Logo Przewdonik Katolicki

Dobro w Mampikony

Katarzyna Jarzembowska
Fot.

Trzy lata budowy, ciężarówki cegieł, piasku, metalowych prętów i cementu, ciągnięte przezwozy z drewnem, setki młodych rąk do przenoszenia materiałów budowlanych i tysiące wiader wody. Budowa internatu dla dziewcząt w Mampikony została ukończona.

Trzy lata budowy, ciężarówki cegieł, piasku, metalowych prętów i cementu, ciągnięte przez  wozy z drewnem, setki młodych rąk do przenoszenia materiałów budowlanych i tysiące wiader wody. Budowa internatu dla dziewcząt w Mampikony została ukończona.

Stało się tak pod koniec 2013 r. Na placówce misyjnej od wielu lat pracują bydgoszczanie – o. Michał Apiecionek CSSp i Dariusz Marut CSSp – oboje ze Zgromadzenia Ducha Świętego.

 

Miejsce dla dziewcząt

Pierwsze mieszkanki internatu to dwie siostry zakonne ze Zgromadzenia Córek Serca Maryi, gotowe do opieki i pomocy młodym, osieroconym dziewczętom lub tym z niepełnych rodzin. – Siostry od zakończenia budowy, mimo braku mebli, zamieszkały już w domu i spały na ziemi, przystępując do porządków po budowie i wszelkich niezbędnych prac zmierzających do przyjęcia dziewcząt. Spały na ziemi, ale – jak twierdziły radośnie – „nie ma to jak na swoim!”. Pierwsze młode mieszkanki przekroczyły próg swojego nowego domu na początku października 2013 r. i one również szybko poczuły się jak u siebie. Widać to było po ochoczej pracy i inwencji, by uprzątnąć otoczenie po budowie, by szybko założyć mały ogródek, w którym po szkole uprawiają cebulę i maniok, bo niestety tylko to rośnie w naszym regionie. Wokół domu pojawiły się starannie pielęgnowane każdego dnia kwiaty – opowiada o. Dariusz.

Internat właśnie taki ma być. Ma być domem dla tych, którzy nigdy go nie mieli lub w wyniku życiowych trudności i nieszczęśliwego losu  – na przykład śmierci rodziców – dom utracili. – Wszystko robi się tutaj wspólnie: gotuje, sprząta, pierze. Nikt się nie ociąga, nikt nie grymasi, ale wszyscy chętnie pomagają, w czym tylko można. Mieszkanie w internacie pozostawało dotychczas tylko w sferze marzeń tych młodych dziewcząt. Teraz to marzenie się spełniło – dodał duchacz.

Judith od dawna nie ma rodziców, już nawet nie pamięta ich twarzy. – Tułała się po rodzinie, z kąta w kąt. Traktowano ją niczym piąte koło u wozu. Nie czuła się potrzebna, kochana. Mówi: „Tutaj mam swój dom i bardzo dobre warunki do nauki. Chciałabym ukończyć gimnazjum, liceum i zostać nauczycielką  w szkole – to moje marzenie”. Judith jest opiekuńcza i chętnie pomaga swoim młodszym koleżankom. Jest dla nich często jak prawdziwa mama. Wieczorami czyta im bajki i śpiewa piosenki – powiedział o. Dariusz Marut CSSp.

Przyjaciółka Judith, Felice, pochodzi z wielodzietnej rodziny. – Jest nas dziesiątka rodzeństwa, tato zmarł kilka lat temu, a mama jest schorowana i słaba. Było nam bardzo ciężko. O kontynuacji nauki w szkole nie było nawet mowy. Często nie mieliśmy co jeść i szliśmy spać głodni i przerażeni, czy jutro uda nam się zdobyć coś do jedzenia – opowiada ze smutkiem. – Internat jest dla mnie ogromną szansą – kontynuuje – i za nic w świecie nie zmarnuję jej, a w naukę wkładam wszystkie moje siły.

W internacie nigdy nie jest smutno. – Kiedy się tu wchodzi, człowiek szybko daje się porwać atmosferze radosnej młodości i wielkiego zapału. Jednocześnie panuje tu iście naukowa koncentracja, bo każda mieszkanka przykłada ogromną wagę do odrabiania lekcji, do powtórzenia przerabianego materiału i – co zdarza się niestety niezwykle rzadko – nikt nie musi ich do tego przymuszać – stwierdził duchacz. Do dyspozycji uczennic jest sala do nauki wyposażona w tablicę, stoły i krzesła oraz małą biblioteczkę. Pomocą służą nauczyciele, którzy po zajęciach w szkole udzielają dodatkowych korepetycji.  Dziewczęta uczą się w Katolickiej Szkole w Mampikony. Szybko wyrobiły sobie bardzo dobrą opinię wśród nauczycieli jako pracowite uczennice. Nauka jest dla nich wielką szansą na poprawę przyszłości. W internacie dodatkowo pobierają lekcje gotowania i szycia...

 

Schronienie dla chłopców

Równocześnie na terenie Misji Katolickiej w Mampikony powstał Dom Dziecka dla chłopców. Ich również nie można było zostawić bez pomocy. Kilkunastu uczniów z podstawówki, gimnazjum i liceum znalazło tam dach nad głową, opiekę i wyżywienie. – Georges stracił tatę w zeszłym roku, mama zmarła jeszcze wcześniej. Nie miał się nim kto zająć. Chłopiec był brudny, niezwykle wychudzony. Biegał w obdartej odzieży. Po kilku miesiącach trudno poznać, że to ten sam chłopiec – jest zadbany, przybrał nawet na wadze i – wychodząc z domu – z radosnym uśmiechem woła: „Do zobaczenia po południu, ojcze, idę już do szkoły, żeby się czasem nie spóźnić”. Chłopcy jak to chłopcy, nieraz psocą i są żywi, ale w rzeczywistości są bardzo odpowiedzialni i pracowici. Sami dbają o porządek w domu i najbliższym otoczeniu, sami robią zakupy, gotują i sprzątają – podkreślił o. Marut.

Piętnastoletni Lesoa to kolejny mieszkaniec Domu Dziecka. W przyszłości chciałby być rolnikiem – ale „wykształconym rolnikiem”, co podkreśla. – Koledzy nazywają go żartobliwie „dyrektorem kurnika”, bo zaraz po przebudzeniu, około piątej rano, biegnie na bosaka wypuścić ptactwo. W wolne od nauki dni zawsze znajduje sobie jakieś zajęcie… a to trzeba naprawić płot, a to przyciąć drzewka owocowe. Po każdym posiłku ukradkiem wynosi z domu resztki dla kur, a na święta za drobne oszczędności całe ptactwo dostało po garści kukurydzy. „Długo nie zapomnicie tych świąt” – żartował, rozdzielając sprawiedliwie ziarno – dodał z radością bydgoski misjonarz.

Internat i Dom Dziecka zostały uroczyście otwarte w obecności miejscowego biskupa, lokalnej społeczności, a przede wszystkim ku ogromnej radości młodych mieszkańców. – Było to dla nas ogromne wydarzenie. Wszystko – już po raz kolejny – dzięki pomocy i ofiarom Polaków. To dzięki nim możemy zmieniać przyszłość młodych ludzi, to dzięki ich wysiłkom możemy dawać nadzieję i prostować nieraz bardzo zawiłe życiowe drogi. Za to wszystko Bóg zapłać – stwierdził.

Dzieło powstało, ruszyło i trwa. – Spoczęła teraz na nas wielka odpowiedzialność i wyzwanie. Budowa jeszcze się bowiem nie zakończyła. Naszą młodzież trzeba przecież ubrać, nakarmić, wyposażyć do szkoły, skierować do lekarza. W internacie i Domu Dziecka brakuje w dalszym ciągu wiele mebli i różnych niezbędnych przyborów. Liczymy na pomoc i zaangażowanie. Każdy również może przyczynić się do budowy – już nie z glinianej cegły, ale tej żywej, drogocennej – zakończył o. Dariusz Marut CSSp.

 

                                                                                                          

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki