Kometa

Nie wiem, jak to się dzieje, że styczeń ma zdecydowanie więcej niż 31 dni, przez co staje się najdłuższym miesiącem w całym roku.
Czyta się kilka minut
3I/Atlas, 30 listopada 2025 r., fot. Associated Press/East News
3I/Atlas, 30 listopada 2025 r., fot. Associated Press/East News

Grudzień jest najciemniejszy, to prawda, ale styczeń najdłuższy, a co więcej: coraz dłuższy. Z jednej strony to dobrze: ileż razy marzyłam o tym, żeby miesiąc się rozciągnął, żeby czas nie pędził tak szybko, żeby nareszcie poczuć tę rozwlekłość każdego tygodnia. I żeby zamiast mówić ze zdziwieniem: Jak to, już piątek?, zawołać raczej: Niemożliwe, dopiero wtorek? Tylko że dlaczego to musi być wciąż styczeń, taki byle jaki miesiąc? Czy nie mógłby to być lipiec lub wrzesień, kiedy wyjeżdżam na wakacje? Dlaczego nie mogą dłużyć mi się dni, kiedy wychodzę po zakupy w klapkach na bosych stopach, a słońce nie zachodzi przed godziną 21.00?

Zamiast jednak płakać za latem i skupiać się na długim oczekiwaniu, jednym słowem: zamiast marudzić, postanawiam cieszyć się z panującej szarości niczym z obrazów skandynawskich mistrzów nostalgii i słońca, które wschodzi i zachodzi na północy niemal od razu. A poza tym długa jest noc, a nocą na niebie dzieją się rzeczy ciekawe, nawet jeśli nie jest to zorza polarna. Zaglądam więc do astronomicznych portali, czytam informacje dotyczące ruchu na niebie. W grudniu na przykład, właśnie wtedy, gdy noc była najdłuższa, a dzień najkrótszy, przemknęła niezauważalna raczej gołym okiem kometa międzygwiezdna 3I/ATLAS. Nie wiadomo, skąd przybyła i nie wiadomo, dokąd odleciała. Układ Słoneczny znalazł się po prostu na jej drodze, a pędziła z prędkością 210 tys. kilometrów na godzinę. Kometa ta może mieć od 7 do 10 mld lat, została wyrzucona z jakiegoś układu podczas formowania się w nim planet i odtąd przemierza milczącą i pustą przestrzeń po hiperbolicznej trajektorii. Nigdy więc już nie wróci do naszego Układu Słonecznego i nie znajdzie się tak blisko Ziemi (przy czym blisko oznacza 269 mln km). Zdjęcia NASA pokazują, jaka jest piękna i … samotna. Niby wokół pełno przeróżnych obiektów, ale w przestrzeniach tak bardzo dalekich, tak bardzo… To, co wiedzą o niej naukowcy – a właściwie czego nie wiedzą – składa się na metafizyczną baśń.

Czy to nie metafora podstawowych egzystencjalnych pytań, jakie zadaje człowiek od zarania swojego istnienia? Przychodzimy nie wiadomo skąd, odchodzimy nie wiadomo dokąd, a nasze życie wobec tej wieczności to tylko moment. Znowu wracamy więc do poczucia czasu, który się wydłuża lub skraca. Ostatecznie jednak się skraca i częściej mówimy: Zaraz, zaraz, to już mam 80 lat? Kiedy to się stało? Więc wobec tej wieczności wszechświata czy nie mkniemy przez życie trochę jak 3I/ATLAS – w kosmicznej pustce, ciągnąc za sobą cudowny warkocz? Czy to nie wspaniała perspektywa, ta wiedza, że przedtem jednak coś jest i potem również? Że to samo, tylko w innej konstelacji? Inny układ gwiezdny? Ciekawe jaki. Z pewnością piękny i dobry.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 1/2026