Logo Przewdonik Katolicki

Społeczna niesprawiedliwość Jezusa?

kard. Gianfranco Ravasi
Fot.

Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty (Mt 20, 12).

"Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty" (Mt 20, 12).

Jak często się zdarza w nauczaniu Jezusa, i ta przypowieść ukazuje konkretną sytuację społeczną, gorzką i niezmienną w historii ludzkości. Słowo Jezusa nie jest ani ulotne, ani błahe, przeciwnie, solidnie wrasta w grunt ludzkiej kondycji. W tej historii na scenę wchodzą brak pracy i ubóstwo. Jak wiadomo, na placu targowym, najważniejszym w mieście, wystawali sezonowi robotnicy rolni, oczekując, by jakiś właściciel ziemski lub pośrednik (niegodziwe praktyki współczesnych „naganiaczy” są kontynuacją tamtego pośrednictwa) zatrudnił ich za dniówkę.

Wiemy, jak rozwija się ta parabola, opowiedziana jedynie przez Mateusza (20, 1–16), podzielona zgodnie z ówczesnym oznaczaniem pór dnia. Zaczyna się o świcie, który jest ostatnią częścią nocy i pierwszą dnia, później jest „trzecia godzina”, czyli nasza dziewiąta, potem „szósta” (południe), „dziewiąta” (trzecia po południu) i wreszcie „jedenasta”, czyli piąta – początek wieczoru i nocy. Umówiona zapłata wynosiła jeden srebrny denar będący rzymską jednostką monetarną, stanowiący wynagrodzenie za dzień pracy robotnika i średni koszt utrzymania na dzień, jak wspomina przypowieść o dobrym Samarytaninie (Łk 10, 35). Denarius miał wybity wizerunek cesarza: to wyjaśnia kwestię płacenia daniny Cezarowi, przedstawioną w Ewangelii (Mt 22, 19).

Ściśle mówiąc, pracodawca, który umawia się ze wszystkimi, również z tymi, którzy pracują zaledwie przez jedną popołudniową godzinę, postępuje z jednej strony zgodnie z „odrębną” umową zawartą z każdym pracownikiem, a drugiej – z pewnością nie jest wzorem sprawiedliwości w stosunkach pracowniczych. Jaki jest zatem sens tej przypowieści, skoro bez wątpienia jej przesłanie nie może promować niesprawiedliwości społecznej? Płynąca z niej nauka ma charakter religijny i egzystencjalny. Właściciel winnicy to Bóg, który nie uchybia sprawiedliwości (umowa była sprawiedliwa), lecz w swojej relacji z ludźmi daje pierwszeństwo miłości, której hojność przekracza sztywne normy obowiązku.

Ludzkość bowiem składa się z osób różniących się zdolnościami i otrzymanymi darami: jeden ma pięć, a drugi tylko jeden talent, by odwołać się do kolejnego obrazu pieniądza z innej znanej przypowieści Jezusa. Są osoby proste, niezbyt uzdolnione, i takie, które zostały obdarowane niezwykłymi talentami; są chorzy i słabi i okazy zdrowia i siły; są ludzie skromnie wyposażeni pod względem intelektualnym i geniusze; są osoby słabe, łatwo popadające w błędy i grzechy, i sprawiedliwi potrafiący stanowczo odpierać pokusy; są tacy, którzy należą do narodów rozwiniętych i uprzywilejowanych (Jezus, mówiąc o „pierwszych”, mógł myśleć o Hebrajczykach) i są tacy, którzy urodzili się w krajach zacofanych, w narodach ubogich i o małych możliwościach kulturowych i społecznych („poganie”, „ostatni”).

Jednak najważniejsze, mówi Jezus, jest wejście do winnicy życia z pełnym osobistym zaangażowaniem. Bóg w ostatecznej zapłacie nie przyjmuje niewzruszonego kryterium opartego na osiągnięciach, ale wybiera drogę miłości, która wynagradza nawet tego, kto idzie po niej, niosąc w dłoniach mały, lecz prawdziwy owoc swojej pracy. Rzeczywista bezstronność polega na miłości, która sytuuje na tym samym poziomie tego, kto dostał od życia dużo, i tego, który otrzymał mało, ale autentycznie wypełnił swoje powołanie, choćby nawet niewielkie.

Tłumaczenie: Dorota Stanicka-Apostoł

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki