Logo Przewdonik Katolicki

Gdy dziadkowie rozpuszczają nasze dzieci

Bogna Białecka
Fot.

Słyszałam kiedyś powiedzenie, że rodzice są od tego, by dzieci wychowywać, a dziadkowie, by wnuki rozpuszczać. Coś w tym jest. Co jednak robić, gdy nasi rodzice przekraczają pewne granice?

Wielu znajomych rodziców skarży się na coś, co uznają za niesprawiedliwą niekonsekwencję. Oto surowy pan, który przed powierzeniem synowi kilku złotych na kredki wyliczał dokładnie, ile powinien za to wykonać prac domowych, kupuje wnukowi kolejną gigantyczną koparkę do kolekcji, „bo mówił, że mu się podoba”. Pani odbierająca córce czekoladę („bo sobie zęby zepsujesz”) protestuje, gdy dorosła już latorośl odmawia swoim dzieciom trzeciej dokładki lodów przyniesionych przez babcię w pięciolitrowym pudle. Sytuacje takie są dość powszechne. Surowi niegdyś rodzice stają się pozwalającymi na wszystko „aniołami” dla swoich wnuków. Co możemy zrobić z odmienną wizją swoich rodziców dotyczącą wychowania dzieci? Zależy to od poziomu niezgodności.

 Gdy macie inne wizje wychowania

Jeżeli twoi rodzice uznają, że jesteś zbyt surowy dla swoich dzieci, i czasem o tym mówią, jednak nie próbują ingerować w sposób wychowania, nie trzeba z tym specjalnie nic robić. Zwyczajnie – wychowuj swoje dzieci najlepiej, jak potrafisz. Trzeba się pogodzić z tym, że twoi rodzice nie będą zachwyceni. Gdy po jakimś czasie zobaczą, jakim dobrym jesteś wychowawcą, dojdą do wniosku, że jednak mieliście rację (lub też, że dzieci są takie „pomimo” waszych metod wychowawczych, ale to naprawdę rzadko).

Jeśli dziadkom zdarza się krytykować was w obecności dzieci, pojawia się problem. Warto od razu zareagować, nie pozwalając na podkopywanie swojego autorytetu w oczach pociech. Dwa elementy przekazu to dostrzeżenie pozytywnych intencji i podkreślenie słuszności własnej decyzji. Przykładowo: „Naprawdę doceniam Twoją troskę o wnuki, jednak mamy w naszym domu określone zasady i będę się ich trzymać”, lub „Tato, wiem, że to wszystko wynika z Twojej miłości do wnuczki, ale gdy kłócimy się w obecności Zosi, wprawia ją to w zakłopotanie i zachowuje się jeszcze gorzej. Pozwól, że to ja zadecyduję, co teraz robimy”.

Gdy aktywnie podważają twój autorytet jako rodzica

Prawdziwy problem pojawia się, gdy dziadkowie świadomie i z premedytacją podważają wasze decyzje mimo jasno określonych zasad. Nakazujesz niegrzecznej córce zmywanie naczyń, po to, by za chwilę zobaczyć, jak babcia za nią wykonuje tę czynność. Udaje ci się przekonać syna, by odłożył otrzymaną od dziadka krówkę na deser po obiedzie, a stawiając poszczególne potrawy na stole, zastajesz go nad wielkim stosem pustych papierków po cukierkach otrzymanych po kryjomu od dziadka. Zachowania takie są problemem, bo często wynikają z prób kupienia sobie sympatii wnucząt, zaspokojenia swojej potrzeby bycia kochanym lub są pochodna kompleksów.

Doświadczenie pokazuje, że wchodzenie w konfrontacje jest bezcelowe. Jak długo to możliwe, zachowania dziadków warto ignorować i z konsekwencją stosować swoje podejście wychowawcze. Ważny jest także jasny przekaz skierowany do dziecka: „Lepiej współpracować z rodzicami, niż spiskować z dziadkiem i babcią”. Jeśli syn miał zakaz oglądania telewizji, lecz babcia (świadoma zakazu) pozwoliła mu oglądać film, w domu czekają go dodatkowe dwa dni bez telewizora. Zasada musi być jasna – jeśli będziesz słuchać babci zamiast mamy, czekają cię większe kłopoty. Przygotuj się na argumenty typu: „Ale to babcia zmusiła mnie do oglądania filmu! To niesprawiedliwe!”. Serio?  Nauczenie dziecka tej zasady może potrwać kilka miesięcy, jednak to czas dobrze wykorzystany. Wygrana wychowawcza polega na tym, że dziecko potrafi przeciwstawić się pokusie.

Najgroźniejszym dla relacji poziomem ingerencji jest sytuacja, w której wasi rodzice z premedytacją łamią wasze normy i aktywnie sprzeciwiają się prośbom. Drastycznym przykładem jest sytuacja znajomych, których córka mająca cukrzycę wylądowała w szpitalu, bo dziadkowie uznali, że „przecież od jednego loda nic się dziecku nie stanie, nie można dziecka katować odmową słodyczy”. W takiej sytuacji, jeśli wszystkie próby podjęcia współpracy, skłonienia dziadków do respektowania waszych zasad, są nieudane, trzeba podjąć trudną decyzję o ograniczeniu czasu spędzanego przez dziecko z dziadkami sam na sam. Inna, sprawdzona w takiej sytuacji metoda to... wielodzietność. Piszę to jak najbardziej na poważnie, opierając się na relacjach wielu rodzin wielodzietnych. Doskonałym lekiem na nadopiekuńczość dziadków i próby wtrącania się w każdy aspekt wychowania jest urodzenie trzeciego czy czwartego dziecka. Nie da się rozpieścić czworga dzieci.

Gdy zasypują prezentami

Podarunki, drogie zabawki, modne ubrania, słodycze, gadżety... Wiele dzieci jest zasypywanych prezentami przez dziadka i babcię. Niestety sporo rodziców reaguje: „Skoro ich na to stać, nie widzę problemu”. Niestety problem istnieje. Gdy dzieci zaczynają kojarzyć okazywanie miłości z prezentami, prowadzi to wprost do oceniania innych przez pryzmat tego, co mają. Materializm ten jest źródłem samolubności, niekończących się żądań, niewdzięczności, nudy. Naprawdę. Fakt, że waszych rodziców stać na to, by kupować wnukom wiele prezentów, nijak się ma do tego, co jest dla waszych dzieci dobre. Skoro stać ich na najmodniejsze gadżety, to równie dobrze stać by ich było na przykład na zakup kokainy. Jednak tego nie robią. Zdają sobie sprawę, że narkotyki są złe. Szkoda, że tak wielu ludzi nie ma świadomości, iż nadmiar dóbr materialnych może być równie szkodliwy.

Co można zrobić, by uczyć dziecko właściwego podejścia do prezentów? Przede wszystkim porozmawiajcie ze swoimi rodzicami. Dobre zagajenie to: „Chcemy nauczyć dzieci większego doceniania darów. Czy możecie nam pomóc? Wiemy, że lubicie im kupować prezenty, ale chcemy by wnuki kochały was za to, kim jesteście, a nie za to, co im kupicie”. Niech wiedzą, że ich obecność jest dla wnucząt ważniejsza niż dobra materialne.

Jeżeli mimo to dobra spływają do waszego domu w ilościach nie do zaakceptowania, uczcie swoje pociechy radości dzielenia się. Sprawdźcie, jakie są możliwości dostarczania darów – do parafialnego oddziału Caritas, do szpitala czy domu dziecka.

Jeśli chcecie uniknąć gromadzenia się stosów zabawek, możecie zaprowadzić zasadę: nowa zabawka za starą. Gdy pojawia się coś nowego, wyrzucamy (lub oddajemy) coś starego. Oczywiście dziecko może zadecydować, czego chce się pozbyć.

Być może dziadkowie będą oburzeni takim postawieniem sprawy (szczególnie jeśli zupełnie nowy prezent zostaje od razu przekazany ubogim dzieciom). Pamiętajcie jednak, że kwestia dobrego wychowania waszych dzieci jest rzeczą zbyt ważną, byście przystawali na rzeczy, z którymi się nie zgadzacie (niezależnie od szlachetnych intencji darczyńców).

Prawdopodobnie dzieci też nie będą zbyt zachwycone tymi rozwiązaniami. Z początku większość z nich opiera się oddawaniu tego, co jest „ich”, wpada w złość, że nie dostanie czegoś więcej. Z czasem zaczną rozumieć głębszy powód waszych decyzji, nauczą się wdzięczności za to, co mają, zamiast niezadowolenia z tego, czego nie mają. Jeśli zastanawiacie się, czy warto, poszukajcie w internecie zrzutów ekranowych ze statusów dzieciaków na Facebooku lub Twitterze po okresie Bożego Narodzenia: „Czy oni naprawdę uważają mnie za idiotkę? Chciałam iPada, a nie nędzny iPod. Czy naprawdę tylko ja mam tak beznadziejnych starych?”. Świadomość, że wasze dziecko też może wkrótce wylewać podobne żale na cały świat, może skutecznie zachęcić do realnych działań.

Podsumowanie chciałabym zacytować dr. Guarendiego z książki Dyscyplina na całe życie: „Oddając sprawiedliwość wszystkim dziadkom i babciom, muszę dodać, że często słyszę od nich coś takiego: Wiesz, chciałbym/chciałabym trochę rozpieścić moje wnuki, ale ich rodzice pozwalają im już na tak wiele, że czuję, iż muszę wprowadzić trochę dyscypliny”.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki