawie. Według Facebooka uczestniczyło w niej ponad 200 osób.
 
Cdn…
Celem „Potańcówki dla bezpiecznej aborcji” była zbiórka funduszy na pierwszy marsz z okazji Światowego Dnia Bezpiecznej Aborcji, który odbędzie się w stolicy 30 września. Z tego powodu wydarzenie zostało otagowane jako „cele dobroczynne”… Z relacji organizatorów i uczestników dowiadujemy się, że było po prostu fajnie. W sklepiku można było kupić „ekstrarzeczy” jak naszywki z napisem „Aborcja jest OK”, a potem je „nosić dumnie, na kurtce, plecaku, bluzie, czapce, czym chcecie”. W ofercie były też torby na zakupy z macicą i podpisem „antyfaszystka proaborcjonistka” oraz okolicznościowe koszulki i przypinki. Bilety-cegiełki kosztowały od 15 zł w górę („Jak możesz i chcesz zapłacić więcej, to śmiało! Cały dochód przeznaczamy na organizację marszu”). Akcję zorganizował Aborcyjny Dream Team, który zresztą cały czas zbiera środki na marsz pro-choice, by był „piękny, jak sobie wymarzyłyśmy”, oraz głosi hasła w stylu: „Aborcja to codzienność, to zabieg medyczny, to fakt z życia. Aborcja to zdrowie. Aborcja to wolność. Aborcja to godność. Aborcja to autonomia. Aborcja to życie”.
„Potańcówka dla aborcji”, która z trudem mieści mi się w głowie, pokazuje dobitnie trzy sprawy: do czego prowadzi polityczna gra na zwłokę w sprawie projektu „Zatrzymaj aborcję”, jak środowiska proaborcyjne przesuwają granicę przyzwoitości i naszej wrażliwości na ich skandaliczne pomysły oraz w jaki sposób zawłaszczają język, zmieniając znaczenie poszczególnych pojęć lub tworząc swoje – dla swoich celów.
 
Pierwsze: odpowiedzialność polityków
Krótko o polityce, bo drogę upupianego projektu „Zatrzymaj aborcję” opisywaliśmy już tyle razy, że zebrałby się z tego cały numer „Przewodnika”. W styczniu br. pierwsze czytanie w Sejmie, potem skierowanie projektu do komisji, aby odwlec drugie czytanie, potem brak włączania inicjatywy w obrady komisji, wreszcie wydzielanie specjalnej podkomisji i znowu cisza. Mimo deklaracji Jarosława Kaczyńskiego z kwietnia 2017 r., że PiS „w żadnym wypadku nie wycofuje się z dążenia do zakazu aborcji z powodu choroby dziecka”, ta cisza trwa już prawie rok – „Zatrzymaj aborcję” trafiło do laski marszałkowskiej 30 listopada ub.r.
Nowelizacja ustawy jest prosta – chodzi tylko o wykreślenie tzw. przesłanki eugenicznej. Zbędna zwłoka nie tylko prowadzi do śmierci kolejnych dzieci podejrzanych o ciężkie i nieodwracalne upośledzenia, ale też nakręca i rozjątrza środowiska proaborcyjne, które kpiąc z bezwarunkowego prawa do życia dla każdego poczętego człowieka, sięgają po coraz obrzydliwsze środki. Po fali czarnych protestów odbyły się „defilady” pod kuriami diecezjalnymi („Zrozum, biskupie, mamy cię w d…”). Teraz była imprezka, o której bodajże „Nasz Dziennik” napisał, że to taniec na grobach, na co organizatorzy zaśmiali się w głos, że fakt, cmentarz jest blisko, ale przecież oni będą tańczyć NA PARKIECIE!
 
Drugie: przesuwanie granicy
W 1980 r. Calvin Klein wystartował z reklamą obcisłych dżinsów. Prezentowała je 15-letnia Brooke Shields, a jej zdjęcia były opatrzone hasłami z podtekstem seksualnym. Kampania wywołała falę oburzenia i zakazano jej rozpowszechniania. Czy dziś półnaga modelka w obcisłych spodniach jeszcze kogoś dziwi lub zawstydza?
Przykład może i trywialny, ale dobrze ilustrujący naczelną zasadę urabiania opinii publicznej, czyli kropla drąży skałę. Powoli, metodą małych kroczków, przesuwajmy granicę wrażliwości, aby to, co 10 lat temu było uważane za szokujące, dziś wydawało się powszednie, zwyczajne, akceptowalne. Takie obchodzenie się z zasadami moralnymi św. Jan Paweł II nazywał permisywizmem. „Nie ulega jednak wątpliwości, że permisywny styl życia zaczyna stopniowo zatruwać obyczaje, przede wszystkim za pośrednictwem społecznych środków przekazu i ludzi, którzy, przez dłuższy czas oderwani od korzeni własnej kultury, zatracili zmysł moralny i duchowy” – pisał w 1997 r.
Zatem „Potańcówka dla aborcji” nie wzięła się znikąd, ale ze stopniowego oswajania i rozmiękczania tematu aborcji. Kilkanaście lat temu pewnie niewielu odważyłoby się powiedzieć „Aborcja jest OK”, a czy ktokolwiek poszedłby na zakupy z torbą z macicą? Dziś to nawet można zabawić dla tej idei. „Aborcja” pojawia się w kontekście „potańcówki”, zabijanie dzieci jest więc powodem do świętowania.
 
Trzecie: zawłaszczanie języka
Język kształtuje rzeczywistość. Aby osiągać swoje cele, środowiska proaborcyjne wprowadzają do opinii publicznej własne narracje i pojęcia. Nieżyjący już lekarz ginekolog i pro-lifer prof. Włodzimierz Fijałkowski pisał o tym już w 2001 r. W swojej książce Ekologia płodności zamieścił nawet „słownik” charakterystyczny dla grup o mentalności proaborcyjnej.
Pierwszym przykładem zawłaszczania języka może być spopularyzowanie terminu „ustawa antyaborcyjna”, choć pełna nazwa dokumentu z 1993 r. brzmi „ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”. Po co taki zabieg? Nie tylko po to, żeby było krócej. Słowo „antyaborcyjna” sprzyja kojarzeniu ustawy z czymś niekorzystnym, z pozbawieniem jakiegoś dobra, choć w rzeczywistości jej celem jest ochrona życia. Podobnymi karykaturami są „życie płciowe” (żyje cały człowiek; nie mówimy o życiu oddechowym czy życiu pokarmowym, skąd więc oderwane od całej struktury osobowej życie narządów płciowych?), „zdrowie reprodukcyjne” (to zwrot wprowadzony przez aborcyjnego giganta Planned Parenthood i pierwotnie używany w odniesieniu do kontroli urodzeń w krajach rozwijających się) czy zbitka „wskazania do przerwania ciąży”, która mogłaby się odnosić do wywoływania porodu, a w powszechnej świadomości sugeruje istnienie lekarskich przesłanek do zabicia dziecka. Być może bliższe nam, ale równie zakamuflowane są „przyjście na świat” (dziecko przychodzi na świat w chwili zapłodnienia, a po dziewięciu miesiącach ciąży się rodzi), „przyszli rodzice” (są nimi małżonkowie przed poczęciem dziecka, choć zwykle nazywamy tak obecnych rodziców dziecka w wewnątrzmacicznej fazie życia) i „spodziewanie się dziecka” (taki zwrot również osłabia świadomość aktualnej obecności dziecka, więc lepiej powiedzieć „spodziewamy się narodzin dziecka”).
Ktoś powie – niuanse, czepialstwo. Tymczasem to niuanse sprawiły, że dziś lekko i bez poczucia żenady lub nieprzyzwoitości można powiedzieć „Aborcja jest OK”. Co z pewnością usłyszymy także 30 września.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki