Logo Przewdonik Katolicki

Silniejsi od uzależnienia

Monika Białkowska
Fot.

Już na parkingu po rejestracjach widać, że przyjechali ze wszystkich stron Polski, od Krakowa aż po Gdańsk. Starsi i młodzi, kobiety i mężczyźni, w dżinsach albo spodniach na kant.

 

 

Zbierają się na placu przed licheńską bazyliką, dobrze przygotowani – z kocami albo turystycznymi krzesełkami, z parasolkami chroniącymi przed słońcem, z wodą, z jedzeniem w ciasno zwiniętych reklamówkach. Wygląda to trochę jak piknik, zwłaszcza że niektórzy przyjechali całymi rodzinami. I rzeczywiście jest rodzinnie, wszyscy mówią do siebie po imieniu i są wobec siebie do bólu szczerzy. Co cztery minuty kto inny wchodzi na ustawioną pośrodku scenę, żeby głośno, do mikrofonu, opowiedzieć swoją historię życia. Wtedy okazuje się, że choć dzieli ich wiek, wykształcenie i sposób życia, to łączy jedno: wszyscy w swoim czasie przegrali z alkoholem, a dziś walczą o swoją trzeźwość.

 

Anonimowi Uzależnieni

Ogólnopolskie Spotkania Trzeźwościowe w Licheniu odbywały się już po raz dwudziesty drugi. W dniach 25–27 lipca do sanktuarium zjechali uzależnieni nie tylko od alkoholu, ale również narkomani, hazardziści, palacze, seksoholicy, żarłocy i depresanci oraz krewni i przyjaciele alkoholików i dorosłe dzieci alkoholików, a także osoby zadłużone i ich rodziny. Dla każdej z tych grup w różnych miejscach na terenie sanktuarium odbywały się mityngi i warsztaty wsparcia. Uczestnicy Spotkań Trzeźwościowych modlili się również wspólnie w czasie Drogi Krzyżowej, wzbogaconej świadectwami osób uzależnionych oraz we Mszy św. Mieli także okazję przystąpić do spowiedzi oraz spotkać się indywidualnie z psychologami, terapeutami uzależnień, wolontariuszami i doradcami rodzinnymi.

Człowieka postronnego, który trafia na takie spotkanie, zaskakuje przede wszystkim szczerość i odwaga mówienia o najboleśniejszych i najbardziej wstydliwych wydarzeniach z życia – a jednocześnie wielka i prosta wiara w to, że Bóg z każdego wydarzenia potrafi wyprowadzić dobro. Ta wiara opiera się przecież na doświadczeniu każdego z trzeźwiejących uzależnionych.

 

Nie boję się śmierci

Jerzy, alkoholik, sam przyznaje, że kiedy pił, był gorszy od kata. Dzieci nie miały przyjaciół, bo nikogo nie mogły zaprosić do domu – nigdy nie wiedziały, czy ojciec będzie trzeźwy i gdzie będą spać. On sam jednak nie uważał się za alkoholika, bo pił tylko alkohole kupowane w sklepach, żadnych „wynalazków”. Miał 4,8 promila, kiedy spadł z dziewięciometrowego komina. Jego żona mimo wszystko przez 21 lat trwała przy nim, nie odwróciła się, choć jak sam mówi, z czasem zaczął pić wszystko, co tylko się pali. Dziś łamiącym się głosem opowiada, że syn dopiero mając 21 lat, mógł mu powiedzieć, że go kocha. – Śmierci się nie boję, chcę tylko odejść z tego padołu na trzeźwo – mówi Jerzy.

Antoni, alkoholik od dziesięciu lat, jest trzeźwym organistą. Proboszczowi przyznał się do swojej choroby, ale dopóki nie pije, nie musi się bać o pracę. Grał już na Jasnej Górze, teraz marzy mu się jeszcze, żeby zagrać w Licheniu. Kiedy był bezrobotny, potrafił uczestniczyć w mityngach nawet sześć razy w tygodniu, poza niedzielami, które spędzał przy organach.

– Nie ma odległości dla mojej trzeźwości – mówi. – Przepiłem w swoim życiu wszystko: rodzinę, pieniądze, godność, samego siebie. Stoczyłem się na samo dno. Mówili mi, że jestem alkoholikiem, ale ja im nie wierzyłem. Terapię podejmowałem trzy razy. Pierwszy raz dla syna, drugi raz dla żony, trzeci raz dla rodziców. Pomyślałem, że w moim przypadku musi być „do czterech razy sztuka” i za czwartym razem podjąłem terapię dla siebie. Pamiętam, jak się bałem, wyjeżdżając z Czarnego Boru, z zakładu odwykowego. Mądra terapeutka poradziła mi wtedy, żebym znalazł jakąś grupę, żebym nie był sam. Dziś cieszę się z mojego trzeźwego życia i nie ma dla mnie cenniejszego skarbu niż moja trzeźwość.

 

Może dotknąć każdego

Silna potrzeba spożywania alkoholu, upośledzona zdolność kontrolowania picia, objawy odstawienia, zwiększona tolerancja alkoholu, zaniedbywanie innych przyjemności i zainteresowań – to tylko niektóre z objawów, które mogą świadczyć o uzależnieniu. Mimo tak wyraźnych sygnałów wielu chorych powtarza, że wypierali myśl o byciu uzależnionym, nie chcieli o tym słuchać. Przyznanie się do choroby i szukanie pomocy jest pierwszym krokiem do zdrowienia.

Alkoholizm nie jest chorobą jednego człowieka, ale rzutuje na całą rodzinę i otoczenie. Według badań prowadzonych w ramach Programu Aktywizacji Placówek Odwykowych zdecydowana większość alkoholików ma zaburzone więzi rodzinne, problemy w kontaktach z ludźmi, problemy finansowe. Ponad połowa przyznaje się do stosowania przemocy wobec bliskich i do problemów z prawem.

Andrzej, podobnie jak wielu innych, nie nazywał siebie alkoholikiem. – Zawsze coś w moim życiu było nie tak – mówi. – Jąkałem się od dziecka, miałem nie to życie, co trzeba, nie tę żonę, co trzeba, nie takich teściów. Dziś nazywam siebie cudem, bo moje życie to jest cud. Nie ze wszystkim się w nim zgadzam, ale już się nie buntuję i nie pytam Boga „dlaczego?”. I w żadnym wypadku nie jest to powód, żeby sięgnąć po alkohol.

Stefan zaczął pić w wojsku, dla zabawy i dobrego samopoczucia. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak szybko można się uzależnić. – Choroba alkoholowa może dotknąć każdego, kto pije alkohol. Ja już wiem, że jeśli nie wypiję pierwszego kieliszka, to będę zdrowy i nie będę musiał już więcej straszliwie cierpieć.

 

Jestem szczęśliwy

Wspólnoty Anonimowych Alkoholików nie oferują profesjonalnej, lekarskiej pomocy w wychodzeniu z uzależnienia. Oferują za to obecność innych i możliwość dzielenia się swoim doświadczeniem na mityngach oraz wzajemne wspieranie się w drodze do celu, jakim jest nie wypicie pierwszego kieliszka w ciągu najbliższych 24 godzin.

– Po sześciu latach rozpadu małżeństwa, trzeźwiejąc, na nowo wróciłem do żony – wspomina Henryk. – Krótko potem żona umarła. Nigdy nie pamiętałem o jej imieninach, ale teraz to się zmieniło. Nigdy nie przynosiłem jej kwiatów, a dziś przynoszę kwiaty na jej grób. Żyję i od jedenastu lat nie piję. Na mityngach odnalazłem Boga. Tylko Bogu mogę powiedzieć: „Tobie zawierzam”. Jestem szczęśliwym alkoholikiem i modlę się o kolejne 24 godziny trzeźwienia.

– Na spotkania w Licheniu przyjeżdżam od dwudziestu lat – mówi Mirosław. – Będąc tu po raz pierwszy, prosiłem Maryję, by wstawiała się za mną u Boga, prosząc o wyzwolenie z nałogu. Od tamtego czasu trzeźwieję. Początki były trudne i wcale nie piękne, ale trzeźwienie to mozolna praca, w której trzeba trzymać się programu. Wiem, że usiadłem za wiosła łodzi, która nazywa się AA, a Bóg jest tym, który trzyma ster. I nie ma innego wyjścia, jak tą właśnie łodzią płynąć całe życie.

Na wielkich tablicach uczestnicy spotkania mogli wypisywać myśli służące pokrzepieniu innych. „Kiedy dotknąłem dna, przestałem pić. Kiedy upadłem na kolana, zacząłem trzeźwieć”. „Do zmian wystarczy ugiąć kolana”. „Nie bierz pierwszego, a będziesz człowiekiem”. „Musiałem upaść, żeby docenić piękno tego świata”. „Być trzeźwym to być mądrym”. „Bez pokory nie możemy się Bogu podobać”. „Nie stawiaj Bogu granic. Pozwól się obdarować, a zobaczysz, jak cię zaskoczy”. „Gdy chwycisz się jedną ręką Boga, a drugą grupy, to nie będziesz miał wolnej ręki, żeby sięgnąć po kieliszek”. Trudno nie wyjeżdżać stąd z przekonaniem, że spotkało się mądrych ludzi…

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki