Logo Przewdonik Katolicki

Cierpienie uczy pokory

Katarzyna Jarzembowska
Fot.

Ks. Leszek Chudziński diecezjalny duszpasterz chorych i służby zdrowia, asystent Stowarzyszenia Centrum Ochotników Cierpienia Diecezji Bydgoskiej oraz kapelan Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 w Bydgoszczy

Ks. Leszek Chudziński – diecezjalny duszpasterz chorych i służby zdrowia, asystent Stowarzyszenia Centrum Ochotników Cierpienia Diecezji Bydgoskiej oraz kapelan Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 w Bydgoszczy

 

W tegorocznym orędziu na Światowy Dzień Chorego Benedykt XVI zwracał uwagę na aspekt wiary. Jakie znaczenie ma ona w procesie leczenia?

– Proces uzdrawiania w kontekście wiary wskazuje na pewną jedność człowieka. Nie osiągnie się zdrowia ciała bez zdrowia duszy. Chrystus, kiedy uzdrawiał, nie pytał o stan chorego, o jego zdrowie fizyczne. Pytał, jaka jest twoja wiara, czy jesteś zdolny do tego, abym cię uzdrowił. On chciał to robić – pod warunkiem że widział wiarę. Wówczas do człowieka, którego dusza była uleczona, wracało zdrowie. Jeśli tej wiary nie widział, a wręcz przeciwnie – dostrzegał powątpiewanie – jak w przypadku mieszkańców Nazaretu, gdzie się wychowywał – odchodził ze smutkiem, nie czyniąc wśród ludzi żadnego cudu.

 

Są choroby, które mijają. Są i takie, które pozostają z człowiekiem do końca jego dni. Nie słyszy Ksiądz nieustannych pytań – dlaczego? Jeśli tak, to jaka pada odpowiedź?

– Jeśli słyszę „dlaczego”, to raczej od osób, które chorują poważnie po raz pierwszy. To cierpienie jest dopiero w początkowym stadium. U ludzi, którzy chorują dłużej, przewlekle, zauważam podejście do cierpienia z wielkim zawierzeniem. Tu nie chodzi o oswojenie się z chorobą, bo jest to trudne, ale o dobry kontakt z Bogiem. Te osoby przyjmują Chrystusa do swojego serca, do całego swego życia. Na jednym z oddziałów spotkałem pana, którego widziałem na wielu innych łóżkach szpitalnych. Pytam, co się stało? On mówi – znowu jestem. Jednak pomimo tego krzyża, który musi dźwigać, wciąż przyjmuje, nawet na korytarzu, Komunię św. Tyle lat choroby, a wiara tego człowieka nie słabnie. Wprost przeciwnie, widać, że pomimo kolejnej wykrytej choroby pozostaje w przyjaźni z Jezusem. To jest ta właściwa droga.

 

Są święci, błogosławieni, przez wstawiennictwo których chorzy najczęściej się modlą?

– To przede wszystkim Ojciec Pio, bardzo popularny święty wśród chorych. Znam nawet przypadki, kiedy ludzie innych wyznań chrześcijańskich słyszeli o nim, a nawet czytali książki. To święty, który wypracował w sobie cnotę pokory. Nic dziwnego, że stał się wzorem znoszenia cierpień fizycznych, z którymi żył przez pięćdziesiąt lat. Jest wzorem zaufania Bogu do granic możliwości. Było to zaufanie wręcz dziecięce, które wyprowadziło go na wyżyny świętości.

 

Człowiek, który nosi w sobie miłość, braterstwo, zawsze będzie miał szacunek wobec chorych osób. Po co nam więc specjalny dzień? Może ma przebudzić sumienia tych, którzy nie chcą dostrzec cierpienia, a krzyż usunąć?

– Trzeba wciąż podkreślać, że cierpienia się nie wyeliminuje. Nie będziemy ludźmi wiecznie młodymi i pięknymi, bazującymi na sile tego świata. O takie osoby cierpienie też się kiedyś upomni. To, co teraz powiem, może będzie trochę prowokacyjne, ale myślę, że cierpienie nie jest zjawiskiem, któremu trzeba poświęcać tak wiele uwagi. Trzeba się skupić na tym, aby łączyć je w duchu miłości z cierpieniami Chrystusa. To właśnie On na krzyżu, poprzez drogę męki i cierpienia, drogę poddania się Ojcu, drogę pokory oraz posłuszeństwa, dał dowody swojej miłości. Kiedy cierpimy, nie jesteśmy więc sami. Jezus nas nie opuszcza. Potrzeba nieustannego wpatrywania się w Niego. 

 

Czego przez te lata, chodząc od łóżka do łóżka, rozmawiając z chorymi, Ksiądz się nauczył?

– Pokory, pokory i jeszcze raz pokory, tak jak święty Ojciec Pio.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki