Posłańcy śmierci

W latach 536-540 na całej kuli ziemskiej odnotowano globalne ochłodzenie, wskazujące na efekt tak zwanej zimy nuklearnej. Naukowcy School of Physics and Astronomy z Cardiff University w Wielkiej Brytanii ogłosili, że przyczyną tej gwałtownej zmiany klimatu było najprawdopodobniej zderzenie Ziemi z małą, 0,5-kilometrową kometą. Wyniki ich badań opublikował najnowszy numer "Astronomy and...
Czyta się kilka minut
W latach 536-540 na całej kuli ziemskiej odnotowano globalne ochłodzenie, wskazujące na efekt tak zwanej zimy nuklearnej. Naukowcy School of Physics and Astronomy z Cardiff University w Wielkiej Brytanii ogłosili, że przyczyną tej gwałtownej zmiany klimatu było najprawdopodobniej zderzenie Ziemi z małą, 0,5-kilometrową kometą. Wyniki ich badań opublikował najnowszy numer "Astronomy and Geophysics". Kometa pod wpływem ciśnienia eksplodowała w naszej atmosferze, a jej drobne szczątki zostały rozrzucone po całej atmosferze, zmniejszając dopływ światła słonecznego do powierzchni Ziemi. Podobnego zdarzenia nie da się wykluczyć i dziś. Mimo postępu nauki nadal nie znamy trajektorii lotów wielu potencjalnie zagrażających Ziemi obiektów kosmicznych.

W dziejach Ziemi był długi okres tzw. wielkiego bombardowania. Obiekty kosmiczne: planetoidy i komety bez przeszkód uderzały w jej powierzchnię. Okres wielkiego bombardowania zakończyło powstanie atmosfery, która do pewnego stopnia chroni nas przed uderzeniem z nieba. Niestety, ziemska atmosfera nie zatrzyma wszystkich obiektów. Według szacunkowych danych, każdego dnia na Ziemię spada od tysiąca do kilkudziesięciu tysięcy ton kosmicznego pyłu i gruzu. Kawałki wielkości 0,5 km spadają raz na kilkaset lub kilka tysięcy lat i mogą wywołać katastrofę na skalę globalną - mówi dr Jadwiga Biała z Olsztyńskiego Planetarium i Obserwatorium Astronomicznego. Zderzenia z planetoidami czy kometami są w Układzie Słonecznym chlebem powszednim. Na Ziemi zachowało się ponad 200 ogromnych kraterów. Choć niektóre mają wielkość obszaru Polski, są mało widoczne, gdyż pokryła je zieleń i woda. W 1994 roku naukowcy zaobserwowali zderzenie komety Shoemaker-Lavy 9 z Jowiszem. Krótko przed uderzeniem w planetę kometa rozpadła się na ok. 20 części. Gdyby doszło do takiej kolizji z Ziemią, wywołałoby to wiele katastrof porównywalnych z wybuchem na Syberii z początku XX wieku.

Podkamienna Tunguska

30 czerwca 1908 r. nad syberyjską rzeką Podkamienna Tunguska nastąpiła potężna eksplozja. Fala uderzeniowa dwukrotnie okrążyła Ziemię. Wybuch powalił drzewa na powierzchni 2 tys. km kwadratowych. W Europie obserwowano świecenie nocnego nieba przez kilka kolejnych dni po wybuchu. Światło było tak intensywne, że o północy można było czytać, nie zapalając lampy. Do dziś nie wiadomo dokładnie, co wybuchło. Jedną z kilku prawdopodobnych hipotez jest ta, że nad Syberią eksplodowała mała planetoida kamienna o średnicy około 60 m. Wybuch rozerwał ją na tak małe części, że uległa rozpyleniu. Tylko dlatego, że wybuch nastąpił nad prawie nie zamieszkanym, niemal dzikim rejonem Syberii, nie było ofiar w ludziach. Gdyby do wybuchu doszło np. nad Europą, byłyby ich miliony.

Wielkie wymieranie

Najgroźniejsze są kolizje z obiektami wielkości kilku i więcej kilometrów. Zderzenie z nimi wywołałoby tak dużą emisję pyłów do ziemskiej atmosfery, że stałaby się ona nieprzenikniona dla promieni słonecznych. Efektem tego byłoby wieloletnie ochłodzenie klimatu na całej Ziemi, być może nawet ustanie procesu fotosyntezy. Gdyby obiekt trafił w któryś z oceanów, wywołane nim olbrzymie fale zatopiłyby wyspy i obszary przybrzeżne najbliższych kontynentów. Do takich katastrof dochodziło w dziejach Ziemi wielokrotnie. Powszechnie znane jest już zderzenie Ziemi z planetoidą przed 65 milionami lat, w skutek czego wymarły dinozaury. Obiekt ten miał ok. 10 km średnicy. W ciągu ostatnich 600 milionów lat przynajmniej pięciokrotnie dochodziło do równie dużych lub większych globalnych katastrof. Największa miała miejsce na przełomie epok permu i triasu (blisko 250 mln lat temu), zanim pojawiły się dinozaury. W jej wyniku zginęło ponad 95 procent wszystkich zamieszkujących Ziemię gatunków roślin i zwierząt!

Skała z nieba

Sześć lat temu świat obiegła sensacyjna wiadomość: w 2028 roku Ziemi może grozić zderzenie z planetoidą oznaczoną przez astronomów symbolem 1997 XF11. Jej średnica wynosi ok. 1,6 km. Obiekt umieszczono na 108. pozycji listy planetoid zagrażających Ziemi. Dwa lata temu specjaliści z ośrodka badawczego w New Mexico ogłosili, że do Ziemi zbliża się inna planetoida, tym razem dwukilometrowej średnicy. Ustalono, że obiekt ochrzczony kryptonimem 2002 NT7 leci z szybkością 28 kilometrów na sekundę, obiega Słońce w 837 dni, a jego orbita 1 lutego 2019 r. przetnie się z orbitą Ziemi. W obu przypadkach, gdy naukowcy ponownie przeprowadzili obliczenia, okazało się, że planetoidy miną nasz glob w bezpiecznej odległości. Po raz kolejny mieliśmy szczęście. - Gdy odkrywamy jakąś planetoidę czy kometę, to wyznaczenie toru jej lotu obarczone jest zwykle pewnym błędem. Stąd wzięły się w przeszłości alarmujące tytuły prasowe o zagrożeniu kolizją z Ziemią. Wszystkie zaobserwowane obiekty, które potencjalnie mogą zagrozić naszej planecie, są cały czas monitorowane i analizuje się trajektorię ich lotu. Obecnie, mimo kilku wcześniejszych podejrzeń, nie wykryto konkretnego obiektu mogącego zderzyć się w najbliższym czasie z Ziemią. Takie ryzyko, choć niewielkie, jednak na pewno istnieje - mówi dr Jadwiga Biała. W naszym Układzie Słonecznym krąży, lub przez niego tylko przelatuje, tysiące obiektów mogących nam potencjalnie zagrozić. Bardzo dużo takich większych i mniejszych planetoid krąży wokół Słońca, po orbitach między Marsem a Jowiszem.

Potencjalni zabójcy

Według obliczeń, jest ich tam ponad 300 tysięcy, większość o średnicy 1-3 km. Jedną z większych jest 25-kilometrowy Eros - odkryty ponad sto lat temu. W 1937 r. odkryto Hermesa, który ma niecały kilometr średnicy. Mogą one zderzyć się z Ziemią w ciągu miliona lat. Zdaniem naukowców, bardziej obawiać się powinniśmy tych planetek, których jeszcze nie widzieliśmy. Zdarza się, że co jakiś czas któraś z nich np. pod wpływem grawitacji Jowisza zostaje "wytrącona" ze swojej orbity i zmienia kierunek lotu. Dzisiaj nauka umie już śledzić nawet stosunkowo małe obiekty kosmiczne. Takie obserwacje są rejestrowane przez komputery współpracujące z teleskopami i radarami. Obecnie odkrywa się je masowo. Przestano im już nawet nadawać nazwy, a zaczęto je numerować. Połowę zagrażających nam planetoid odkryto dopiero po 1991 roku. Poszukiwania prowadzi się w kilku miejscach na całym świecie. Jet Propulsion Laboratory z Pasadeny współpracuje z Siłami Powietrznymi Stanów Zjednoczonych. NASA Ames Research Center prowadzi programy o nazwie "Spaceguard", a University of Arizona projekt "Spacewatch". - Ryzyko przeoczenia obiektu na tyle dużego, że mógłby przy zderzeniu z Ziemią przedrzeć się przez jej atmosferę i spowodować kataklizm, jest dość małe, ale jednak jest - mówi dr Jadwiga Biała. W razie odpowiednio wczesnego wykrycia takiego zagrożenia nie jesteśmy bezradni. Zniszczenie niebezpiecznego obiektu rakietami kosmicznymi z głowicami jądrowymi nie przyniosłoby oczekiwanych rezultatów, bo rozczłonkowany wybuchem głaz mógłby stać się nieprzewidywalny. Zamiast jednego uderzenia w Ziemię mogłoby nastąpić ich wiele, w być może najbardziej zaludnione miejsca naszej planety. Pod uwagę bierze się raczej zepchnięcie planetoidy z kursu. Mógłby tego dokonać sterowany z Ziemi bezzałogowy statek kosmiczny. Wszystko to pod warunkiem, że o niebezpieczeństwie dowiemy się odpowiednio wcześnie, np. na wiele miesięcy przed datą kolizji. Gdy na działanie pozostanie nam np. tylko kilka tygodni - będziemy bezradni.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 10/2004