Świat w legendzie

Legenda to coś, czego nie da się tak po prostu wymyślić i napisać. Legenda to coś, co wyrasta z długiej tradycji i z historii. I mało kto wie, że korzenie legendy są chrześcijańskie.
Czyta się kilka minut

Rozpowszechniały się szczególnie w średniowieczu, początkowo przekazywane ustnie, opierane na ludowych opowiadaniach i na apokryfach, dopiero później zapisywane – pełne cudów i niezwykłości, często dotyczące życia świętych. Opowiadały o ludziach lub miejscach, przekazywały poglądy i idee, tłumaczyły zjawiska. Trudno znaleźć miejsca i społeczności, w których legend brakuje.

Choć legendy nie pokrywają się z prawdą historyczną, nie zawsze tej prawdzie przeczą – raczej uzupełniają wiedzę odrobiną fantazji i baśni, tłumaczą to, co dla ludzi dawnych czasów było niezrozumiałe, czasem przekazują też ważne prawdy moralne, które babcie miały powtarzać swoim wnukom. Dają więc ważny obraz minionych epok, obraz ludzi, ich mentalności i religijności.

Miecz i topielcy

Są miejsca w legendy ubogie – są też takie, w których spisywać by je można w grubych tomach. Do takich właśnie bogatych w opowieści miejsc należy na przykład Kruszwica. Historię zjedzonego przez myszy króla Popiela czy mieszkającej w jeziorze nimfy Goplany znają nawet dzieci. Ale kruszwickie legendy nie tylko tych postaci dotyczyły.

Jedna z nich mówiła na przykład o blaszanym mieczu, umieszczonym na szczycie dachu, nad prezbiterium kolegiaty. Miejscowi mawiali kiedyś, że pewien legendarny rycerz tym właśnie mieczem gromił swych wrogów, stąd pozostały na nim zakrzepłe ślady krwi. Legenda ładna, ale cóż z tego, skoro owe ślady krwi to po prostu rdza…

W Kruszwicy przestrzegano również przed tym, by zbyt lekkomyślnie nie kąpać się w wodach Gopła. A nic przestrzec nie mogło skuteczniej niż dobrze opowiedziana legenda. Mówiono więc o tym, że w jeziorze żyje bożek wody, który szuka swoich ofiar zarówno wśród kąpiących się, jak i wśród łowiących ryby. Mawiano też, że w najszerszym miejscu jeziora woda jest przezroczysta i można tam dojrzeć, jak na pokrytym żwirem dnie leżą wszyscy topielcy, obróceni twarzami do słońca. Po zachodzie mieli wstawać i wychodzić w nadbrzeżne trzciny, żeby o wschodzie słońca znów powracać na swoje miejsce w wodzie i patrzeć w słońce.

Pyszna córka

Ale w Kruszwicy ostrzegano nie tylko przed zagrożeniami z zewnątrz, ale również przed grzechem, mającym źródło w sercu człowieka. Na przykład – przed pychą. Opowiadano, że córka Popielów, niezwykle piękna i zamożna, pokory nie miała za grosz. Ubiegali się o nią przeróżni zalotnicy, ale już pierwszemu zapowiedziała, że jeśli pójdzie z nim do ołtarza, to od tegoż ołtarza porwie ją czart. Odrzuciła jednego, odrzuciła również kolejnych starających się o jej rękę, aż w końcu – jak to w życiu bywa – starających się zabrakło. Dziewczyna postanowiła więc posłać po tego, który był pierwszy, a on uznał, że skoro wszystkich przeczekał to owszem, poślubi zamożną Popielównę. Szybko sproszono gości i zaczęto ucztować na zamku. Kiedy zaś przyszedł moment samego ślubu i narzeczeni zbliżali się do ołtarza, wszyscy podnieśli krzyk straszliwy, bo za plecami panny młodej stał nie kto inny, jak sam diabeł. Pochwycił ją szybko i wyleciał prosto do góry, przez dach kościelny – „gdzie jest dziura aż do samego dnia dzisiejszego”, jak mawiano w legendzie.

Przed grzechem ostrzegano również w Markowicach, opowiadając legendę, która odstraszać miała miłośników kart od trwonienia czasu na grę. Powtarzano tam historię o tym, jak to do grających w karty dosiadł się pewnego razu sam diabeł, który tak pokierował grą, że wspólnicy zaczęli się strasznie kłócić. Dopiero kiedy jednemu z grających upadła karta i pochylił się za nią pod stół, zobaczył, że ich towarzysz zamiast buta ma czarcie kopyto. Przerażony głośno się przeżegnał, a wielki wicher porwał diabła kominem – a legenda ta na pewno skutecznie zniechęcała innych do pustych rozrywek.

 

Kwiat paproci i Prokop

Innym miejscem obfitującym w legendy jest Strzelno. To tu, próbując wyjaśnić nadzwyczajne zdolności pewnego złodzieja, opowiadano legendę o kwiecie paproci. Złodziej ów o imieniu Kucok miał przybyć w te okolice i grasować w lasach wokół Strzelna. Ilekroć zaś zdołano go schwytać i zamknąć w więzieniu, on się z niego wymykał, bo nie było takiego zamka, który miałby przed nim tajemnice. Dziś powiedzielibyśmy, że miał wiedzę i niemałe doświadczenie – ale wówczas powtarzano, że to wszystko dzięki cudownemu kwiatu paproci, który wrósł Kucokowi w skórę dłoni.

Jednak większość legend strzeleńskich związana jest z postaciami świętych. Ta mniej znana opowiada historię powstania tamtejszej romańskiej rotundy. Dawniej w miejscu tym często grzęźli podróżni, których w miejsce to naprowadzał sam diabeł. Jeden z podróżnych utknął tak mocno, że sam wydostać się nie mógł, zaczął więc wzywać kolejno pomocy różnych świętych. Dopiero gdy wymienił imię św. Prokopa, udało mu się z błota wyjechać – na cześć tego więc świętego wybudował kościółek w miejscu, w którym jego wstawiennictwa doświadczył.

I jeszcze jedną historię opowiadało się w Strzelnie – o cudownym kamieniu. Kiedy św. Wojciech jechał do Prus, w okolicach Strzelna jego wóz najechał jednym kołem na wielki kamień i wywrócił się. Św. Wojciech wdzięczny za ocalenie miał modlić się: „Dzięki Ci Panie za znak Twej mocy, za cud w ciężkiej godzinie. Łaską cudu sługa Twój wsparty, wzmocniony odejdzie. Ty Boże pozostaw ten znak koliska w kamieniu ludowi tej ziemi na błogosławieństwo”.

Na kamieniu rzeczywiście ślad koła pozostał, a okoliczni ludzie przychodzili do niego, żeby zbierać z niego proch i wodę, służące jako lekarstwo na wszelkie choroby.

Zimno i deszcze

W Gnieźnie legend nigdy nie brakowało, a te najważniejsze związane były oczywiście z postacią św. Wojciecha. Nie o nich jednak będzie tu mowa, ale o zupełnie innej, być może mniej znanej, ale za to niosącej odpowiedź na pytanie trapiące od wieków wielu gnieźnian i pielgrzymów: dlaczego, kiedy przychodzi czas odpustu św. Wojciecha, pogoda tak często jest mało wiosenna, skąd nagłe deszcze i zimno?

Wyjaśnienie tej zagadki tkwić miało w średniowieczu. Wówczas to prawdziwą plagą miast byli żebracy, którzy tłumnie przybywali na wszelakie uroczystości. Tymczasem odpustowe uroczystości ku czci św. Wojciecha były w Gnieźnie wielkim świętem i przyciągały wielu pielgrzymów, którzy niekoniecznie chcieli być nagabywani przez ubogich i kalekich. Pewnego więc razu miejscy rajcy postanowili zadbać o sielankowy obraz miasta i pozbyć się żebraczego kłopotu. W dzień przed uroczystościami kazali wyłapać wszystkich żebraków, wsadzić ich na wozy i wywieźć daleko, aż za Trzemeszno – tak, aby na pewno w dzień odpustu pieszo do Gniezna wrócić nie zdołali. Kiedy obdarte tłumy porzucone zostały na drodze nieopodal Trzemeszna i wiedziały już, że z zarobku nici, król żebraków rzucić miał na Gniezno klątwę:  „Za krzywdę naszą, iż nie dozwolili rajcy tego miasta podnieść się nam choć na czas jaki z nędzy, za to, że przepędzili, niech od dziś nigdy w tym dniu słońce nie świeci, a choćby świeciło, niech ziąb mrozi pielgrzymów, a wiatry zimnem sieką!”.

To tylko legenda, ale przecież w każdej legendzie jest odrobina prawdy: o ówczesnym świecie, o ludziach i o tej części świata, która nadal pozostaje niewytłumaczalna.


Złota Legenda

Jeden z najbardziej popularnych zbiorów żywotów i legend o świętych, ułożonych w porządku kalendarza liturgicznego. Jego autorem jest włoski dominikanin Jakub de Vorgaine (+1298). Dzieło cieszyło się wielką popularnością w średniowieczu, do dziś zachowało się ponad tysiąc jego bogato iluminowanych rękopisów.

Na zdjęciu: jedna z iluminacji do Złotej Legendy

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 46/2013