Logo Przewdonik Katolicki

Program na życie

Magdalena Guziak-Nowak
ILUSTRACJA AGNIESZKA SOZAŃSKA.

W słowie „kroki” kryje się aktywność, wysiłek i droga. Nie wystarczy przejść ją raz i zapomnieć, ale iść – właśnie krok po kroku – do końca życia.

Kasia ma 41 lat, jest żoną i mamą trójki dzieci, mieszka w Legionowie. Kilka lat temu odzyskała radość życia dzięki Programowi 12 Kroków. Dziś przekazuje go dalej.
 
Wszyscy myśleli, że jestem ze stali
Kasia dorastała, jak mówi, „w domu alkoholowym na każdym poziomie” – pili mama, tata i dziadek. Gdy miała 14 lat, po raz pierwszy trafiła na mityng Alateen – grupy nastolatków, których rodzice są alkoholikami. Tam dowiedziała się, że picie jej bliskich nie jest jej winą i że nie musi się tego wstydzić. Zaczęła uczestniczyć w terapiach indywidualnych i grupowych, stacjonarnych i wyjazdowych. Kiedy skończyła 18 lat, wiekowo łapała się już na Al-Anon, czyli grupę wsparcia dla krewnych i przyjaciół. Tam nie mogła się odnaleźć, bo na mityngi przychodziły żony pijących mężów, które użalały się nad swoim losem, od czasu do czasu rzucając, że dzieci to niczego nie widzą i niczego nie czują, więc przecież nie cierpią… Po kilku latach uświadamiania, że ona też wpadnie w nałóg albo wyjdzie za męża alkoholika, obraziła się i nie chodziła nigdzie. – Jechałam na patencie, że mnie skrzywdzono, ale nie chciałam opowiadać, jak mi źle, i ścigać się z innymi, kto ma gorzej, bo to mi nic nie dawało – mówi Kasia, która w międzyczasie faktycznie wyszła za mąż i „klątwa”, o której słyszała na Al-Anon, się sprawdziła – jej mężem został trzeźwy od pięciu lat alkoholik, zdrowiejący we wspólnocie AA. Dziś wspólnie obchodzą 27. rocznicę jego niepicia.
Trzeźwy mąż był świetny, widział cierpienie żony i od czasu do czasu rzucał mimochodem: „Zrób coś dla siebie, żebyś była szczęśliwa, żeby ci było lżej”. Widział, że Kasia czegoś się boi i trudno jej z samą sobą, choć ona pod żadnym pozorem nie zamierzała się do tego przyznać. – Pewnego dnia wrócił z warsztatów dla AA i powiedział, że znalazł przepis na swoje życie – Program 12 Kroków AA i że ja też powinnam coś dla siebie znaleźć – opowiada Kasia. – Ale o co chodzi? Jakie lekarstwo? Ja nie mam nic do zmiany w swoim życiu, ewentualnie ludzi, którzy mnie otaczają. A mnie samą tylko w ramki oprawić, oszlifować, bym mocniej błyszczała. Nie potrzebuję żadnego programu, będę sobie pasożytować na dobrym nastroju męża – tak wtedy myślała. 
Ale nierozwiązane sprawy dawały o sobie znać. Choć na zewnątrz było widać fajny dom, fajną pracę i fajną rodzinę, Kasia pogrążała się w depresji. – Nasz dom był pełen ludzi, zużywałam sto herbat na tydzień. Byłam silna, niezwyciężona, poświęcająca się. Nie nawalałam, potrafiłam wejść kominem, realizowałam plany punkt po punkcie. Przynajmniej tak się wszystkim wydawało – wspomina. – W rzeczywistości moim życiem kierowały lęki i często nie miałam siły, by wstać z łóżka. Nikomu się nie zwierzałam, bo uważałam, że inni ludzie to miernoty, które nie potrafią sobie poradzić z własnym życiem, więc nie zasługują, by coś o mnie wiedzieć. Byłam żoną, co prawda trzeźwego, ale jednak alkoholika, która nie miała cierpliwości i czasu dla siebie, która czuła się okradziona ze wszystkiego, co powinno jej się należeć. Byłam nieprzewidywalną dla siebie i innych egoistką, miałam fochy. Aż do dnia, gdy moje dziecko zapytało przestraszone: „Mamo, ty dzisiaj masz dobry humor…?” – Kasia zawiesza głos, bo to była sytuacja, „jakby w twarz dostała”. To było jej dno.
 
Kroki – krok po kroku
Wtedy wróciły do niej słowa męża: „Kasia, mam lekarstwo, to Program 12 Kroków”. Więc Kasia zaczęła szukać. Na warsztatach AA poznała małżeństwo londyńczyków i Sylwię. Dziewczyna do złudzenia przypominała jej nią samą – też była DDA i Al-Anon – z tą różnicą, że była autentycznie szczęśliwa. Od niej po raz kolejny usłyszała o Programie 12 Kroków (tym razem dla DDA), opartym na tzw. Wielkiej Księdze AA, która jest precyzyjną instrukcją zdrowienia z alkoholizmu, informacją o wspólnocie AA oraz przepisem na wiarę, że nie trzeba powierzać swojego życia tylko sobie, ale Bogu, „jakkolwiek Go pojmujemy”. Program 12 Kroków został opracowany w Stanach Zjednoczonych w 1935 r. i pierwotnie był dedykowany osobom uzależnionym od alkoholu. Z czasem zaczęły z niego korzystać DDA (jak Kasia), ale także osoby zmagające się z innymi nałogami (np. narkotykami, hazardem czy obsesyjnym objadaniem się) lub po prostu pragnące osobistego rozwoju. Program polega na przejściu przez kolejne kroki, które obejmują m.in. rozliczenie się z przeszłością, zadośćuczynienie osobom, które się skrzywdziło, nawiązanie relacji z Bogiem, pozbycie się lęków i uraz oraz życie pełną piersią. Kluczową w Programie jest rola tzw. sponsora, czyli osoby, która sama przeszła Kroki, a teraz towarzyszy w tym procesie innej osobie. Nazwa „sponsor” ma swe źródło w historii Programu – powstał on jako darmowa alternatywa dla bardzo drogich, amerykańskich terapii, na które przeciętnego Smitha nie było stać. Choć obecnie w bardzo wielu polskich miastach (i na całym świecie!) powstają „krokowe” grupy, w oryginalnej wersji Program zakłada relację 1:1, tzn. indywidualne spotkania „krokowicza” ze swoim sponsorem. Sponsor nie jest psychologiem ani terapeutą. Nigdy nie daje rad i gotowych rozwiązań, ale dzieli się własnym doświadczeniem.
Od momentu ukończenia Programu 12 Kroków Kasia jest sponsorką w podróży przez zdrowienie dla wielu dziewczyn i kobiet. Z pragnieniem zmiany przyjeżdżały do niej z Krakowa, Legnicy, Opola, Łodzi, Białegostoku… 67 z nich przeszło przez Program do końca i teraz także one przekazują go dalej i dalej, i dalej. Dla niektórych Kasia jest więc jak prapraprababcia. Ponadto rozpowszechniała Program w GOPS-ach i środowiskach przykościelnych, dawała ogłoszenia do gazety na temat grup DDA i Kroków, aby zanieść posłanie tym, którzy jeszcze cierpią i nie znają rozwiązania. Wie, że Program „działa”, ale też nie ma złudzeń, że to proste narzędzie zapewniające łatwą szczęśliwość.
 
Żyję tu i teraz
Kasia: – Będę pracować nad sobą do końca życia. Czasem to trudne, ale dzięki temu moje przekleństwo, czyli alkoholowy dom, jest dziś moim posagiem. Nie mam lęków, nie chowam uraz, pojednałam się z Bogiem. Nie jestem dla siebie wrogiem, ale potrafię wypić kawę w najlepszym – swoim – towarzystwie i już nie uważam tego za czas stracony. Nie boję się, że umrę, cieszę się swoją rodziną. Mam przywilej życia tu i teraz jak w pozornie nudnym filmie, w którym wszystko dzieje się w spokoju, powoli. A mnie się ten film podoba.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki