Logo Przewdonik Katolicki

Przeprosiny bez przeprosin

Krzysztof Głowacki
Ilustracja Tomasz Majewski.

Nonapology. W ten sposób Anglicy określają zwrot, który co prawda ma formę przeprosin, ale nie wiąże się z wzięciem odpowiedzialności za swój czyn lub nie wyraża żalu. Tym samym – jest nieskuteczny.

Każdy z nas kiedyś to przeżył. Postanowiliśmy tym razem być tymi mądrzejszymi i wyciągnąć rękę do zgody, mówimy magiczne słowo „przepraszam”, a z drugiej strony spotyka nas złość i agresja. Konflikt zamiast się uspokoić, nasila się i przenosi na zupełnie nowy poziom. Czasem pewnie byliśmy z drugiej strony: ktoś nas uraził, potem przychodzi ze słowem „przepraszam”, ale w tym momencie czujemy się jeszcze gorzej niż przed przeprosinami – jakby ktoś nas właśnie poczęstował robaczywą śliwką. Na zewnątrz wszystko gra, ale z pewnością nie chcemy przełknąć tego, co mamy w ustach. Co sprawia, że się tak czujemy? Dlaczego niektóre przeprosiny powodują, że pogłębia się istniejącą między nami przepaść, a inne budują nad nią most? Przyjrzyjmy się jednej i drugiej sytuacji.
 
Jak skutecznie trwać w konflikcie?
Kiedy słowo „przepraszam” nie spełnia swojej roli? Najczęściej wtedy, gdy osoba przepraszająca nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny albo gdy odbieramy przeprosiny jako nieszczere lub interesowne.
„Przepraszam, jeśli Cię uraziłem”. Jeśli ktoś nas w ten sposób przeprasza, to de facto nie wyraża żalu za to, co zrobił, tylko mówi, że jest mu przykro, że my zareagowaliśmy w określony sposób. Możemy więc wnioskować (i zapewne tak robimy, choć nie do końca świadomie), że gdybyśmy zareagowali inaczej, to nie byłoby problemu – ta osoba uznałaby swoje postępowanie za właściwe. Może rodzić się w nas opór, że tak naprawdę nie zostaliśmy przeproszeni za czyjeś czyny, ale za wywołane przez nie nasze uczucia i reakcje. A że z przeprosinami idzie w parze swego rodzaju przyznanie się do winy – to wiemy już, kto jest winny nieporozumieniu. Nie osoba, która przeprasza, ale my i nasze uczucia.
„Przepraszam. Możesz już skończyć się na mnie denerwować?”. Słysząc taką formę przeprosin, możemy mieć poczucie, że są one niejako „na odczepne” – płynące raczej z pragnienia udobruchania nas i wyjścia naprzeciw naszemu oczekiwaniu przeprosin. Możemy mieć wątpliwości co do szczerości i autentyczności takiej formy przeprosin, ponieważ podejrzewamy, że nie są one do końca bezinteresowne. Przepraszającemu tak naprawdę bardziej chodzi o swój spokój niż o naprawienie winy i trwałe odbudowanie relacji.
„Przepraszam, ale byłem zdenerwowany”. Za „ale” może stać wiele przyczyn. Zdenerwowanie, zmęczenie, trudny dzień w pracy, stres, wymagający szef. Cokolwiek, byle było w stanie przejąć odpowiedzialność za słowa lub czyny, ponieważ taką właśnie spełnia funkcję. To już nie przepraszający jest odpowiedzialny za to, co robi, tylko zewnętrzny czynnik, który to powoduje. Czy tak jest w rzeczywistości? Całkiem możliwe, że te czynniki wpływają na postępowanie albo samopoczucie. Otwarte jednak pozostaje pytanie: co się z nimi robi? Czy wystarczająco dba się o odpoczynek, higienę pracy, umiejętności komunikacyjne?
„Przepraszam, ale gdybyś ty nie…”. Tu może znaleźć się dowolne nawiązanie do naszych wcześniejszych działań. Gdybyś nie powiedziała tego takim tonem, gdybyś bardziej zajęła się dziećmi, gdybyś inaczej się zachowywała – to ja też bym tego nie zrobił. To dość szczególna wersja poprzednich przeprosin. Tym razem jednak to nie zewnętrzny czynnik jest odpowiedzialny za postępowanie przepraszającego, ale właśnie osoba, do której skierowane są przeprosiny. Przepraszający tu również nie bierze odpowiedzialności za swoje postępowanie, co więcej – obwinia nas za to, co zrobił. Nic dziwnego więc, że budzi to w nas opór i chęć obrony przed zarzutem. To z kolei często prowadzi do wymiany wzajemnych pretensji i jeszcze większych kłótni.

Słowa i intencje
Jak na takie przeprosiny reagować? Jeśli chcemy dążyć do porozumienia, warto spróbować oddzielić treść od formy i dopytać, za co konkretnie nas ktoś przeprasza. Często nasz odbiór danych słów nie do końca jest zgodny z intencją mówiącego – on tak naprawdę chce przeprosić, jednak nie potrafi tego zrobić w odpowiedni sposób. My z kolei słyszymy słowa bardziej niż intencję, a do tego sami jesteśmy najczęściej pod wpływem silnych emocji. Warto o te intencje dopytać i próbować wyjaśnić sprawę do końca. W ostatecznym rozrachunku w relacjach najczęściej będziemy się o te „zamiecione pod dywan” rzeczy potykać.
Jednocześnie mając świadomość znaczenia, jakie ma odpowiedni dobór słów, warto zwracać uwagę na to w jaki sposób przepraszamy. Nad tym mamy już pełną kontrolę i jesteśmy w stanie powiedzieć, czy bierzemy odpowiedzialność za swoje czyny.
 
Sztuka budowania mostów – czas i miejsce
Jak w takim razie przepraszać, by odbudować nadszarpniętą więź? Możemy zadbać o kilka elementów, które sprawią, że słowo „przepraszam” rzeczywiście wybrzmi i spełni swoją odbudowującą rolę. Są to przede wszystkim odpowiedni czas i miejsce, nasza intencja przeprosin i wzięcie odpowiedzialności za to, co zrobiliśmy, a także pozostawienie wolność drugiej osobie w tym, co z naszymi przeprosinami zrobi. Przyjrzyjmy się im po kolei.
Trudno przepraszać w emocjach. Sprawiają one, że nie zawsze mówimy dokładnie to, co chcielibyśmy powiedzieć, czasem zniekształcają spojrzenie na daną sytuację. Dlatego warto ochłonąć i przeprosić na spokojnie, w miejscu, które będzie komfortowe dla obu stron. Jeśli chcemy przeprosić kogoś z kimś pracujemy, lepszym miejscem będzie przestrzeń neutralna, a nie nasz gabinet. Przepraszając syna lub córkę, pójdźmy do jego pokoju, nie róbmy tego w miejscu, w którym to my czujemy się komfortowo. Podobną strategię stosujmy w kontekście czasu. Dajmy sobie chwilę na to, by ochłonąć z emocji, lecz jednocześnie nie zwlekajmy zbyt długo ­– z pewnością warto „nie pozwolić słońcu zachodzić nad naszym gniewem” i przepraszać tego samego dnia, w którym zawiniliśmy. Dlaczego? Jeśli pozostawiamy konflikt nierozwiązany, to zarówno w naszym sercu, jak i w sercu drugiej osoby toczyć się będzie jakiś wewnętrzny dialog, a w nim: myślenie o wzajemnych urazach, roztrząsanie żalów, szukanie winnych. Często też w takich sytuacjach dopowiadamy sobie to, czego nie wiemy – nie zawsze zgodnie z prawdą. Znacznie lepiej powiedzieć „sprawdzam” i porozmawiać o tym z drugą osobą.
 
Nie na siłę
Przed przeprosinami sprawdźmy nasze serce. Czy rzeczywiście żałujemy naszego postępowania i gdybyśmy mieli szansę, to zachowalibyśmy się inaczej? Jeśli tak nie jest – to czy na pewno chcemy przepraszać? Nadużywanie tego słowa odbiera mu siłę. W jaki sposób? Większość z nas zapewne pamięta sytuacje z dzieciństwa, w których przepraszaliśmy dlatego, że nas do tego zmuszano. „Nie możecie iść się bawić, póki się nie przeprosicie”. „Przeproś siostrę, bo jest młodsza”. „Nie interesuje mnie, kto zaczął, macie się przeprosić” – to słowa, które uczą właśnie nieprzepraszania, ponieważ zmuszają do czegoś, na co sami nie mielibyśmy ochoty. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać kontrowersyjne – w końcu powinniśmy uczyć dzieci przepraszania. Rzeczywiście tak jest, jednak drogą do tego nie jest zmuszanie do przeprosin, ale uczenie brania odpowiedzialności za swoje czyny i pokazywanie przepraszania jako drogi do odbudowy relacji – ale tylko opierając się na wolności. Branie odpowiedzialności za swoje postępowanie nie jest tożsame z braniem odpowiedzialności za cudzą reakcję czy emocje. Jeśli nie żałujemy swoich czynów, nie przepraszajmy za nie – bo to jest po prostu nieszczere.
 
Przepraszam. Kropka
Jeśli jednak żałujemy, to w przeprosinach używajmy takich słów, które będą wskazywały, że bierzemy odpowiedzialność za to, co zrobiliśmy. Przepraszajmy za to, co zrobiliśmy, a nie, że kogoś uraziliśmy. Przyjrzyjmy się temu, wsłuchując się w przeprosiny przyjaciela, któremu kilka tygodni wcześniej pożyczyliśmy książkę. Oddaje nam ją, widać na niej ślady intensywnego, niekoniecznie związanego z czytaniem użycia. Okładka ma pozaginane rogi, w środku można dostrzec ślady po kawie. Przyjaciel mówi do nas: „Przepraszam, jeśli Cię to zdenerwowało”. Jaka jest nasza reakcja? Mnie cisnęłyby się na usta słowa: „Jeśli? Oczywiście, że mnie to zdenerwowało”. Nawet gdybym ich nie wypowiedział, to z pewnością chodziłyby mi po głowie. Ale chyba inne uczucia żywiłbym, gdybym usłyszał: „Przepraszam. Wiem, że to dla ciebie ważne, i widzę, że cię to zdenerwowało”. Różnica niewielka, jednak w moich emocjach byłaby znacząca – miałbym wrażenie, że w tak sformułowanych przeprosinach chodziło już nie o to, by się usprawiedliwić, ale o to, by dostrzec mnie, moje emocje i potrzeby.
Jeśli zależy nam na tym, by przeprosiny rzeczywiście wybrzmiały, ale jednocześnie chcemy powiedzieć coś o okolicznościach tego, co zrobiliśmy, postawmy po słowie „przepraszam” kropkę, a nie przecinek. Ten drobny zabieg może zniwelować poczucie, że chcemy przerzucić odpowiedzialność na czynniki zewnętrzne, zamiast wziąć ją na swoje barki. Jeśli nauczymy się w ten sposób przepraszać, będzie to miało jeszcze jedną konsekwencję: zaczniemy bardziej uważać na to, co robimy.
 
Wolność i odpowiedzialność
Na koniec – rzecz chyba najtrudniejsza: pozostawienie wolności drugiej stronie. Powiedzenie „przepraszam, to, co zrobiłem, było złe” jest swego rodzaju odsłonięciem się, pokazaniem swojej wrażliwości. Rodzi się wtedy pytanie, co druga osoba zrobi z naszymi przeprosinami. Może je przyjąć lub odrzucić. Warto jej pozostawić w tym wolność – nie zmuszać do przyjęcia, do tego, by w jakikolwiek sposób na nie odpowiadała. By nad przepaścią zawisł most, musi mieć stabilne umocowanie po obu jej stronach. A będzie tak wyłącznie wtedy, gdy jest umocowany na wolności i odpowiedzialności. Jeśli my w sposób wolny i biorąc odpowiedzialność za swoje czyny, przeprosimy, lecz również jeśli druga strona w wolności i poczuciu odpowiedzialności za relację weźmie zarówno ranę, którą jej zadaliśmy naszym postępowaniem, jak i nasze przeprosiny. Jej decyzją będzie to, co zechce z tym zrobić.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki