Logo Przewdonik Katolicki

STAĆ SIĘ JAK BÓG

kard. Gianfranco Ravasi
Fot.

Otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło (Rdz 3, 5)

 

W ogrodzie Eden rosło drzewo, jakiego nie opisuje żaden podręcznik botaniki. Po hebrajsku nazywa się es da at tob wara: „drzewo poznania dobra i zła” i nie jest rośliną fizyczną, lecz metafizyczną, symboliczną. Być może znajdzie się jeszcze czytelnik przekonany, że chodzi o jabłoń, ale oznacza to, że padł ofiarą pomyłki. Dwuznaczność zrodziła się z pewnej gry słów możliwej tylko w łacinie. W języku tym bardzo zbliżone brzmienie mają bowiem trzy słowa: malus – jabłoń, malum – zło i malus –zły. To podobieństwo wyjaśnia, dlaczego słynne „jabłko Ewy” powiązano ze złem, które później nastąpiło.

W rzeczywistości jest to poważny problem dotyczący samego serca moralności. Spróbujmy zatem wyjaśnić znaczenie tego tajemniczego drzewa, by dobrze zrozumieć biblijny fragment, nad którym się dziś pochylamy. Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że motyw rośliny jest w Biblii oznaką mądrości, wskazuje na życiowy system wartości: Psalm 1 na przykład przedstawia sprawiedliwego jako zasadzone nad płynącą wodą drzewo, którego liście nie więdną, a owoce są smaczne i jędrne. W naszym cytacie jest mowa o „poznaniu”, daat , które w Piśmie Świętym nie ma wymiaru tylko intelektualnego, ale jest całościowym aktem świadomości obejmującym wolę, uczucie i działanie. Dlatego jest radykalnym wyborem życiowym. Tak dochodzimy do „dobra” i „zła”, które stanowią oczywiście dwa centra moralności.

Teraz już wszyscy możemy zrozumieć, czym jest to symboliczne drzewo: ucieleśnieniem moralności w całej pełni, pochodzącej od Boga, który zasiewa w sercu każdego stworzenia tę żywą i kierującą naszymi wyborami rzeczywistość. Jego owoce jednak są jedynie darowane, nie mogą zostać przywłaszczone. Mężczyzna i niewiasta ze swą wolnością stoją w cieniu tego drzewa i dokonują dramatycznego wyboru. Uwiedzeni przez węża, symbol kusiciela, który wstrząsa posadami naszej wolności, zrywają owoc, czyli – porzucając metaforę – chcą sami decydować, co będzie dobre, a co złe, odmawiając przyjęcia tego, co zostało ustalone przez Boga.

Zrozumiały staje się zatem głęboki sens zachęty kusiciela: zerwanie owocu to stanie się sędzią („znawcą”) rozstrzygającym, co jest dobre, co złe, niezależnym twórcą moralności, tego, co sprawiedliwe, a co występne, według własnego widzimisię. Tym właśnie jest „bycie jak Bóg”. To dążenie jest korzeniem „grzechu pierworodnego”, czyli praprzyczyną każdego grzechu. Jest trochę tym, co Grecy nazywają hybris, czyli wyzwaniem, które buntownik rzuca bóstwu. Dokonując takiego wyboru, nie osiąga on jednak nieba wymarzonego przez Adama, a przez węża ukazanego jako wielka iluzja, lecz przeciwnie – wpada w samo jądro ciemności, w otchłań grzechu i winy.

Inaczej mówiąc, mroczną duszą grzechu jest pycha, nie bez powodu uważana za pierwszy z grzechów głównych. To szalone pragnienie znalezienia się na miejscu Boga i samodzielnego określania, co jest dobrem, a co złem. Historia ludzkości jest gorzkim świadectwem skutków obrania takiej drogi. Mocno brzmią słowa biblijnego mędrca z II w. przed Chr., Syracha: „On na początku stworzył człowieka i zostawił go własnej mocy rozstrzygania. Jeżeli zechcesz, zachowasz przykazania, a dochowanie wierności zależy od Jego upodobania (…). Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się spodoba, to będzie ci dane” (15, 14–15.17).

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki