Logo Przewdonik Katolicki

O Rzymie – Piotra, Pawła i naszym własnym

Ks. prof. Henryk Seweryniak, dr Monika Białkowska
FOT. ROBERT WOŹNIAK, AGNIESZKA KURASIŃSKA/PK.

Ks. Henryk Seweryniak: Leżę sobie w nocy w śpiworze na rzymskim bruku Via della Conciliazione i co…?

Monika Białkowska: I ktoś przychodzi!
 
H.S.: Pamiętasz?
 
M.B.: Pamiętam! Noc przed beatyfikacją Jana Pawła II. Gdybyśmy próbowali się umawiać, nigdy byśmy się nie spotkali w tym tłumie.
 
H.S.: Dostałaś się wtedy na plac? My około piątej nad ranem dotarliśmy na sam środek, pod obelisk. Ten obelisk Kaligula ukradł z Egiptu i ustawił na samym środku cyrku, który zbudował w pobliżu wzgórza watykańskiego. Kiedy św. Piotr umierał za czasów Nerona, to z krzyża patrzył właśnie na ten obelisk. Zawsze to sobie wyobrażam: że widzę to samo, co umierający Piotr. Rzym to dla mnie najpierw plac św. Piotra. To kolumnada Berniniego, podobna do dłoni obejmujących świat... Kilka razy zdarzyło mi się tam być w nocy. Zawsze w oknie pałacu papieskiego świeciło się światło. Szkoda, że Franciszek z tego zrezygnował… To było jak światełko strażnika nad światem. Lubiłem siadać i patrzeć w to okno. Myślałem wtedy o Janie XXIII, kiedy świat był o krok od wojny atomowej, a on tam kombinował, co zrobić, żeby go ocalić. Albo jak patrzył na zakochanych, którzy szli pod rękę albo całowali się, a on się za nich modlił.
Ale jeśli naprawdę chcesz przeżyć Rzym, to musisz też zejść do podziemi. Kiedy Konstantyn Wielki budował bazylikę, postawił ją na grobie św. Piotra. Ale ten grób nie był na pustym placu, tylko na cmentarzysku pełnym grobowców, niemal domów cmentarnych. Konstantyn kazał zdjąć ich zadaszenia i cały teren zasypać ziemią, i na tym dopiero budował. 1600 lat później Pius XII postanowił to wszystko odkopać. To wtedy archeolodzy dotarli do grobu św. Piotra. Nic w nim nie znaleźli, oprócz resztek małej kapliczki nagrobnej i murów osłonowych z licznymi graffiti. To był znak, że chrześcijanie od początku czcili to miejsce. Że chcieli tam, blisko grobu Rybaka z Galilei, chować swoich zmarłych. Ale szczątków Apostoła Pius XII nie znalazł. Dopiero w drugiej fazie poszukiwań profesor Margherita Guarducci zaczęła szukać nie w grobie, ale w tym otaczającym go murze. Znalazła skrytkę i dotarła do tego, co się w niej znajdowało: do ziemi, kości, purpury cesarskiej przetykanej złotem. Wiek pochowanego można określić: miał 60–70 lat. Wzrost też: około 167 cm. Ciekawe, czy dałoby się przeprowadzić badania genetyczne…
 
M.B.: Tylko z czym porównać materiał genetyczny? Ale skoro o badaniach mowa, to mój Rzym to Isola Tiberina. Przez św. Wojciecha. Jego ród wciąż istnieje, więc badania genetyczne relikwii byłyby możliwe! Na Wyspę Tybryjską idę zawsze, ile razy jestem w Rzymie.
 
H.S.: To tam jest coś wojciechowego?
 
M.B.: Relikwie z ramienia św. Wojciecha. Te stuprocentowo autentyczne, bo podarowane Ottonowi III przez Chrobrego na Zjeździe Gnieźnieńskim. A kiedy w 1923 r. z gnieźnieńskiej katedry skradziono relikwiarz głowy św. Wojciecha – do dziś się zresztą nie odnalazł, złodziei nie znaleziono – wtedy prymas Hlond poprosił dla Gniezna o cząstkę relikwii z Rzymu. Dawniej wszystkie polskie pielgrzymki do św. Piotra zatrzymywały się najpierw u św. Wojciecha na Wyspie Tybryjskiej, to był punkt obowiązkowy. I dla mnie nadal jest. Nawet mi nie przeszkadza, że tam dla nich sjesta to czas święty i ile razy tam trafiam, modlę się przed zamkniętymi drzwiami kościoła!
I katakumby też lubię. Tam najłatwiej wyobrazić sobie tamtych pierwszych chrześcijan, nic się tam nie zmieniło od ich czasów. Msza św. w tym samym miejscu. I jeden ze stopniów schodów, który ma dwa tysiące lat. Nie mogłam sobie odmówić stanięcia na nim. Boso. Takie namacalne dotknięcie tamtych czasów, trochę jak modlitwa.
Swój pierwszy raz w Rzymie Ksiądz pamięta?
 
H.S.: Był rok 1980. Jechaliśmy pociągiem na studia z myślą, że to na całe cztery lata, bo nikt nie wiedział, czy nas wpuszczą z powrotem. W tym samym przedziale jechała jakaś rodzina. Dojechaliśmy do granicy Czechosłowacji z Austrią, przejechaliśmy przez zasieki po obu stronach, a oni rzucili się na siebie z radością, zaczęli się całować. Powiedzieli, że są Żydami z Rosji, że do końca nie byli pewni, czy uda im się wyjechać. W Rzymie najpierw poszliśmy szukać szkoły, w której nauczymy się włoskiego. Była środa, jedziemy autobusem, a tu nagle plac św. Piotra! I słychać, że Jan Paweł II coś mówi! Wyskoczyliśmy z autobusu i pobiegliśmy. Plac nie był zapełniony, było jeszcze przed zamachem, gorąco, nie rozumieliśmy, co papież mówi… Takie jest moje pierwsze wspomnienie z Rzymu.
 
M.B.: Z mojego pierwszego pobytu w Rzymie pamiętam rozczarowanie, bo wydawał mi się brzydki. To nie jest miasto miłości od pierwszego wejrzenia. Trzeba je zrozumieć: że bez Piotra i Pawła nie byłoby nas. Że tam się zaczynał Kościół. Że to Rzym nas łączy jako wierzących, bo nie jest katolikiem ten, kto nie wierzy tak jak biskup Rzymu. I trzeba posiedzieć sobie na bruku, zjeść lody bazyliowe przy fontannie albo pizzę przy Piazza Navona, trzeba samemu iść gdzieś w tłum… To tak jak z człowiekiem: trzeba z nim pogadać, żeby zobaczyć coś więcej niż tylko urodę czy jej brak. A teraz, gdyby mi ktoś powiedział, że jedziemy do Rzymu, to pakuję się w godzinę i jadę. Czasem ktoś mówi, że świat jest taki duży i ciekawy, że nie warto wracać w te same miejsca. Do Rzymu można wracać wciąż.
 
H.S.: „Gdzie katolickie słońce błyszczy, wino i śmiech kochają wszyscy; Przynajmniej ja stwierdzam to, Benedicamus Domino” [katolicki pisarz Hilaire Belloc – przyp. red.]. To też jest Rzym. Pamiętam taką knajpkę na Trastevere, jadaliśmy tam spaghetti alla vongole, z czarnymi małżami. Rzadko, raz na kilka miesięcy, bo to dla nas, studentów, było za drogie. Ale nie umieliśmy sobie odmówić. I właściciel nas poznawał, przysiadał się, przynosił wino. To też jest Rzym: gościnni ludzie, sklepik za rogiem, w którym pamiętają, co kupujesz. Wszystko takie rodzinne. Nie doświadczyłem w Rzymie niczego, co byłoby niemiłe.
 
M.B.: Po kilku już pobytach w Rzymie, kiedy już go oswoiłam i pokochałam, postanowiłam w końcu zwiedzić go z przewodnikiem… I myślałam, że dowiem się czegoś nowego.
 
H.S.: Ha, ha, ha! No dobrze, dobrze, mów.
 
M.B.. W bazylice św. Pawła za Murami kazali mi podziwiać alabastrowe okna. Obróciłam się na pięcie i poszłam do grobu Pawła.
 
H.S.: Piękna jest ta bazylika, najpiękniejsza. Wjeżdża się tam, jak na jakąś łąkę. I ta potężna figura św. Pawła, chociaż on mały i łysy był. I potem całe sacrum ciszy we wnętrzu, i wielka przestrzeń, która prowadzi cię do grobu… Papież Benedykt kazał zbadać ten grób sondą. Znaleziono w nim kości i purpurę, relikwie św. Pawła. Lubię się tam pomodlić, pokontemplować. Tam daję sobie czas, żeby zwyczajnie pobyć.
 
M.B.: O to chyba chodzi w tych świętych i nieświętych miejscach Rzymu – żeby sobie w nich pobyć. Po prostu. Tajemnica Rzymu tkwi w tym chyba, że każdy wierzący jest tam u siebie. Jak przy korzeniach. Jak w domu...? Że nikt tam nie jest obcy. Wszyscy jesteśmy trochę stamtąd…
 
H.S.: Trochę to jestem z mojego kościółka parafialnego w Brwilnie. Ale tak naprawdę to jesteśmy z Rzymu…
 


Ks. prof. Henryk Seweryniak prof. dr hab. teologii fundamentalnej, przewodniczący Stowarzyszenia Teologów Fundamentalnych w Polsce
 
Dr Monika Białkowska doktor teologii fundamentalnej, dziennikarka Przewodnika Katolickiego
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki