Logo Przewdonik Katolicki

Jeśli jestem katolikiem...

Marcin Jarzembowski

„Czuję, że jestem drugiemu człowiekowi potrzebny” - mówi skromny i zawsze uśmiechnięty Tadeusz Centek. 94-letni wolontariusz bydgoskiego Hospicjum im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki służy od początku jego istnienia, czyli 25 lat.

W ten sposób, bez wątpienia, stał się częścią tego miejsca. Kimś, kto na trwałe zapisuje się w jego historii. Jego oddanie dostrzegł Prezydent RP, odznaczając go Złotym Krzyżem Zasługi. Tadeusz Centek zwyciężył także w kategorii „Fair na co dzień” programu „Zwykły Bohater”.
 
Wiara wymaga zaangażowania
Placówka opieki paliatywnej świętowała w ostatnim dniu maja 25-lecie istnienia i jest jedną z najprężniej działających w Polsce. – Należy w mądry i przemyślany sposób wypełnić swój wolny czas. Szczególnie wtedy, kiedy ma się go trochę w nadmiarze. Kiedy jest się już na emeryturze. Przekazywanie drugiemu człowiekowi pomocy, a w tym miejscu czasem podanie tylko dłoni, daje wielką satysfakcję. Człowiek czuje zadowolenie, że oprócz codziennych spraw może uczynić coś więcej – powiedział pan Tadeusz. Wszystko zaczęło się od przeczytania tekstu w jednej z bydgoskich gazet. – Było tam napisane, że na Wyżynach tworzy się hospicjum i proboszcz – dzisiaj już śp. ks. prałat Romuald Biniak – zaprasza chętnych wolontariuszy na spotkanie przy kościele Świętych Polskich Braci Męczenników. Pomyślałem: jestem na emeryturze, więc idę! Oczywiście, miałem działkę. Kocham wodę, spływy kajakowe, wędkowanie. Jednak brakowało mi nie tyle uduchowienia, co ubogacenia wewnętrznego. Bo jeśli jestem katolikiem, osobą wierzącą, praktykującą, to wiara, zaangażowanie w religię musi się w jakiś sposób uzewnętrzniać. I to była ta zasadnicza motywacja, że oprócz tej codzienności, trzeba jeszcze dla kogoś coś uczynić – podkreślił.
 
Każdy potrzebuje drugiego
Pięćset godzin – tyle Tadeusz Centek każdego roku spędza w hospicjum przy chorych i cierpiących, ofiarując im przede wszystkim swój czas. – Na początku trzeba było przejść kilkutygodniowy kurs. Wówczas jeden z wykładowców – ksiądz – powiedział: jeśli chcecie być dobrymi wolontariuszami i pragniecie tutaj przychodzić, musicie mieć konkretne uzasadnienie owej chęci i być do tego przygotowani. Mówił jeszcze jedno: jak wyjdziecie z domu, natychmiast proście Ducha Świętego, aby umocnił was w wierze i sile. By dopomógł wam być lepszymi dla drugiego człowieka – dodał. Dzisiaj Tadeusz Centek traktuje tamte słowa jako żelazną wskazówkę, niezbędną w służbie drugiemu. – Kluczem jest miłość. Każdy z nas potrzebuje kogoś drugiego, nie pragnie samotności. Tak Pan Bóg stworzył ten świat, że wymagamy często pomocy bliźniego. Co mi to daje? Jestem teraz chociażby przy chorej Zosi. Mówię jej o pogodzie, cierpieniu, aby ofiarowała je razem z Chrystusem. Ona się wtedy uśmiecha. Właśnie uśmiech chorego za te kilka słów, które powiedziałem, ma większą wartość niż pieniądze. Wychodząc stąd, odczuwam pełną satysfakcję, że zrobiłem coś dobrego. Jestem przez to bardziej pogodny, a świat wokół mnie wydaje się trochę lepszy – stwierdził.
 
Podziękowanie dla żony
Tadeusz Centek jest na co dzień związany z bydgoską parafią Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. W czasie II wojny światowej walczył w partyzantce francuskiej i w batalionie komandosów we Włoszech. Blisko 46 lat przepracował w fabryce obrabiarek, zakładał bydgoski Klub Inteligencji Katolickiej. Z Gabrielą ożenił się w 1949 r. Mają czworo dzieci. – Przychodzę tutaj dwa lub trzy razy w tygodniu, a żona... musi się z tym po prostu pogodzić. Pamiętam uroczystość wręczenia Złotego Krzyża Zasługi. Byliśmy wtedy razem jako małżeństwo. To był bardzo dobry moment, aby przy wszystkich podziękować żonie za to, że mnie rozumie. Za to, że ja często jestem tutaj, a ona przebywa sama w domu. Na pewno żona się z tym pogodziła – powiedział z uśmiechem.
W 2007 r. z okazji trzeciej rocznicy powołania diecezji bydgoskiej Tadeusz Centek otrzymał papieski medal „Benerementi”. Wówczas powiedział: „W Kościele należy być człowiekiem otwartym i zaangażowanym. O tym mówi nam również Ewangelia. Jeśli według niej będziemy żyć i pracować, to efekt będzie doskonały”. – Myśląc głębiej, cierpienie jest darem. I ten dar powinniśmy przemieniać w coś, co nas uszlachetnia. W coś, co jeszcze bardziej wiąże mnie z Chrystusem, z Jego męką. Mówię to chorym, którzy są jeszcze przytomni i bardzo cierpią, aby ofiarowali to cierpienie za coś lub za kogoś, w konkretnej intencji. Przez to ten cierpiący ma swój maleńki udział w zbawianiu świata – dodał. Tadeusz Centek nie ukrywa, że są w jego służbie chwile wzruszające. Dotyczą one tajemnicy śmierci... – Na pewno trudno zapomnieć tych, którzy odeszli. Kiedy było się przy śmierci, czasem bardzo tragicznej, to ten obraz gdzieś na zawsze pozostaje. Pamiętam młodą mężatkę. Miała trzyletniego synka, kochającego męża, którzy zawsze ją odwiedzali. W przedszkolu chłopiec zawsze rysował obrazki z napisem „mama”, które wieszał przy jej łóżku. Kiedy zmarła, ten moment był tak bardzo przejmujący, że nie mogę o nim zapomnieć do dziś.
 
Media promujące bycie dla innych?
Najstarszy wolontariusz dostrzega w historii hospicjum jego nieustanny rozwój i dynamizm. Natomiast w świadomości społeczeństwa wciąż rosnącą akceptację i przekonanie dla miejsc opieki paliatywnej. – Jest lepiej. Hospicjum dostrzegają firmy, osoby indywidualne. Na pewno bez tej pomocy byłoby ogromnie ciężko. Poza tym mamy wspaniałą kadrę, która dba o zaplecze finansowe. Stara się, aby to miejsce wciąż się rozrastało i było na wysokim poziomie. Kiedyś jeden z księży poprosił mnie, abym wystąpił przed studentami. Zwróciłem wówczas uwagę na kobietę, która nazywała się Cicely Mary Strode Saunders. Podkreśliłem, że bez tej brytyjskiej lekarki, założycielki Hospicjum św. Krzysztofa w Londynie, nie byłoby takich miejsc. Jest ona uważana za twórczynię nowoczesnej medycyny paliatywnej. Oczywiście – jako człowiek wiary – jestem przekonany, że cały ten dar został z góry zaplanowany, a całość toczy się wielkim kołem przy Bożej pomocy – stwierdził.
Dzisiaj Tadeusz Centek dzięki programowi „Zwykły Bohater” jest znany w całej Polsce. Pisały i mówiły o nim największe media. Szum minął, a jego służba nadal trwa. – Kiedy byłem w Warszawie i odbierałem nagrodę, jeden z korespondentów przyszedł i zapytał, jak ja to przeżywam. Odpowiedziałem, że mnie to wszystko przerasta. Znowu podkreśliłem, że nie trzeba czynić wielkich rzeczy, aby podać drugiemu rękę, pomodlić się, porozmawiać. On odpowiedział: „Ma pan rację, ale może te słowa przygarną jeszcze choć jednego młodego człowieka, który będzie tak samo postępował”. Wtedy zrozumiałem sens tej kampanii – zakończył.
 



Ks. prałat Józef Kubalewski – dyrektor Hospicjum im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Bydgoszczy
– Wszystko zaczyna się w domu rodzinnym, od przestrzegania czwartego przykazania Bożego. Mam na myśli wychowanie w klimacie szacunku dla każdego człowieka, nie tylko rodzica, dziadka. Słowa Chrystusa: „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” są najlepszą zachętą do tego, by taką drogę realizować.
 
***do ramki***
Ks. kanonik Ryszard Pruczkowski – proboszcz parafii Bożego Ciała w Bydgoszczy
– Poznałem Tadzia w 1986 r., jak był trochę młodszy. Kiedy w 1997 r. znalazłem się w tym miejscu, bo leżał tu mój ojciec, z podziwem patrzyłem na tego człowieka, który z pokorą i miłością służy chorym. Ja marzyłbym, aby mając 70 lat, mieć taką kondycję jak on. Widzimy, że im więcej innym okazuje się serca, tym bardziej Pan Bóg błogosławi.
 
***do ramki***
Czesława Mieszkuć-Mieszkowska – dyrektor ds. finansowo-kadrowych hospicjum
–To miejsce tak naprawdę zrodziło się z wolontariatu. Tadeusz Centek jest z nami od samego początku. To wspaniały człowiek, który może być wzorem dla innych wolontariuszy.
 
***do ramki***
Z listu biskupów o wolontariacie
„Godny podkreślenia jest specyficznie duchowy wymiar wolontariatu, który angażuje całą osobę, świat jej wartości, w tym także wartości najwyższych. Nic zatem dziwnego, że wolontariat staje się często środowiskiem sprzyjającym doświadczeniu religijnemu. Wolontariusze angażują się jednak nie tylko z motywów religijnych – często z innych, nawet sobie nieznanych, jednak później na tej drodze doświadczają obecności Boga, uczą się modlitwy, prowadzą pogłębione życie duchowe. Kościół, odczytując «znaki czasu» i poszukując nowych sposobów pełnienia swej misji, nie tylko popiera wszelkie formy wolontariatu, ale też chce organizować własne grupy wolontariuszy”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki