Wystrzelony z sondy Deep Impact próbnik wielkości pralki do prania, z szybkością ok. 10 kilometrów na sekundę uderzył 4 lipca w jądro komety Tempel 1. Można to porównać do zderzenia komara z odrzutowcem. Prędkość pocisku sprawiła jednak, że siła eksplozji była równoważna wybuchowi 4,4 tony trotylu. Po kolizji powstał krater o średnicy 120 metrów i głębokości 25 m. Badanie wyrzuconej po wybuchu materii da naukowcom odpowiedź na pytania dotyczące początków Układu Słonecznego. Materia jądra komety nie zmieniła się bowiem od miliardów lat. Udana misja Deep Impact jest także pierwszym krokiem do poprawy bezpieczeństwa całego ziemskiego globu. Być może już niedługo nie będziemy całkiem bezradni na wypadek ewentualnej kolizji z innym ciałem niebieskim.
Sonda została wystrzelona 12 stycznia tego roku. Przez sześć miesięcy pokonała 431 milionów kilometrów. Miedziany, naszpikowany czujnikami pocisk przekazywał zdjęcia ze swego samobójczego lotu do ostatnich sekund przed uderzeniem.
Naukowcy uzyskali dzięki temu najwyraźniejsze w historii zdjęcia jądra komety o długości14 i szerokości 3 km. Manewr oddzielenia próbnika od sondy przebiegł bezproblemowo. Misja kosztowała NASA 333 mln dolarów. Po uderzeniu w Tempel 1 sonda nadal ma podążać za kometą, obserwując powstały krater i zachowanie się wyrzuconej podczas eksplozji materii. Prof. Zbigniew Kłos, dyrektor Centrum Badań Kosmicznych PAN twierdzi, że w wyniku zderzenia do środowiska komety mogła się przedostać materia pochodząca z Ziemi i to może nieco fałszować wyniki badań. Zdaniem uczonego, bardziej miarodajne mogą okazać się wyniki badań, jakie przeprowadzi sonda Rosetta, która wystartowała 2 marca 2004 roku, a która ma na celu umieszczenie na twardym jądrze komety Churyumov-Gierasimenko próbnika z aparaturą naukową. Sonda nie doprowadzi do zderzenia, a tylko łagodnie osiądzie na jądrze komety. Polacy stworzyli dla potrzeb misji urządzenie, które nazywają żartobliwie młotkiem. Po dotarciu na miejsce umożliwi ono wbicie się penetratora - robota w powierzchnię komety. Urządzenie jest wyposażone również w czujniki, które wykonają szereg szczegółowych pomiarów właściwości fizycznych i chemicznych. Spotkanie z kometą ma nastąpić około 2015 roku.
Pierwszy był Eros
Sonda Deep Impact zmieniła tor komety zaledwie o ułamek centymetra, ale gdyby lecący w kierunku komety próbnik miał na swym pokładzie pokaźny ładunek nuklearny, miałby duże szanse na rozbicie całej bryły. - Gdyby się okazało, że kometa jest niebezpieczna, bo leci wprost w kierunku naszej planety, rozbicie jej nie byłoby dobrym pomysłem. Eksplozja podzieliłaby kometę na mniejsze części, które i tak mogłyby dolecieć do Ziemi. Znacznie lepiej byłoby ją odepchnąć z kolizyjnego toru. To jest w zasięgu naszych możliwości. O tym, że potrafimy już "przycumować" do niewielkiego ciała niebieskiego, przekonaliśmy się już kilka lat temu, kiedy sonda NEAR osiadła na planetoidzie o nazwie Eros. W razie niebezpieczeństwa ze strony komety czy planetoidy pojazd kosmiczny mógłby więc na nich wylądować, włączyć silniki rakietowe i powoli spychać z kursu. Sondy Near i Deep Impact dowiodły, że dotarcie do małych ciał niebieskich nie stanowi już problemu - mówi Jerzy Rafalski, astronom z Toruńskiego Planetarium.
Zemsta za dinozaury
W naszym Układzie Słonecznym krąży, lub przez niego tylko przelatuje, tysiące obiektów mogących nam potencjalnie zagrozić. Kawałki wielkości 0,5 km spadają raz na kilkaset lub kilka tysięcy lat i mogą wywołać katastrofę na skalę globalną. Kolizja z obiektami wielkości kilku i więcej kilometrów może wywołać tak dużą emisję pyłów do ziemskiej atmosfery, że stałaby się ona nieprzenikniona dla promieni słonecznych, co byłoby zabójcze dla życia.
W wyniku takiej właśnie katastrofy przed 65 milionami lat wyginęły wielkie gady lądowe. Nie przypadkowo więc naukowcy określili misję sondy Deep Compact jako zemstę za dinozaury.
Latające torpedy
W VI wieku w Ziemię uderzyła 0,5 - kilometrowa kometa. Pod wpływem ciśnienia eksplodowała w naszej atmosferze, a jej drobne szczątki zostały po niej rozrzucone, zmniejszając dopływ światła słonecznego do powierzchni Ziemi. Na całej kuli ziemskiej odnotowano globalne ochłodzenie. Podobnego zdarzenia nie da się wykluczyć i dziś. Mimo postępu nauki nadal nie znamy trajektorii lotów wielu potencjalnie zagrażających Ziemi obiektów kosmicznych. W celu wykrycia potencjalnego zagrożenia powstał projekt Spacewatch, który wykorzystuje 90-centrymetrowe i 1,8-metrowe teleskopy w Arizonie do poszukiwań ciał zagrażających Ziemi (tzw. Near Earth Asteroids - NEA). To m.in. dzięki niemu udało się wiosną ubiegłego roku wykryć asteroidę wielkości trzech boisk piłkarskich, którą NASA uznała za potencjalnie zagrażającą Ziemi. Zaalarmowano, że asteroida może uderzyć w Ziemię 13 kwietnia 2029 roku. Po dokładniejszych obliczeniach wykluczono jednak tę możliwość. Najnowsze wyliczenia wykazały, że za 24 lata 2004 MN4 zbliży się tylko do Ziemi i znajdzie się w odległości 26 tys. km od naszej planety. To bardzo blisko. W podobnej odległości krąży wiele satelit. Asteroida ta będzie pierwszą w historii nowożytnej widzianą nieuzbrojonym okiem. Zdaniem naukowców będzie to jak obserwowanie pędzącego pociągu z odległości 1 metra. A jeśli znowu okaże się, że naukowcy się pomylili i kolizja jest jednak prawdopodobna? Ryzyko przeoczenia obiektu na tyle dużego, że mógłby przy zderzeniu z Ziemią przedrzeć się przez jej atmosferę i spowodować kataklizm, jest dość małe, ale jednak istnieje. W razie odpowiednio wczesnego wykrycia takiego zagrożenia nie jesteśmy już całkiem bezradni. Gdy jednak na działanie pozostanie nam np. tylko kilka tygodni, życie na Ziemi może zostać zagrożone.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













