Logo Przewdonik Katolicki

Niekończące się kłótnie

Bogna Białecka
FOT. ASGER LADEFOGET, DENMARK, SHORTLIST, PROFESSIONAL, DAILY LIFE/2017 SONY WORLD PHOTOGRAPHY AWARDS.

To normalne, że rodzeństwo się kłóci. Jednak jaki poziom konfliktu jest dopuszczalny, a kiedy należy ingerować? I jakie różne podejścia możemy wypróbować?

Adam opowiada o swoich synach w wieku 8 i 11 lat. Ma wrażenie, że większość wolnego czasu tracą na bezsensowne kłótnie i bijatyki. Na przykład mają do posprzątania pokój. Praca na dziesięć minut, oni jednak potrafią przez pół godziny kłócić się o to, czyj papierek leży pod biurkiem i kto ma go sprzątnąć. Jadą samochodem. Mogliby opowiadać sobie jakieś historie albo grać w zgadywanki, ale nie. „Tato, on trzyma nogę na mojej stronie!”. „Ale on się gapi!” – a potem kopanie się. Gdy analizuje zachowanie synów w domu, stwierdza, że zachowują się dobrze i zgodnie w momencie, gdy są zabawiani – oglądają film lub grają w grę z tatą lub mamą (gdy grają sami, z reguły zaczynają się oskarżać o oszustwo). Gdy tylko wkracza nuda lub obowiązki, zaczyna się kłótnia. Adam próbował przemawiać im do rozsądku, czyli argumentować, że przecież mogliby razem robić coś przyjemnego, zamiast się kłócić, sprzątnąć pokój w pięć minut, zamiast tracić na to godzinę itp. Nic to nie daje. Agnieszka, mama chłopców, z kolei próbowała uczyć ich empatii, wskazując np. na uczucia: „zobacz, teraz mu przykro”, ale stwierdziła, że to też na nic. Doszli do punktu, w którym uciekają przed wrzaskami chłopców do swojego pokoju, wychodząc z założenia, że w końcu przestaną (i chłopcy rzeczywiście w końcu dochodzą ze sobą do ładu), ale pojawia się strach przed wyznaczaniem synom obowiązków – bo zawsze są kłótnie o to, co kto ma zrobić albo że rodzice podzielili pracę niesprawiedliwie – i wątpliwość, czy chłopcy rzeczywiście rozwiązują konflikty, czy raczej dają sobie spokój z kłótnią z emocjonalnego wyczerpania. Co można w tej sytuacji doradzić?
 
Dlaczego się kłócą?
Jest to podstawowe pytanie, bo odpowiedź na nie będzie kluczem do znalezienia rozwiązania. Zanim podejmiemy jakieś działania, warto przez kilka dni poobserwować zachowanie dzieci. W jakich sytuacjach się kłócą? Gdy się nudzą, są zmęczone, niewyspane, głodne? A może czasem kłócą się strategicznie, by wymigać się od obowiązków – sprzątania, odrabiania zadań domowych, ćwiczeń itp.? Może robią to, chcąc przyciągnąć uwagę rodziców? Albo rywalizują ze sobą, bo uważają, że mama lub tata któreś z nich faworyzuje? Warto zacząć od kilkudniowego notowania: kiedy i o co wybucha konflikt, w jaki sposób przebiega i jak się kończy. Gdy mamy bardziej szczegółowy ogląd sytuacji niż tylko wrażenie, że kłócą się non stop, możemy wypróbować różne podejścia.
 
Sposób „na zindywidualizowaną pochwałę”
Sarah Knapp, psychoterapeutka, w książce Parenting Skills Homework Planner doradza następujące ćwiczenie: doceń każde dzieci z osobna i daj temu wyraz. Jak? Popatrz na listę przykładowych afirmacji i zastanów się, które z nich najlepiej opisują każde dziecko z osobna, oczywiście warto ją uzupełnić o własne. Postaraj się, by codziennie każdemu powiedzieć coś miłego (a jednocześnie prawdziwego); wypróbuj pochwały przez tydzień i zastanów się nad efektami. Doceniając unikalne cechy każdego z dzieci, wzmacniamy ich poczucie własnej wartości. Na przykład: lubię twoje towarzystwo. Widziałam, jak pomogłaś dziś bratu, bardzo się cieszę. Podoba mi się, że potrafisz zaprzyjaźniać się tak szybko z nowymi osobami. Ładnie poukładałaś kwiaty! Ubrałaś się w pięć minut, doceniam to. Piątka z matematyki, wspaniale! Widzę, że dużo czytasz, to godne pochwały. Posprzątałeś wszystkie zabawki, świetnie! Doceniam, że zrobiłeś, o co prosiłam, za pierwszym razem i nie musiałam cię ponaglać. Lubię patrzeć, jak grasz w siatkówkę, dobrze ci idzie. To bardzo miłe, że przyszedłeś, żeby pomóc mi wnieść zakupy na górę.
 
Sposób „na bilety”
Dr Ray Guarendi w książce Dyscyplina na całe życie zwraca uwagę na sytuacje, gdy dzieci mają szczególną skłonność do kłótni – kiedy się nudzą. Problem na przykład z podróżą samochodem albo czekaniem w poczekalni u lekarza polega na tym, że nie mamy za bardzo możliwości, by nudną rzecz urozmaicić na tyle, by dzieci miały cały czas atrakcyjne zajęcia. Z jednej strony można próbować przekonywać: „jeśli nie przestaniecie się kłócić, zatrzymam się na poboczu i będziemy czekali, aż się pogodzicie, co jeszcze wydłuży podróż”, ale dzieci z reguły wiedzą, że to mało realne, bo mamy nóż na gardle i musimy gdzieś dojechać w określonym czasie. Można zatem zastosować system biletowy. Na początku podróży dzieci dostają na przykład trzy bilety. Każdy bilet to propozycja zrobienia czegoś miłego wieczorem albo następnego dnia. Na przykład partia gry z rodzicami, bajka, wyjście na rower, ciastka – cokolwiek rodzeństwo naprawdę wspólnie lubi. Informujemy dzieci o zasadach. Na przykład: rozmawiacie lub gracie ze sobą, nie wolno się kłócić i bić (zalicza się do tego też kładzenie nóg na rodzeństwie czy „przypadkowe” wpychanie w kąt, plucie itp. – cokolwiek wasze dzieci zwykle robią w takiej sytuacji). Za każde przekroczenie zasad tracicie jeden bilet. Podejście to ma podstawową zaletę – konsekwencje złamania reguł, choć teoretycznie odległe w czasie, tak naprawdę są natychmiastowe. Fakt, że dzieci muszą oddać trzymany w rękach bilet, działa na nie trzeźwiąco. Utrata jednego biletu może spowodować nieoczekiwane uspokojenie nastrojów. Metoda ta działa już na dzieci wczesnoszkolne.
 
Sposób „na rozmowę”
Choć możemy mieć czasem wrażenie rzucania grochem o ścianę, warto co jakiś czas rozmawiać z dziećmi o wadze pokojowego rozwiązywania konfliktów. Na przykład warto wprowadzać zasadę, że mówi tylko jedna osoba i że nie przerywamy sobie nawzajem. Inna ważna zasada to zakaz bicia, popychania, wyzwisk i złośliwości. Choć nie będziemy bawić się w mediatorów za każdym razem, gdy dzieci się kłócą, warto od czasu do czasu wchodzić w środek sporu, by pokazać zasady konstruktywnego rozwiązywania konfliktów. Na przykład rozdzielamy walczących, z lekka uspokajamy i prosimy wpierw jedną, potem drugą stronę o opisanie problemu ze swojej perspektywy, przypominając zasadę „nie przerywamy”. Jeśli jest to problemem, można pomóc dzieciom, uzupełniając zasadę np. o „tylko ten, kto ma misia w ręce może mówić”.
Warto pytać dzieci, jak się czują, a jeśli nie potrafią tego nazwać, podpowiadajmy, co widzimy. Np. „Widzę, że jesteś zdenerwowany” czy „Twoja siostra płacze, jest jej przykro”. Uczmy empatii, nawet jeśli wydaje się to nam beznadziejne. Nie dziś, nie jutro, ale za setnym razem nieczuły na łzy siostry brat w końcu zrozumie, że ranienie uczuć nie jest OK. Kończymy zapytaniem o propozycje rozwiązania sporu. Jeśli dzieciom uda się dogadać, warto je pochwalić, jeśli nie – wy jako rodzice macie decydujący głos. Przy okazji takich interwencji lub w ogóle rozmów o konfliktach z rodzeństwem warto przypominać, jak ważna jest to relacja – najdłuższa znacząca w życiu człowieka. Przyjaciół poznaje się dopiero w którymś momencie życia, podobnie żonę czy męża. A z rodzeństwem jest się od urodzenia. Tak samo mama, tata, babcia w którymś momencie życia umrą, zostanie brat czy siostra i dobrze mieć w nim czy w niej przyjaciela do końca życia. Takie rozmowy przemawiają do wyobraźni dopiero starszych dzieci (koniec szkoły podstawowej, gimnazjum), jednak warto o tym mówić już wcześniej.
 
Metody klasyczne
Ray Guarendi proponuje wypróbowanie szeregu klasycznych konsekwencji łamania zasad dotyczących zakazu przemocy między rodzeństwem. Na przykład: dzieci siedzą przy stole i nie mogą odejść, dopóki nie przeproszą się nawzajem. Albo będą współpracować, albo siedzieć tak do wieczora. Kolejny przykład – dla dzieci szkolnych – za każdym razem, gdy się pokłócą, mają napisać krótkie wypracowanie (50-100 słów) o korzyściach z samokontroli i dogadywania się z rodzeństwem. Jeśli stosujemy te metody, pamiętajmy, że dzieci muszą wiedzieć, jakie mamy oczekiwania wobec sposobu rozwiązania konfliktu. Jest to ważne, aby nie przeniosły siłowych sposobów rozwiązywania sporów na poziom cichy, jednak nadal pełen przemocy.
Klasyczny sposób na unikanie kłótni w sytuacji, gdy dzieci wolą się spierać, niż wykonać obowiązki, to podzielić te obowiązki. Zamiast nalegać na kooperację, łatwiej czasem polecić dzieciom wykonywanie obowiązków na zmianę, musimy jednak wtedy prowadzić ewidencję, czyja kolej na co. Innymi słowy – wybierajmy z głową obszary, w których nalegamy na współpracę i te, gdzie dziecko może wykazać się indywidualnym podejściem.
I jeszcze jedna uwaga: czasem bijatyki wynikają zwyczajnie z nadmiaru energii i zwykłe wypuszczenie pociech na plac zabaw, na rolki, wrotki czy rower może pomóc w rozwiązaniu problemu.
 
 
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki