Innym razem żadne wydarzenie nie wydaje mi się na tyle interesujące, żeby je opisać. Czasem odpływam w inne kierunki, klikając w jakiś link, a potem w następny i docieram do obszarów, które zajmą moją uwagę przez kolejną godzinę, ale nie mają nic wspólnego z zagadnieniami, które powinnam znaleźć. Czasem wiadomości wypływające z różnych komentarzy mnie dołują. Znacznie rzadziej inspirują. Zdarza się, że o 10.00 rano zaczynam szukać, a kończę o 14.00, rezerwując samolot, bo oto niezwykle tani lot. Albo kupując kolejną książkę w formacie mobi (papierowe wydania wolę kupować w księgarni). Albo buty na Allegro.
Ale wracając do biletów na samolot: dzisiaj objawił mi się Spitzbergen z Oslo za kilkaset złotych, a do Oslo z Poznania to w ogóle taniej niż do Warszawy intercity. A Spitzbergen to wspomnienie mojego taty i jego podróż życia. Odbywając bowiem obowiązkową służbę wojskową na okręcie Marynarki Wojennej, pływał z wyprawą naukową właśnie tam w latach 50. Zdjęcia z tych wypraw towarzyszyły mi przez całe dzieciństwo. Stos małych fotografii, a na nich lód, śnieg, zakapturzone postaci, jakieś psy, w tym jeden biały szczeniak, młodzi uśmiechnięci ludzie. I zorza polarna. Zorza zawsze w mojej wyobraźni jest jasnoszara. Taka jak na czarno-białych zdjęciach: jakieś nieokreślone szare mazy na niebie, a i tak robiła wrażenie. Nie umiałam sobie wyjaśnić, co to jest na tym niebie i jaki w rzeczywistości ma kolor. Tata mówił, że różne kolory i że się mienią. Teraz zdjęcia i filmy pokazują, że zorza jest raczej zielona, co z tego, jak mnie wciąż to nie przekonuje.
Spitzbergen mnie kusi, choć nie cierpię zimna. Chciałabym się skonfrontować z przeżyciami mojego ojca, zobaczyć to, co on wtedy, gdy miał 21 lat, a w Poznaniu czekała na niego dziewczyna (która potem stała się moją mamą). Dzięki Spitzbergenowi mogłam w przedszkolu opowiadać o dzielności mego ojca. Lubiłam koloryzować, więc przekonywałam przedszkolanki, że mój tata jest dowódcą statku i pływa na biegun północny. Zmyślałam rzeczy niestworzone nawet później, w szkole podstawowej. Kiedy mój tata wrócił z podróży służbowej do Nigerii, oświadczyłam koleżankom i kolegom z klasy, że przywiózł mi żywą małpę. Niektórzy przychodzili do mnie do domu, żeby ją zobaczyć, musiałam więc jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Uspokoiłam się, kiedy jeden kolega potwierdził, że widział ją w oknie, więc istnieje. No i proszę, jak odeszłam od tematu: a wciąż nie wiem, o czym pisać do następnego numeru…
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













