Logo Przewdonik Katolicki

Korek w głowie

Renata Krzyszkowska
Fot.

Bezwład kończyn, wykrzywienie twarzy, utrata widzenia, ból głowy niedokrwienny udar mózgu może mieć wiele objawów. Jeśli pacjent zdąży dojechać do właściwego szpitala na czas, to jest szansa, że wszystko szybko minie, jeśli nie, to zaczyna się piekło.

Bezwład kończyn, wykrzywienie twarzy, utrata widzenia, ból głowy – niedokrwienny udar mózgu może mieć wiele objawów. Jeśli pacjent zdąży dojechać do właściwego szpitala na czas, to jest szansa, że wszystko szybko minie, jeśli nie, to zaczyna się piekło.

Pani Alicja Doliwa z Pabianic rok temu jak zwykle po powrocie z pracy ugotowała obiad dla siebie i męża, sprzątała, trochę oglądała telewizję, po czym poszła spać. Po godzinie obudziła się, czując parcie na mocz. Chciała się podnieść, ale nie mogła. Nie wiedziała, co się dzieje. Próbując ze wszystkich sił stanąć na nogi, spadła z łóżka. Lewa strona jej ciała okazała się być całkowicie bezwładna. Do tego nagle poczuła jakby coś silnie szarpnęło ją za głowę, lewa strona szczęki i żuchwy opadła, twarz stała się niesymetryczna, a mowa bełkotliwa. Zaczęła krzyczeć, czym obudziła męża. Przerażenia, jakie zobaczyła wtedy w jego oczach, nie zapomni nigdy. Karetka przyjechała bardzo szybko, diagnoza nie pozostawiała wątpliwości: niedokrwienny udar mózgu. Choroba zaskoczyła ją całkowicie. Miała przecież dopiero 57 lat, nigdy poważniej nie chorowała, na nic się nie leczyła, choć ostatnio w jej życiu nie brakowało stresów, które mogły mieć wpływ na stan zdrowia. 

 

Rozpuścić skrzep

W karetce słyszała, jak ratownicy uzgadniali z dyspozytorem, gdzie mają jechać, by jak najszybciej znalazła się pod fachową opieką. W przypadku udarów niedokrwiennych ratunek polega na jak najszybszym podaniu leków, które przywrócą prawidłowe krążenie w naczyniach mózgowych zaczopowanych powstającym przy udarze skrzepem krwi. Terapia taka to  tzw. leczenie trombolityczne i jest ono skuteczne tylko do 4,5 godzin od wystąpienia objawów. Potem rokowania dramatycznie się pogarszają. Okazało się, że najbliższe szpitale zapewniające takie leczenie są w Łodzi, niestety nie było w nich miejsca. Pacjentkę przyjął szpital w Pabianicach. – Do dziś nie wiem, jak to się stało, że nie trafiłam tam, gdzie trzeba. Potem mąż dowiedział się, że gdyby sam wsadził mnie w samochód i przywiózł na izbę przyjęć właściwego szpitala, otrzymałabym na czas niezbędne zastrzyki. Dziś byłabym najprawdopodobniej całkowicie sprawna. Mam żal do służby zdrowia, bo potem przeszłam przez piekło – mówi Alicja Doliwa. – Czułam się jak zamknięta w kokonie, leżałam pod tlenem prawie bezwładnie, przerażenie paraliżowało, szykowałam się na śmierć. Podawano mi leki, m.in. rozszerzające naczynia krwionośne w mózgu, choć na najskuteczniejszą terapię było już za późno. Wylew paraliżuje nie tylko kończyny, ale i utrudnia pracę organów po stronie porażenia. Parcie na mocz, które wyrwało mnie w domu ze snu nie było spowodowane pełnym pęcherzem, ale był to już jeden z objawów udaru. Rano pomyślałam, że skoro przeżyłam noc, to może jednak od razu nie umrę – mówi Alicja Doliwa. Psychicznie czuła się jednak cały czas bardzo źle. Wcześniej na co dzień zawsze świeża, uczesana i pomalowana, teraz w pampersach, myta przez pielęgniarki na łóżku gąbką, w wymiętej piżamie, z cierpieniem wypisanym na twarzy. Miała szczęście, że opiekujący się nią rehabilitant, gdy tylko dostrzegł jej skrępowanie, potrafił w życzliwej rozmowie przełamać wszystkie opory. Był nie tylko miły, ale także skuteczny. Po pewnym czasie poprawiła się mowa, zaczęło wracać czucie w palcach lewej, bezwładnej nogi. Marzyła, by móc chociaż usiąść na łóżku i pomajtać nogami jak w dzieciństwie u dziadka na kładce nad stawem. Dzięki rehabilitacji w końcu zaczęła robić małe postępy.

 

Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć

 – Rehabilitacja człowieka udarowego to całe misterium. Niczego nie wolno zrobić za wcześnie ani za późno, niczego za prędko ani za wolno, niczego za krótko ani za długo. Z czasem mogłam już usiąść, a potem nawet zaczęłam powoli wstawać. Spełniło się też marzenie o samodzielnych wyprawach do toalety. Przez pierwszy miesiąc tylko na wózku, którym jeździłam tyłem, odpychając się zdrową nogą, potem za pomocą balkonika. Początki były fatalne. Moje lewe kończyny wisiały bezwładnie, przypominając worki na kości. Wszystko w nich gruchotało Przy każdym kroku zastanawiałam się długo, jakie ruchy wykonać, by bezwładna noga przesunęła się do przodu. Mój zmieniony po udarze mózg musiał nauczyć się sterowania ciałem od nowa – opowiada Alicja Doliwa. – Trafiłam na wspaniałego neurologa dr. Konrada Świniarskiego, który zajmował się mną przez pierwsze dwa tygodnie, zawsze miał czas, cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania. Nie czekał aż pielęgniarka zawiezie na badanie, tylko sam pchał wózek. Innym lekarzem, który pracował z poświęceniem był dr Tomasz Mackiewicz z Oddziału Rehabilitacji Wczesnoudarowej, gdzie spędziłam następnych 12 tygodni. Potrafił usiąść na łóżku i od serca porozmawiać, dodać otuchy, zmotywować, co czasami jest ważniejsze od tygodnia ćwiczeń – mówi Alicja Doliwa. Sama wstawała o piątej rano i starała się pomału, w swoim tempie, ale wszystko przy siebie robić samodzielnie. Do tego oczywiście codzienna rehabilitacja z użyciem różnych przyrządów. Wyznaczała sobie małe cele, że np. do końca tygodnia dojdzie samodzielnie do toalety, potem, że w następnym tygodniu do dyżurki pielęgniarek, potem do połowy korytarza, następnie dalej i dalej. W efekcie, ze szpitala wyszła na własnych nogach. Potem jeszcze odbyła sześciotygodniową rehabilitację, druga będzie za rok. Jak ją poinformowano, tylko tyle opłaca NFZ. Zdaniem pani Alicji, to stanowczo za mało.

 

Jednoręki bandyta

– Widziałam wielu chorych z odleżynami, powikłaniami, w depresji. Miałam szczęście, że bezwład u mnie wystąpił po lewej stronie ciała. Osoby z porażeniem prawostronnym mają gorzej. Rehabilitują się wolniej. Niestety zdarza się, że pacjenci po udarach bywają lekceważeni, wypychani ze szpitali, nie mając znikąd pomocy z każdym problemem zdrowotnym muszą udawać się po pomoc do rejonowej przychodni, czekać długo w kolejkach tak jak ludzie sprawni – opowiada Alicja Doliwa. Teraz trzy razy w tygodniu odwiedza ją prywatnie rehabilitantka, której usługa kosztuje 50 zł za godzinę. Niestety nie wszystkich chorych na to stać. Bez codziennej rehabilitacji z trudem przywrócona sprawność się pogarsza. Pani Alicja w domu cały czas ćwiczy, jeden z jej pokoi przypomina gabinet rehabilitacyjny. Inaczej się nie da. – Dużo zależy od samozaparcia. Choć moje lewe kończyny nie są w pełni sprawne, nie daję sobie taryfy ulgowej, sama sprzątam, układam bukiety ze sztucznych kwiatów. Gotuję bez niczyjej pomocy, obieram ziemniaki, robię kluski śląskie, kopytka, piekę ciasta i pączki, nazywając je żartobliwie wyrobami jednorękiego bandyty. Czasami zastanawiam się, co by było, gdybym od razu po leczeniu otrzymała właściwą pomoc, ale wiem, że muszę się cieszyć z tego, co mam, bo inni mieli jeszcze mniej szczęścia – mówi pani Alicja. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki