Logo Przewdonik Katolicki

Wysoka wrażliwość – zaleta czy utrapienie?

Bogna Białecka
ILUSTRACJA LIDIA SIERADZKA

Stajesz się drażliwa, gdy masz za dużo rzeczy do zrobienia? Głęboko przeżywasz emocje i rozpoznajesz, gdy inni czują dyskomfort? Może to oznaczać, że jesteś osobą wysoce wrażliwą.

Może to też oznaczać, że jesteś zupełnie normalnym człowiekiem. Termin highly sensitive person został ukuty w latach 90. przez małżeństwo psychologów Elaine i Arthura Aronów – w odniesieniu do osób poszukujących terapii psychologicznej – jednak zrobił zawrotną karierę i doczekał się rozwinięcia w postaci setek popularnych poradników oraz szeregu odmian testu wysokiej wrażliwości.
 
Kim jest osoba wysoce wrażliwa?
Jeden z najpopularniejszych opisów stworzyła psychoterapeutka Amy Molin. Wyróżniła ona szereg charakterystycznych zachowań. Osoby wysoce wrażliwe stają się drażliwe, gdy mają zbyt wiele rzeczy do zrobienia. Źle się czują w miejscach, gdzie jest hałas, źle reagują na przemoc pokazywaną w mediach, w sytuacji gdy czują się przytłoczone – uciekają w ciche, izolowane miejsce, bez ludzi. Rozpoznają, że ktoś inny czuje się źle w jakiejś sytuacji. Pod wpływem głodu stają się drażliwe. Nie lubią, gdy ktoś ich obserwuje. Są wrażliwe na sztukę.
Oryginalny opis autorstwa Elaine Aron mówi o ludziach unikających większych grup, a zwłaszcza sytuacji publicznego zabierania głosu oraz silnych bodźców (hałasu, horrorów); silnej reagujących emocjonalnie na bodźce społeczne (np. bardziej przejmujących się krytyką).
 
Historia koncepcji
Elaine Aron od początku otwarcie mówiła o celu stworzenia pojęcia osoby wysoce wrażliwej, jakim jest wyeliminowanie negatywnego obrazu osoby nieśmiałej, introwersyjnej, zamkniętej. Według wielu badaczy cechy te są związane z zaburzeniami lękowymi. Według małżeństwa Aron, zdjęcie tej negatywnej etykiety i zastąpienie obrazem bardziej pozytywnym – wysokiej wrażliwości, mogło pomóc takim osobom w przezwyciężaniu trudności społecznych i komunikacyjnych. Badania prowadzone przez Elaine Aron oraz innych naukowców (m.in. na małpach naczelnych) wykazały, że mniej więcej15-20 proc. populacji można zakwalifikować do osób wysoce wrażliwych. We wstępie do książki dotyczącej psychoterapii z roku 2010 Elaine Aron podkreśla, że z jej doświadczenia ponad 50 proc. osób zgłaszających się na psychoterapię zalicza się do tej grupy.
Ogromną zasługą małżeństwa Aron jest zmiana sposobu postrzegania osób wrażliwych, introwertycznych, nieśmiałych. Nie widzimy w tym patologii czy zaburzenia, a raczej pewną naturalną cechę, związaną też z wieloma zaletami (jak chociażby wspomniana wrażliwość na sztukę). Zawrotna kariera tego terminu ma jednak też swoje ciemne strony. Stworzyła cały przemysł poradnictwa i coachingu, w którym pojęcie to wykorzystywane jest do celów niemających nic wspólnego z oryginalnymi badaniami. 
Podstawowy problem to przesłanie, że osoby wysoce wrażliwe muszą być traktowane inaczej niż reszta społeczeństwa, oraz założenie, że postrzegają rzeczywistość inaczej. 
Choć oryginalna koncepcja odnosiła się do osób dorosłych i na nich też prowadzono badania, pojawiły się poradniki dotyczące wychowania dzieci wysoce wrażliwych, w nich m.in. zalecenie, by nie stawiać im wymagań, bo przeżywają swe porażki mocniej niż inne. Z kolei u osób dorosłych, które rozpoznają swoje cechy w testach, pojawia się poczucie bezradności i niemocy. „Jestem osobą wysoce wrażliwą” jest postrzegane jako fatum, cecha biologiczna, z którą nic nie da się zrobić. Oznacza to, że w rezultacie zniszczono ideę twórców terminu i zrobiono z niego kolejną etykietę.
Następny problem to wykorzystywanie naukowej teorii Aronów jako terminu mającego uwiarygodnić różnego typu terapie alternatywne, jak np. terapia kamieniami szlachetnymi, kolorami, coaching oparty na tarocie, dotyk kwantowy itp. Co gorsza, wysoka wrażliwość jest określana czasem jako fenomen parapsychologiczny. Na przykład Heleen van der Giessen, doradzająca, jak wychowywać dzieci wysoce wrażliwe, ostrzega, że emanują one wyższym poziomem energii, tworzącym wokół ich głów sferę wzmocnienia sygnałów, która powoduje że odbierają one silnej wszelkiego typu bodźce. Według Giessen dzieci takie odbierają inny zakres bodźców niż zwykłe osoby – a to już jest zupełnie sprzeczne z oryginalną koncepcją.

Prawda czy fałsz?
Holenderski psychiatra Bram Bakker spostrzega test wrażliwości jako pseudonaukę, czystą komercję. Rzeczywiście, jeśli sięgniemy do opisu autorstwa Amy Molin z początku artykułu, jak sądzę każdy odnajdzie tam wiele swych cech. Tyle że jeśli mamy 15–20 proc. ludzi wysoce wrażliwych, to pozostałe 80–85 proc. powinno uważać, że ich to wcale nie dotyczy. Fakt, że koncepcja robi zawrotną karierę, świadczy jednak raczej o tym, że wszyscy widzą w opisie osoby wysoce wrażliwej siebie. Pamiętajmy jednak, że krytyka dotyczy popularnego, a niezgodnego z oryginałem sposobu wykorzystania koncepcji państwa Aron.
Sama koncepcja biologicznych uwarunkowań cech osobowości jest jak najbardziej naukowa. Co ciekawe, nie jest ani jedyna, ani nowa. W Polsce biologicznymi, temperamentalnymi podstawami zachowań zajmował się już w latach 80. prof. Jan Strelau. Stworzył on regulacyjną teorię temperamentu, bardzo podobną do koncepcji Aronów, jednak bardziej złożoną, a przez to unikającą uproszczonego opisu rzeczywistości. Podobnie jak naukowcy amerykańscy, prof. Strelau twierdzi, że pewne cechy osobowości są zakorzenione w biologii; nazywa to temperamentem. Wyróżnia aż sześć składników temperamentu, w tym interesujące nas ze względu na zbieżność z teorią wysokiej wrażliwości: reaktywność emocjonalną i wrażliwość sensoryczną. Są to cechy układu nerwowego, czyli biologiczne. W badaniach prof. Strelaua reaktywność emocjonalna jest czymś innym niż wrażliwość sensoryczna, a to rozróżnienie ma ważne konsekwencje praktyczne.
 
Życie wrażliwca – praktyka 
Każdy z nas ma określony układ cech temperamentalnych. Co ważne, ani wrażliwość na bodźce, ani wrażliwość emocjonalna nie są cechami patologicznymi. Temperament nie oznacza, że jesteśmy biologicznie skazani na porażkę w konkretnych, trudnych sytuacjach. Każdy z nas, nawet bez testów, jest w stanie zaobserwować, w jakich sytuacjach funkcjonuje gorzej. Możemy tak planować swój dzień, pracę, spotkania towarzyskie, by zapewnić sobie warunki sprzyjające zdrowiu psychicznemu.
Wysoka reaktywność emocjonalna oznacza dużą wrażliwość na bodźce emocjonalne. Relacje z ludźmi, filmy, sztuka – będą osobę wysoce reaktywną silnie poruszać. Jeśli oglądasz z przyjaciółmi horror i większość z nich dobrze się bawi, a ciebie wewnętrznie ściska przerażenie – najwyraźniej jesteś osobą wysoce reaktywną. Dla takich osób niewskazane jest wybieranie zawodów, w których co chwila mamy do czynienia z silnymi emocjami, np. ratownictwo. Z kolei warto wybierać taki rodzaj pracy, w której jest wiele raczej przewidywalnych wyzwań i brak nagłych, silnych stresów.
Warto wtedy też unikać zarówno horrorów, jak i filmów dokumentalnych ukazujących przemoc, cierpienie. W sytuacji potężnych sporów warto wręcz poszukać pomocy mediatora, gdyż nie ma rozwiązania konfliktu, gdy jedna ze stron nie potrafi zapanować nad emocjami i na przykład wciąż płacze. Dla osób z otoczenia ważne jest zrozumienie, że nic nie da mówienie: „po prostu weź się w garść, w końcu jesteś dorosła, zobacz tylu innych ludzi nie ma z tym problemu”. Rozwiązaniem jest raczej pozwolenie takiej osobie, by w spokoju (najczęściej sama, bez pocieszającego ją tłumu), uporządkowała emocje.
Wrażliwość sensoryczna to osobna cecha. Osoby wysoce wrażliwe sensorycznie silnie reagują na bodźce fizyczne. Jeśli np. pracujesz w pokoju z kilkoma osobami, dla których włączone w tle radio,   rozmowy telefoniczne i inne źródła hałasu nie są problemem, a tobie znacznie utrudniają pracę – jesteś osobą wysoce wrażliwą sensorycznie. Dla osoby takiej trudne są wszystkie sytuacje, w których doświadczają natłoku wrażeń – np. imprezy masowe, tłum, festyny, koncerty muzyki rozrywkowej. Hałas, podrażnienia skóry, zbyt wysoka czy zbyt niska temperatura – to wszystko daje poczucie dyskomfortu większe niż dla przeciętnego człowieka. Dlatego przy wysokiej wrażliwości sensorycznej warto unikać pracy w hałasie. W trudnych rozmowach z kolei warto zadbać, by odbywały się w przyjaznym środowisku – cichym, spokojnym, bez gwałtownych zmian.
 
To nie upośledzenie
Najważniejsze to zrozumienie, że wysoka wrażliwość nie jest upośledzeniem. Osoby wysoce wrażliwe często mają niskie poczucie własnej wartości, właśnie dlatego że wszyscy dookoła wydają się tak sobie świetnie radzić, a oto ona jedna nie. Tak naprawdę warto pamiętać, że co piąta osoba (wg badań Aronów) jest wysoce wrażliwa, nie jest to więc aż tak mało. Co więcej – być może nawet niektóre z osób, które świetnie sobie radzą w życiu, to ludzie wysoce wrażliwi, którzy nauczyli się tak organizować sobie życie, że wykorzystują pozytywne strony wrażliwości, unikając jednocześnie sytuacji zbyt trudnych.
Dla otoczenia takiej osoby najważniejsze jest zrozumienie, że nie wszyscy reagują identycznie na różne sytuacje. Generalnie wiele osób ma problem polegający na trudności popatrzenia na problemy z cudzej perspektywy. Obecność osoby wrażliwej w naszym otoczeniu może pomóc w nauce łagodności, zrozumienia, empatii.
 


Bogna Białecka psycholog, redaktor portalu edukacyjnego dla nastolatków pytam.edu.pl, żona, mama czwórki dzieci


 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki