Logo Przewdonik Katolicki

Zdrada, chciwość, pycha

Natalia Budzyńska
"Lewiatan" to film, w którym bezlitośnie obnaża mechanizmy władzy panujące w Rosji Władimira Putina / fot. materiały dystrybutora

Lewiatan rosyjskiego reżysera Andrieja Zwiagincewa to najodważniejszy antyputinowski film ostatniej dekady. Współczesny obraz Hioba przepleciony symboliczną walką z systemem to motyw znany, a jednak wciąż poruszający.

Najciekawszy współczesny reżyser rosyjski, twórca Powrotu, Wygnania i Eleny, nakręcił film, w którym bezlitośnie obnaża mechanizmy władzy panujące w Rosji Władimira Putina. Filmów o beznadziejnej walce jednostki z systemem nakręcono mnóstwo, temat wydaje się banalny, a zakończenie oczywiste. A jednak Zwiagincew, znany z filmów symbolicznych i uniwersalnych, potrafił z niego wyciągnąć coś więcej. Przypowieść o współczesnym Hiobie rozrywa duszę, nie daje spokojnie spać. Bo jak dobrze się czuć, gdy wokół panują prawa, nad którymi już nikt nie panuje? Gdy nawet prawa boskie nie są już pewne, ponieważ służą niskim ludzkim namiętnościom. Zwiagincew pokazuje świat pod rządami  anarchii: każdy robi, co chce, a wygrywa ten, kto ma władzę. „Gdzie jest Bóg?” – pada obowiązkowe w każdym rosyjskim filmie pytanie. No właśnie. Układa się z Szatanem? To ostra diagnoza każdej władzy na ziemi.
 
Pijana Rosja
Piszę o filmie, który być może został nagrodzony Oscarem za najlepszy film nieanglojęzyczny – jest najgroźniejszym konkurentem polskiej Idy i według moich przewidywań Oscara otrzyma. Także z powodów politycznych. Ameryka będzie chciała w ten sposób wyrazić swoje zdanie na temat tego, jak Putin wykorzystuje swoją władzę w sprawach Ukrainy. Lewiatan już ma opinię filmu prześladowanego, co zwiększa jeszcze jego szansę. Znany i nagradzany na całym świecie film nie otrzymał Złotego Orła – nagrody przyznawanej przez Państwową Akademię Sztuk i Nauk Kinematograficznych w Rosji. Wygrał za to film Nikity Michałkowa, o którym mówi się, że jest pupilkiem Putina. W rosyjskich kinach Lewiatana niemal nie ma, a jeśli jest, to w ocenzurowanych kopiach – władzy nie podobały się m.in. wulgaryzmy, które wypowiada człowiek rosyjski, szczególnie ten u władzy. Pogrożono też Zwiagincewowi palcem za to, że jego bohaterowie piją wódkę szklankami i to w sporych ilościach. W ten sposób pokazywać całemu światu rosyjskiego narodu nie wolno.
 
Skorumpowany świat
Bohaterem Lewiatana jest mieszkaniec północnej Rosji, mechanik samochodowy. Dom, w którym mieszka, wybudował jego ojciec, teraz na jego ziemię ochotę ma mer miasteczka. Sprawa jest w sądzie. Mimo pomocy przyjaciela z zewnątrz, nie uwikłanego w miejscowe układy, sytuacja jest beznadziejna, widzimy to od początku. Nikołaj traci wszystko: przyjaciela, żonę, dziecko, dom i wolność. Triumfuje władza: otyły, obleśny, pijany, zachłanny mer, który bojąc się, że straci wpływy odwiedza biskupa. To ten ma tu najwięcej do powiedzenia, to on rozdaje karty. Można wprost odczytywać przypowieść Zwiagincewa, wtedy Nikołaj jest Hiobem, mer szatanem a biskup bogiem. Cóż to jednak za bóg, skoro pożera go, jak i cały świat lewiatan, morski potwór. Film oczywiście oskarża Rosję Putina, kraj, w którym władza polega na ściśle zamkniętych, skorumpowanych mafijnych układach. Oskarża też Cerkiew, która paktuje z władzą świecką, zostawiając Boga na boku, sprawiając, że społeczeństwem rządzi wciąż tylko wódka i wielkie pieniądze, a nie jasne zasady moralne. Te się kompletnie zdewaluowały. Biskup, który odprawia nabożeństwo w nowo wybudowanej świątyni (proszę zgadnąć, gdzie została postawiona), mówi kazanie o prawdzie, która ma nas wyzwolić. Słuchają go zadowoleni bandyci, ci, którzy przed chwilą zrujnowali życie człowieka i jego najbliższych. Dla Zwiagincewa jest jasne: Rosja się nie zmieniła, ludzie wciąż znikają, niewinni trafiają do łagrów (zamieścił nawet scenę, w której pokonany bohater ogląda w telewizji sceny z przesłuchań dziewczyn z Pussy Riot). To przygnębiający film, w którym ostatecznie zło dotyka wszystkich. I nawet jeśli jest jedyny niewinny – nastoletni syn Nikołaja – to wiemy, że wkrótce to się zmieni, jesteśmy pewni, że nie ma szans pozostać nieskażony, bo wychowują go ludzie przekonani o winie jego ojca – ci, którzy zdradzili. W biblijnej historii Hioba jest happy end. U Zwiagincewa – gorzka ironia. Tym bardziej że szkielet lewiatana – wieloryba niszczeje na pobliskiej plaży. Bać się możemy tylko siebie, dla siebie nawzajem jesteśmy groźni, stworzeni do czynienia zła. A Bóg? Tu Go nie ma. Jest pop, jest świątynia, a nawet ikony, ale poza tym pustka.
 
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki