Logo Przewdonik Katolicki

Atak decybeli

Renata Krzyszkowska
Fot.

Co trzeci Polak niedosłyszy, wynika z opublikowanego niedawno Narodowego Testu Słuchu. Najgorzej słyszą osoby powyżej 60. roku życia. Dziewięć na dziesięć z nich powinno nosić aparaty słuchowe. Wśród czterdziestolatków problem ze słyszeniem ma co czwarty.

Co trzeci Polak niedosłyszy, wynika z opublikowanego niedawno Narodowego Testu Słuchu. Najgorzej słyszą  osoby powyżej 60. roku życia. Dziewięć na dziesięć z nich powinno nosić aparaty słuchowe. Wśród  czterdziestolatków problem ze słyszeniem ma co czwarty.

W badaniu udział wzięło blisko 9 tys. osób z 55 miejscowości, dlatego jego wyniki można uznać za reprezentatywne. Jest się zatem czego bać. Choć kłopoty ze słuchem mogą mieć wiele przyczyn, czynnikiem numer jeden od lat jest hałas. Jak wykazały badania CBOS-u sprzed czterech lat, aż ponad 70 proc. Polaków odczuwa uciążliwy, męczący hałas, z tego co trzeci – często. Okazuje się, że źródłem dokuczliwego hałasu może być nawet chrapanie. W niektórych przypadkach natężenie dźwięku dochodzić może do kilkudziesięciu decybeli, co zdaniem lekarzy grozi już urazem akustycznym nie tylko chrapiącemu, jak i osobom śpiącym w tym samym pokoju. Najwięcej hałasu słyszymy jednak nie w sypialni, a na ruchliwych ulicach miast oraz w pracy. Dla 37 proc. zatrudnionych źródłem hałasu w pracy są najczęściej maszyny i sprzęt biurowy, dla 21 proc. – ulica lub droga za oknem. Spośród grup zawodowych nadmiernego hałasu doświadczają najczęściej wykwalifikowani robotnicy, a najrzadziej – rolnicy. Negatywne działanie hałasu na słuch potęguje jednoczesna ekspozycja na nawet niewielkie ilości tlenku węgla. Na taki niekorzystny mariaż czynników narażeni są m.in. spawacze, górnicy, strażacy czy kierowcy ciężarówek. Według naukowców z Montrealu obecność w powietrzu tlenku węgla (czadu) prowadzi do niedotlenienia mózgu, a brak tlenu przyspiesza uszkodzenie komórek w uchu wewnętrznym, odpowiedzialnych za odbiór dźwięków.

 

Ryczące silniki

W największym hałasie żyją mieszkańcy dużych miast i wszyscy zamieszkujący domy położone przy autostradach oraz ruchliwych trasach. Według obowiązujących norm, w dzień, w zwartej zabudowie mieszkalnej, poziom hałasu nie powinien przekraczać 70 decybeli, zaś w nocy 55 decybeli. Niestety, normy te są bez przerwy przekraczane. Poziom hałasu ulicznego wynosi 85 decybeli. To tyle co głośna muzyka czy włączony odkurzacz. Taki dźwięk może w dość krótkim czasie doprowadzić do uszkodzeń słuchu. – Pamiętam, że kiedyś żyło się spokojnie, samochód był dobrem luksusowym, ruch uliczny w naszej wsi był niewielki. Mój dom stoi tuż przy ulicy, ale mogłam swobodnie otwierać na oścież okna, cieszyć się ciszą i świeżym powietrzem – wspomina pani Aleksandra z Pławna k. Częstochowy. – Dziś o otwieraniu okna w dzień nie ma mowy. Za oknem przemykają nie tylko samochody osobowe, ale także ciężarowe i tiry. Gdy oglądamy telewizję, trzeba ciągle podgłaśniać, bo nic nie słychać – mówi kobieta.

 

Od hałasu do zawału

Hałas, choć dokuczliwy, jest często przez nas lekceważony, nie łączymy go z pogarszającym się samopoczuciem. Nerwowość, rozdrażnienie, nadpobudliwość i przemęczenie, to najczęstsze dolegliwości wynikające z przebywania w hałasie. Nadmiar decybeli zwiększa też ryzyko zawału serca (u mężczyzn o 30 proc., a u kobiet nawet o 50 proc). Długotrwała ekspozycja na hałas wywołuje stres, który zwiększa ciśnienie krwi i powoduje zmiany w poziomie cholesterolu. Te zmiany mogą prowadzić do rozwoju choroby serca. Niestety, nie można dokładnie określić, jaka dawka hałasu szkodzi zdrowiu serca, ponieważ każdy człowiek może inaczej reagować na te same odgłosy Wskutek długotrwałego przebywania w hałasie o wysokim natężeniu u osób bardziej wrażliwych wzrasta również lepkość krwi i stężenie tłuszczów we krwi. Zaburzeniu ulega poziom elektrolitów, zmiany stężenia adrenaliny, noradrenaliny i kortyzolu. Zaburzenia te nie występują przy hałasie mniejszym niż 65 dB. Powyżej 100 dB mogą już bardzo poważnie ucierpieć nasze uszy. Hałas powyżej 140 dB może doprowadzić do pęknięcia błony bębenkowej.

 

Lepiej bez słuchawek

Kilka lat temu naukowcy zmierzyli poziom hałasu w szkołach podstawowych w Warszawie. Okazało się, że podczas przerw uczniowie przebywali w hałasie przekraczającym 100 decybeli, tyle co na koncercie rockowym. Na takiej głośnej przerwie dzieci wcale nie wypoczywają, wracają do klas rozkojarzone i zmęczone, o efektywnej nauce nie ma mowy. Co gorsza, jak pokazał wspomniany Narodowy Test Słuchu, co piąty uczeń szkoły podstawowej ma niedosłuch. Młode pokolenie głuchnie i wpływ na to ma nie tylko uliczny hałas czy głośne przerwy. Młodzi ludzie namiętnie słuchają głośnej muzyki, która jest obecnie dostępna jak nigdy wcześniej w historii. Można jej słuchać choćby z telefonu komórkowego, w autobusie, tramwaju, w pociągu, pracy, szkole, na spacerze, słowem w dowolnym miejscu i czasie. Dla wygody, by zachować prywatność i nie przeszkadzać innym, muzyki słucha się przez słuchawki, najczęściej wkładane wprost do ucha. Są bardzo lekkie i wygodne, ale niestety płynące przez nie dźwięki są emitowane wprost na błonę ucha. Badania naukowców australijskich wykazały, że słuchanie muzyki przez takie słuchawki zwiększa ryzyko utraty słuchu aż o 70 proc. Eksperci przekonują, by muzyki słuchać bez słuchawek, a jeśli już, to w tych większych, nakładanych na uszy. Młodzi ludzie jednak lekceważą problem, naiwnie uważają, że głuchota ich nie dotyczy. Szacunkowo, nawet 10 proc. użytkowników przenośnych odtwarzaczy muzyki może mieć trwałe uszkodzenie słuchu. Wystarczy tylko godzina muzyki ze słuchawek dziennie przez pięć lat, by pogorszenie słuchu było nieodwracalne. Problem oczywiście nie dotyczy tylko Polski. W Europie od 50 do 100 mln osób słucha codziennie muzyki za pomocą przenośnych odtwarzacz przez słuchawki, z telefonów komórkowych czy odtwarzaczy MP3. Zdaniem specjalistów nastolatki słuchające głośnej muzyki w wieku 30 lat będą mieć słuch swoich dziadków.

 

Chrońmy swoje uszy

Według szacunków 13 proc. Polaków z powodu hałasu ma problemy ze zdrowiem. Często  nie można go uniknąć, zdarza się jednak, że głuchniemy jednak na własne życzenie. Chrońmy nasze uszy, by nadmiar decybeli nie skrócił nam życia. Dla osób zmuszonych do przebywania w hałasie – czy to w domu, czy w biurze – dobrym rozwiązaniem są wkładki przeciwhałasowe, czyli popularne zatyczki do uszu. Można je kupić w aptece, są dość trwałe i skutecznie zamykają zewnętrzne przewody słuchowe. Mogą one być kształtowane przez użytkownika (piankowe) albo zrobi to już producent. Wkładki kształtowane przez użytkownika wykonane są z materiałów ściśliwych. Przed użyciem należy je ścisnąć. Tak zmniejszone łatwiej umieścić w uszach, gdzie ulegną rozszerzeniu, wypełniając szczelnie przewody słuchowe.

W bardzo hałaśliwych miejscach pracy, takich jak budowa czy zakład produkcyjny, sprawdzają się nauszniki. Pracownik jest w nich dobrze izolowany od hałasu, ale także może nie słyszeć zbliżającego się niebezpieczeństwa (np. pojazdu) czy ostrzegawczego wołania. By temu zaradzić, stosuje się ochronniki słuchu wyposażone w układy elektroniczne regulujące tłumienie. Są one na tyle „inteligentne”, że analizują wyłapywane dźwięki i tłumią hałas, a przepuszczają sygnały użyteczne, np. głos nadjeżdżającego pojazdu. Są też słuchawki z bezprzewodową łącznością, dzięki którym pracownicy, mogą swobodnie się słyszeć i mówić do siebie przez zamontowane w słuchawkach mikrofony. Warunek jest jeden – by urządzenia te skutecznie chroniły słuch, trzeba ich używać, a z tym niestety różnie bywa. 

 


Przykładowe źródła hałasu:

 

60 dB – odkurzacz dobrej jakości

70 dB – wnętrze głośnej restauracji

80 dB – głośna muzyka w pomieszczeniach,

90 dB – zwykły odkurzacz,

100 dB – motocykl bez tłumika

110 db – karetka na sygnale

120 db – startujący samolot

160 dB – wybuch petardy

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki